Szefowie muzeów nie przeprowadzają regularnych inwentaryzacji, czyli nie sprawdzają co posiadają. NIK alarmuje, że w przypadku stwierdzenia braku eksponatów lub podejrzenia ich kradzieży, szefowie niektórych placówek nie zgłaszają tego policji ani właściwemu nadzorowi. W ten sposób zniknęły eksponaty z pięciu placówek, m.in. z Muzeum Historycznego Miasta Warszawy (99 monet), a z Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku - obraz i 3 lichtarze.
Fatalne jest też zabezpieczenie zbiorów: 70 proc. placówek nie posiada odpowiednich, nowoczesnych zabezpieczeń pożarowych. W muzeach kontrolerzy stwierdzali braki gaśnic, zastawione, lub źle oznakowane drogi ewakuacyjne.
Bezpieczeństwo zbiorów muzealnych w Polsce jest zagrożone – wynika z raportu NIK. Zbiory narażone są na kradzieże, spalenie, wyprzedaż na aukcjach, czy wywóz za granicę.
Z Muzeum Historycznego Miasta Warszawy zginęło 99 monet. Kiedy, nie wiadomo, bo dawno nie przeprowadzano tam inwentaryzacji. - To niestety norma w polskich muzeach - alarmuje Najwyższa Izba Kontroli.
W co drugim skontrolowanym muzeum stwierdzono brak właściwej ochrony fizycznej lub przechowywanie zbiorów w magazynach w sposób, który zagrażał im zniszczeniem lub uszkodzeniem. Przykładem są chociażby gabloty Muzeum Archeologicznego w Gdańsku, które można otworzyć bez klucza - nie niszcząc ich.
Pracownicy ochrony, wynajęci przez Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku pobierali opłaty parkingowe zamiast strzec zbiorów.
NIK wykrył również niegospodarność.
Dyrektorzy muzeów zawierali umowy o dzieło i zlecenia na wykonanie wystaw z własnymi pracownikami, choć należało to do zakresu ich obowiązków. Np. w Muzeum Literatury w Warszawie podniosło to wydatki na płace o 460 tys. w ciągu roku! Były dyrektor Muzeum im. Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawisku wypłacił z kasy placówki nagrody jubileuszowe za wieloletnią pracę pracownikom. W sumie wydał na te cel prawie 41 tys. zł z czego 22,7 tys. zł przyznał sobie sam. NIK uznała to za niegospodarne.