Reklama
Rozwiń
Reklama

"Ave Maria" dla mojej przyjaciółki

Sandra E. Roelofs Saakaszwili – żona prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego

Publikacja: 21.04.2010 21:35

Sandra E. Roelofs Saakaszwili i Maria Kaczyńska, zdjęcie zrobione w lutym 2009 r.

Sandra E. Roelofs Saakaszwili i Maria Kaczyńska, zdjęcie zrobione w lutym 2009 r.

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński

Rz: Chmura wulkanicznego pyłu zniechęciła wielu światowych przywódców do przyjazdu na niedzielny pogrzeb prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony w Krakowie. Mimo to pani mąż zdecydował się na lot z Waszyngtonu, a pani odbyła szaleńczą podróż samochodem.

Sandra E. Roelofs Saakaszwili:

To prawda. Chociaż przestrzeń powietrzna nad Europą była zamknięta, razem z mężem byliśmy zdecydowani pojawić się na uroczystościach pogrzebowych. Chcieliśmy oddać hołd tej wspaniałej parze, którą traktowaliśmy jak swoich przyjaciół. Mąż był w Stanach Zjednoczonych, a ja w Brukseli. Miałam bilet na samolot w niedzielę rano przez Warszawę do Krakowa. Mogłam też skorzystać z zaproszenia na pokład samolotu belgijskiego ministra obrony. Ale w sobotę wieczorem było już wiadomo, że żaden z tych lotów się nie odbędzie z powodu chmury wulkanicznej.

Natychmiast zdecydowałam się razem z naszym ambasadorem w Belgii pojechać do Krakowa samochodem. Wiedzieliśmy, że to ponad 1300 kilometrów, i nie byliśmy pewni, czy zdążymy, ale załadowaliśmy bagaże i ruszyliśmy w drogę. Jechaliśmy rzeczywiście bardzo szybko, prawie się nie zatrzymując. Od Zgorzelca na granicy z Polską do Krakowa eskortował nas samochód policyjny. Poprosiłam policję o jeszcze jedną przysługę. Chciałam zatrzymać się przy jakimś kościele w Polsce, aby zapalić dwa znicze od naszego gruzińskiego patriarchy dla Lecha i Marii Kaczyńskich. Zrobiłam to w Legnicy.

I zdążyła pani do Krakowa na czas. Pani mąż miał więcej problemów.

Reklama
Reklama

Przyjechaliśmy do Krakowa o 11.30 (uroczystości zaczęły się o 14.00 – red.) i dołączyliśmy do innych zagranicznych gości czekających w hotelu Sheraton. Stamtąd zabrano nas na uroczystości w bazylice Mariackiej. Czułam się tam samotna bez męża, ale wiedziałam, że już przeleciał Atlantyk i zrobi wszystko, aby dotrzeć do Krakowa. I rzeczywiście.

Udało mu się wylądować we Włoszech, a stamtąd, przelatując nad Turcją i Ukrainą, zdążył na uroczystość na Wawelu. Dzięki temu mogliśmy towarzyszyć najbliższej rodzinie podczas uroczystości w krypcie, gdzie pochowano parę prezydencką. To był dla nas wielki zaszczyt.

Wielu Polaków było wzruszonych tym, że podjęli państwo tak wiele wysiłku, aby dotrzeć na pogrzeb.

Przeżyłam śmierć prezydenta i jego żony bardzo osobiście. Maria była dla mnie wzorem i najlepszą przyjaciółką spośród wszystkich pierwszych dam. Spędziłyśmy ze sobą wiele czasu, w różnych okolicznościach i odkrywałyśmy, że mamy coraz więcej wspólnych zainteresowań. Nasi mężowie byli naprawdę bliskimi sojusznikami i przyjaciółmi. Chciałam nawet zaprosić Marię na wakacje do Batumi nad Morzem Czarnym. Niestety, nie mogę już zrealizować tych planów...

Dwa dni przed tragedią w Smoleńsku byłam na premierowej prezentacji pieśni „Ave Maria”, skomponowanej przez naszego gruzińskiego patriarchę Eliasza II. Bardzo mi się spodobała. Miałam ją nagraną na płytę i cały czas jej słuchałam. Kiedy dowiedziałam się o katastrofie, pomyślałam, że ta kompozycja powstała jakby z myślą o Marii Kaczyńskiej. Od tamtej pory, kiedy jej słucham, zawsze przypomina mi się Maria – moja najdroższa przyjaciółka.

Jak Gruzja postanowiła uhonorować prezydenta Kaczyńskiego?

Reklama
Reklama

Dzień po katastrofie 11 kwietnia wprowadziliśmy oficjalną żałobę, a mąż ogłosił Lecha Kaczyńskiego bohaterem narodowym Gruzji. Potem jego brat Jarosław otrzymał w czasie pogrzebu na Wawelu specjalny medal. Gruzini mogli się wpisywać do specjalnej księgi kondolencyjnej. Tysiące osób przez wiele godzin stało w kolejce, aby to zrobić. Tbilisi postanowiło także nazwać jedną ze swoich ulic imieniem Lecha Kaczyńskiego. Wiele oficjalnych spotkań rozpoczynało się od minuty ciszy ku czci ofiar. Kiedy byłam w Brukseli, poszłam też na mszę do katedry św. Michała na nabożeństwo, gdzie modlono się za dusze Lecha i Marii.

Myśli pani, że ta tragedia jeszcze bardziej zbliży nasze kraje?

Dla Gruzji Polska jest jednym z największych przyjaciół, w ciągu ostatnich lat wiele razy nas wspierała. Prezydent Kaczyński zademonstrował to w czasie wojny z Rosją. Zorganizował lot do Gruzji, aby razem z pięcioma innymi przywódcami pokazać światu, że napadnięty przez Rosję niepodległy kraj może liczyć na sojuszników. Niedługo później znowu nie bał się ryzykować życia, kiedy w pobliżu Achałgori ( przy granicy z separatystyczną Osetią Południową – red.) razem z moim mężem wpadł w zasadzkę. Razem mierzyliśmy się z wieloma wyzwaniami dla naszych krajów i mieliśmy wiele planów na przyszłość. Mam nadzieję, że ten sojusz będzie kontynuowany.

—pytania zadał Wojciech Lorenz

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama