Komisja Europejska już w styczniu rozpoczęła procedurę o naruszenia unijnego prawa przez Polskę za to, że nie wdrożyliśmy w terminie dyrektywy powodziowej.
Miesiąc temu premier Donald Tusk, obecny akurat w Brukseli, przekonywał, że prace nad wdrożeniem dyrektywy są na takim etapie zaawansowania, który powinien absolutnie wystarczyć, żeby „Komisja była uspokojona”. – Nie sądzę, żeby ta sprawa miała jakiś dalszy zły ciąg, tym bardziej że będę oczekiwał od moich urzędników maksymalnego przyspieszenia – podkreślał premier 17 czerwca.
Jednak Komisja nie jest uspokojona. – Dostaliśmy od Polski obietnice już w marcu, ale od tej pory żadnych konkretów – mówi „Rz” Joe Hennon, rzecznik prasowy KE. Dlatego wczoraj Bruksela przystąpiła do kolejnego etapu procedury i wysłała list w formie tzw. uzasadnionej opinii.
Jeśli w ciągu dwóch miesięcy Polska znów nie przekona KE, to następnym etapem będzie skierowanie sprawy do unijnego Trybunału Sprawiedliwości.
Jesteśmy jednym z dziesięciu państw, którym to grozi.
Unijna dyrektywa powodziowa przewiduje, że do 2011 roku każdy kraj musi przeprowadzić analizę ryzyka powodziowego wszystkich terenów nabrzeżnych i nadrzecznych. Do 2013 roku musi sporządzić dokładne mapy powodziowe. A do 2015 roku powinny być gotowe szczegółowe plany zapobiegania powodziom, ochrony przed ich skutkami i działania w razie klęski.
Komisja rezerwuje sobie prawo wszczęcia dochodzenia na każdym etapie: nie tylko wdrożenia dyrektywy, ale także potem jej realizacji na poszczególnych etapach.
[i]Anna Słojewska z Brukseli[/i]
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki - [mail=a.slojewska@rp.pl]a.slojewska@rp.pl[/mail]