Reklama

ElBaradei: ochrońcie nas, to banda zbirów

Zwolennicy i przeciwnicy prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka starli się na placu Tahrir w centrum Kairu, gdzie od ponad tygodnia trwają wielotysięczne demonstracje antyprezydenckie.

Publikacja: 02.02.2011 11:28

ElBaradei: ochrońcie nas, to banda zbirów

Foto: AFP

Do starć doszło, gdy grupa zwolenników Mubaraka, która zebrała się w pobliżu, weszła na plac, a przeciwnicy prezydenta chcieli ich stamtąd wyprzeć. Według świadków, sympatycy Mubaraka z kijami i batami wjechali na koniach i wielbłądach między protestujących na placu. Obie strony obrzucały się różnymi przedmiotami. Jakiś czas później na plac wjechały czołgi. Setki manifestantów zostało rannych, a co najmniej jedna nie żyje - poinformowała agencja AFP.

Zwolennicy szefa państwa m.in. zrzucali kamienne bloki z dachów budynków wokół placu. Korespondent Al-Dżaziry informował wcześniej, że wojsko zaczęło strzelać w powietrze, usiłując rozpędzić zwolenników i przeciwników Mubaraka, którzy starli się placu. Armia natychmiast zdementowała te informacje.

Informator agencji Reutera wyraził opinię, że niektórzy zwolennicy Mubaraka, odpowiedzialni za walki, to w rzeczywistości funkcjonariusze policji w cywilu. Władze zdementowały te doniesienia.

[srodtytul]Władza łagodzi obostrzenia[/srodtytul]

Władze Egiptu skróciły godzinę policyjną obowiązującą w ogarniętym demonstracjami kraju. Ograniczenia mają obowiązywać od godz. 17 do godz. 7 rano (godz. 16 do godz. 6 rano czasu polskiego) - poinformowała tamtejsza telewizja. Do tej pory godzina policyjna obowiązywała między godz. 15 a godz. 8 rano czasu lokalnego w Kairze, Aleksandrii i Suezie.

Reklama
Reklama

Po kilku dniach problemów z łącznością także internet w Egipcie działa w środę normalnie - podała agencja AP. Z kolei AFP informuje o "przynajmniej częściowym przywróceniu internetu".

Rzecznik armii zakomunikował dziś, że żądania manifestantów zostały wysłuchane i nadszedł czas, by pomogli przywrócić w Egipcie normalne życie - poinformowała telewizja państwowa w tym kraju.

Oświadczenie rzecznika zostało odczytane w państwowej telewizji.

- Wyszliście na ulicę, żeby wyrazić swoje żądania, i to wy jesteście tymi, którzy mogą przywrócić w Egipcie normalne życie - powiedział rzecznik Ismail Etman. - Wasz komunikat dotarł, wasze żądania stały się znane.

Wcześniej, w czasie antyprezydenckich protestów, armia wydała oświadczenie, zapewniając, że nie użyje przemocy wobec protestujących i że rozumie "uprawnione żądania" ludu.

Agencja AP ocenia, że środowy komunikat egipskiej armii był utrzymany w koncyliacyjnym tonie i zwracał się do młodych demonstrantów, by ustąpili "z miłości dla Egiptu". Natychmiast po oświadczeniu rzecznika telewizja na pasku informacyjnym przekazała następujący komunikat: "Siły zbrojne wzywają protestujących, by rozeszli się do domów w imię przywrócenia stabilności".

Reklama
Reklama

[srodtytul]Opozycja: prosimy wojsko o interwencję[/srodtytul]

Przywódca egipskiej opozycji Mohamed ElBaradei wezwał wojsko do interwencji w celu obrony Egipcjan - podała telewizja Al-Dżazira. Tego dnia w Kairze doszło do starć między pro- i antyprezydenckimi demonstrantami.

- Proszę armię o interwencję w celu ochrony życia Egipcjan - powiedział ElBaradei, podkreślając, że interwencja powinna nastąpić "dzisiaj" i że armia nie powinna pozostawać neutralna.

Wyraził nadzieję, że prezydent Hosni Mubarak jeszcze przed piątkiem odejdzie z urzędu. Na ten dzień zaplanowane są kolejne wielkie protesty antyprezydenckie pod hasłem "Piątek odejścia".

Korespondent Al-Dżaziry informował, że wojsko zaczęło strzelać w powietrze, usiłując rozpędzić zwolenników i przeciwników prezydenta Mubaraka, którzy starli się na kairskim placu Tahrir. Armia natychmiast zdementowała te informacje.

Po dzisiejszych starciach w Kairze ElBaradei - były szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, laureat pokojowego Nobla - powiedział rozgłośni BBC: "Jestem wyjątkowo zaniepokojony (...) to jeszcze jeden symptom wskazujący, że przestępczy reżim dokonuje aktów przestępczych".

Reklama
Reklama

- Obawiam się, że przekształci się to w rozlew krwi - dodał ElBaradei, nazywając zwolenników prezydenta Mubaraka "bandą zbirów".

Według świadków, sympatycy Mubaraka z kijami i batami wjechali na koniach i wielbłądach między protestujących na placu. Uczestnicy zamieszek używali kijów i kamieni.

Informator agencji Reutera wyraził opinię, że niektórzy zwolennicy Mubaraka, odpowiedzialni za dzisiejsze walki, to w rzeczywistości funkcjonariusze policji w cywilu. Władze zdementowały te doniesienia.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama