Do starć doszło, gdy grupa zwolenników Mubaraka, która zebrała się w pobliżu, weszła na plac, a przeciwnicy prezydenta chcieli ich stamtąd wyprzeć. Według świadków, sympatycy Mubaraka z kijami i batami wjechali na koniach i wielbłądach między protestujących na placu. Obie strony obrzucały się różnymi przedmiotami. Jakiś czas później na plac wjechały czołgi. Setki manifestantów zostało rannych, a co najmniej jedna nie żyje - poinformowała agencja AFP.
Zwolennicy szefa państwa m.in. zrzucali kamienne bloki z dachów budynków wokół placu. Korespondent Al-Dżaziry informował wcześniej, że wojsko zaczęło strzelać w powietrze, usiłując rozpędzić zwolenników i przeciwników Mubaraka, którzy starli się placu. Armia natychmiast zdementowała te informacje.
Informator agencji Reutera wyraził opinię, że niektórzy zwolennicy Mubaraka, odpowiedzialni za walki, to w rzeczywistości funkcjonariusze policji w cywilu. Władze zdementowały te doniesienia.
[srodtytul]Władza łagodzi obostrzenia[/srodtytul]
Władze Egiptu skróciły godzinę policyjną obowiązującą w ogarniętym demonstracjami kraju. Ograniczenia mają obowiązywać od godz. 17 do godz. 7 rano (godz. 16 do godz. 6 rano czasu polskiego) - poinformowała tamtejsza telewizja. Do tej pory godzina policyjna obowiązywała między godz. 15 a godz. 8 rano czasu lokalnego w Kairze, Aleksandrii i Suezie.
Po kilku dniach problemów z łącznością także internet w Egipcie działa w środę normalnie - podała agencja AP. Z kolei AFP informuje o "przynajmniej częściowym przywróceniu internetu".
Rzecznik armii zakomunikował dziś, że żądania manifestantów zostały wysłuchane i nadszedł czas, by pomogli przywrócić w Egipcie normalne życie - poinformowała telewizja państwowa w tym kraju.
Oświadczenie rzecznika zostało odczytane w państwowej telewizji.
- Wyszliście na ulicę, żeby wyrazić swoje żądania, i to wy jesteście tymi, którzy mogą przywrócić w Egipcie normalne życie - powiedział rzecznik Ismail Etman. - Wasz komunikat dotarł, wasze żądania stały się znane.
Wcześniej, w czasie antyprezydenckich protestów, armia wydała oświadczenie, zapewniając, że nie użyje przemocy wobec protestujących i że rozumie "uprawnione żądania" ludu.
Agencja AP ocenia, że środowy komunikat egipskiej armii był utrzymany w koncyliacyjnym tonie i zwracał się do młodych demonstrantów, by ustąpili "z miłości dla Egiptu". Natychmiast po oświadczeniu rzecznika telewizja na pasku informacyjnym przekazała następujący komunikat: "Siły zbrojne wzywają protestujących, by rozeszli się do domów w imię przywrócenia stabilności".
[srodtytul]Opozycja: prosimy wojsko o interwencję[/srodtytul]
Przywódca egipskiej opozycji Mohamed ElBaradei wezwał wojsko do interwencji w celu obrony Egipcjan - podała telewizja Al-Dżazira. Tego dnia w Kairze doszło do starć między pro- i antyprezydenckimi demonstrantami.
- Proszę armię o interwencję w celu ochrony życia Egipcjan - powiedział ElBaradei, podkreślając, że interwencja powinna nastąpić "dzisiaj" i że armia nie powinna pozostawać neutralna.
Wyraził nadzieję, że prezydent Hosni Mubarak jeszcze przed piątkiem odejdzie z urzędu. Na ten dzień zaplanowane są kolejne wielkie protesty antyprezydenckie pod hasłem "Piątek odejścia".
Korespondent Al-Dżaziry informował, że wojsko zaczęło strzelać w powietrze, usiłując rozpędzić zwolenników i przeciwników prezydenta Mubaraka, którzy starli się na kairskim placu Tahrir. Armia natychmiast zdementowała te informacje.
Po dzisiejszych starciach w Kairze ElBaradei - były szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, laureat pokojowego Nobla - powiedział rozgłośni BBC: "Jestem wyjątkowo zaniepokojony (...) to jeszcze jeden symptom wskazujący, że przestępczy reżim dokonuje aktów przestępczych".
- Obawiam się, że przekształci się to w rozlew krwi - dodał ElBaradei, nazywając zwolenników prezydenta Mubaraka "bandą zbirów".
Według świadków, sympatycy Mubaraka z kijami i batami wjechali na koniach i wielbłądach między protestujących na placu. Uczestnicy zamieszek używali kijów i kamieni.
Informator agencji Reutera wyraził opinię, że niektórzy zwolennicy Mubaraka, odpowiedzialni za dzisiejsze walki, to w rzeczywistości funkcjonariusze policji w cywilu. Władze zdementowały te doniesienia.