8 marca PO zorganizowała w Sejmie konferencję "Anihiliacja konfabulacji". Posłowie Rafał Grupiński i Andrzej Halicki opowiadali o wywiadzie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego dla portalu Mypis.pl i dementowali jego tezy.
9 marca o 12.30 konferencja z cyklu "Odkłamywacz PO". – Wydaje się, że Jarosław Kaczyński ma na głowie jakiś hełm, który pokazuje wirtualny obraz, a przecież Polska ma silną pozycję w Europie – mówił dziennikarzom szef Klubu PO Tomasz Tomczykiewicz.
Dwie godziny później w Sejmie znów konferencja Platformy. Temat: "Antypolski kandydat popierany przez Jarosława Kaczyńskiego". Mowa o Janie Zahradilu, który m.in. głosami PiS został wybrany na szefa Frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim.
10 marca PO wyjątkowo nie o prezesie PiS, lecz o mężu Marty Kaczyńskiej. – Czy ukrywano podejrzane kontakty Marcina Dubienieckiego? – pytają posłowie Platformy na konferencji w Sejmie.
Pół godziny później młodzieżówka Platformy podczas happeningu "Miłość kontra nienawiść" zachęca polityków PiS do przeczytania partyjnej gazetki "POgłos".
Politycy partii Donalda Tuska nieoficjalnie przyznają, że kampanię przed jesiennymi wyborami zamierzają budować w ostrej opozycji do PiS. Czy przy okazji nie doszło do zamiany ról i partia rządząca stała się recenzentem partii opozycyjnej?
– To nie jest tak, że my się zajmujemy PiS i że szukamy spraw do polemizowania – mówi Małgorzata Kidawa--Błońska, wiceszefowa Klubu PO. – Ale też nie możemy zostawić bez komentarza spraw, które PiS przedstawia nieprawdziwie, chociażby polityka zagraniczna przedstawiona przez prezesa PiS czy jego wypowiedzi na temat "POgłosu". A sprawa Dubienieckiego dotyczy ułaskawień, a nie PiS.
Prof. Wawrzyniec Konarski, politolog z SWPS i UJ: – To świadczy o obsesji Platformy na punkcie prezesa PiS, na temat tego, co powie i zrobi.
Jego zdaniem takie zachowanie charakteryzuje partię, która straciła przekonanie do swoich działań i programu. – To śmieszne. Lepiej dla PO byłoby nie reagować na zaczepki PiS lub skomentować je raz – dodaje prof. Konarski.
Inny politolog, dr Jarosław Flis z UJ, uważa, że Platforma próbuje doprowadzić do nowego podziału sceny politycznej, tak by znów liczyli się tylko dwaj gracze: ona i PiS. – Wciągając PiS w polemikę, liczy, że ich większa aktywność zmobilizuje elektorat Platformy – mówi.
Od kilku tygodni badania poparcia dla partii pokazują, że wyniki poszczególnych ugrupowań się wyrównują.
Politycy Platformy nieoficjalnie przyznają, że nie liczą już na bardzo dobry wynik w jesiennych wyborach do parlamentu, ale zależy im, by dystans miedzy nimi i PiS był jak największy.
Wtedy PO może zyskać na obecnej metodzie przeliczania głosów na mandaty poselskie.