Czego się pan spodziewa po sobotniej Radzie Krajowej SLD?

Józef Oleksy:

Obawiam się, że za dużo. Chciałbym poważnej, głębokiej analizy przyczyn słabego wyniku wyborczego SLD. Bo ostatnie wybory odbywały się w szczególnie korzystnej dla lewicy konstelacji politycznej i psychologicznej. Społeczeństwo było zmęczone walką polityczną, miałkością Platformy Obywatelskiej, jednostajną postawą rozliczeniową i odwetową PiS oraz nudną niezmiennością PSL.  To wszystko stwarzało szansę na przedstawienie SLD jako partii otwartej na potrzeby  ludzi różnych pokoleń, rozumiejącej aspiracje młodego pokolenia, trafnie oceniającej perspektywy dla Polski  w Europie i dla Europy w świecie.

Tyle że za plecami wyrósł wam Ruch Palikota.

No właśnie. No i nic z tego nie wyszło, choć sztabowi i zespołowi liderskiemu nie można odmówić aktywności. Tyle że była ona ilościowa i obrazkowa, co sprawiało, że przekaz był ulotny. Poza tym jedyną twarzą tej kampanii był Grzegorz Napieralski. Aleksander Kwaśniewski nie chciał sięmocniej zaangażować, Leszek Miller zajęty był swoją kampanią w Gdyni. Ja trochę pomagałem, tam gdzie mnie proszono, ale jak zauważyłem, nikomu to nie było specjalnie potrzebne. A to oznacza, że grono liderów uznało się za samowystarczalne.

Powinno dojść w sobotę do rozliczeń personalnych?

Niekoniecznie. Ja się tego nie domagam. Chciałbym, żeby najpierw partia wydała ocenę wyborów. Żeby działacze, którzy są dziś zawiedzeni i zdezorientowani, rozczarowani i zdemobilizowani, dostali jasną informację, jak należy rozumieć ostatni wynik wyborczy i z jakiego punktu mamy iść do przodu. Dopiero w drugiej kolejności jest sprawa przesunięć personalnych, które wysuwałyby na pierwszy plan ludzi, którzy zarządzaliby partią ze świeżym podejściem. A przede wszystkim chciałbym usłyszeć, co koledzy powiedzą na temat minionej kampanii.

Z medialnych informacji wynika, że zwolennicy Napieralskiego zamierzają odpowiedzialnością za słaby wynik wyborów obarczyć np. Ryszarda Kalisza i Aleksandra Kwaśniewskiego, bo promowali wybrane osoby, nie zawsze z SLD.

To byłoby niepoważne, bo to się zamieni w rozliczanki. Jedni i drudzy będą sobie zarzucać zaniechania i błędy, a w tym wszystkim zniknie sedno sprawy. Nie chcę wierzyć, że Rada Krajowa tak mogłaby się skończyć. Zakładam, że to będzie poważne posiedzenie, każdy uderzy się we własne piersi i powie, co mógł zrobić lepiej, a nie – co inni zrobili źle. Jeżeli tak nie będzie, to ta Rada Krajowa będzie przegrana.

W SLD ścierają się dwie koncepcje: czy kongres partii powinien być zwołany w normalnym trybie, czy powinien być nadzwyczajny, na którym Napieralski złożyłby dymisję i zostałyby wybrane nowe władze?

Napieralski powinien złożyć dymisję w sobotę i szybko powinny być wybrane nowe władze. Bo sprawy trzeba szybko uporządkować, przymierzyć się do rywalizacji z Ruchem Palikota, do roli wobec rządu, który lada moment powstanie, do działania wobec kryzysu w Europie.

Czy Grzegorz Napieralski wbrew dotychczasowym deklaracjom może powalczyć o utrzymanie stanowiska przewodniczącego?

Oczywiście, że tak, i nawet obserwuję pewne symptomy świadczące o tym, że ta pokusa się pojawia.

Ma na to szanse mimo przegranych wyborów?

Nie wiem. Nie jestem pewien, czy w partii wiele się zmieniło. W przeszłości pojawiał się naturalny odruch bycia z liderem. A co do przegranych wyborów, to przecież nie tylko on jest temu winny.

Czy jeżeli wygra koncepcja zwołania normalnego kongresu, to będzie to działało na rzecz jego reelekcji?

To będzie jego linia obrony.