Smuda przyznaje się do zakończenia selekcji. Niby zapewnia, że drzwi ciągle są otwarte dla wszystkich, ale ostatnio na łamach „Przeglądu Sportowego" wyselekcjonował grupę 30 zawodników, którym do kadry na Euro najbliżej.
Trener lubi mówić, że tak naprawdę zbudował drużynę na eliminacje do mundialu w Brazylii w 2014 roku. Postawił na młodzież i nie boi się braku doświadczenia.
– Nie zagrają u mnie Michał Żewłakow i Artur Boruc, reszta ciągle może się starać. Mam w drużynie zawodników z dobrych klubów, będą potrafili odpowiednio zareagować w trudnych sytuacjach. Nie boję się o to – mówi Smuda „Rz".
Brak charakteru jego drużynie zarzucano często. Młodzi, zahukani piłkarze chyba dopiero po serii niezłych rezultatów w tym roku uwierzyli w dobry wynik na Euro.
W kadrze jest dwóch zawodników klasy światowej: bramkarz Wojciech Szczęsny i środkowy napastnik Robert Lewandowski, ale nie mają wartościowych zmienników.
– Bramkarze Łukasz Fabiański, Przemysław Tytoń i Grzegorz Sandomierski, kiedy grali, nie zawodzili. Ich szanse wzrosłyby, gdyby wychodzili na boisko w meczach swoich klubów. To samo dotyczy Pawła Brożka, Artura Sobiecha i Irka Jelenia – tłumaczy Smuda.
W gronie napastników selekcjoner wymienił jeszcze Kamila Grosickiego, którego co prawda oglądał ostatnio w barwach Sivassporu, ale wiadomo, że obu panom ze sobą nie po drodze.
Smuda nie może wiedzieć, jak jego piłkarze zareagują na pierwszy od dwóch i pół roku mecz o punkty. Ryzykuje. Młody Szczęsny będzie miał przed sobą niezgraną obronę, z niemówiącym po polsku Damienem Perquisem na środku. Sami piłkarze poprosili trenera o kolejną szansę dla Marcina Wasilewskiego. Obrońca Anderlechtu wrócił po skomplikowanym złamaniu nogi, pokazał charakter i zyskał posłuch. Tylko Wasilewski obok Jelenia, Rafała Murawskiego i Arkadiusza Głowackiego ma skończone 30 lat.
W kadrze na Euro znalazło się kilku zawodników, którzy nigdy nie zagrali dobrego meczu w reprezentacji. Kamil Glik to piłkarz drugoligowego Torino, Maciej Sadlok w Polonii nie zachwyca, ale wrócił do łask Smudy po ostatnim zgrupowaniu kadry w Turcji. Selekcjoner uparcie wymienia w gronie pewniaków Sebastiana Boenischa, który już trenuje, ale przez 16 miesięcy nie zagrał w żadnym meczu, a w reprezentacji przed urazem zdążył wystąpić tylko w dwóch spotkaniach.
– Wierzę w tę drużynę, jeśli los nie zabierze mi najważniejszych ogniw. A wiadomo, że w 2011 roku bywało, iż musiałem sobie radzić i bez dziesięciu zawodników – tłumaczy Smuda.
Teoretycznie największy komfort ma w pomocy, gdzie są Murawski, Jakub Błaszczykowski, Dariusz Dudka, Adam Matuszczyk, Adrian Mierzejewski, Ludovic Obraniak, Sławomir Peszko, Eugen Polanski, Maciej Rybus i Cezary Wilk. Ten ostatni w kadrze wystąpił jednak tylko w dwóch spotkaniach i ma za dużą konkurencję, by poważnie brać go pod uwagę. Prawdziwym zmartwieniem są kłopoty Błaszczykowskiego, Obraniaka i Matuszczyka z miejscem w klubowych składach. Błaszczykowski w Borussii walczy, Obraniak w Lille wchodzi pod koniec meczów, Matuszczyk chce odejść z Koeln.
Być może dlatego w grupie 30 trener wymienił Sebastiana Milę, którego konsekwentnie nie powoływał przez dwa lata, aż w końcu zabrał na zgrupowanie do Turcji. O liderze Śląska Wrocław mówi, że może szybko nie biega, ale szybko myśli.
Kadra na mistrzostwa Europy będzie liczyć 23 zawodników, w tym trzech bramkarzy. Zostanie ogłoszona w maju. Trener na poprzedzające turniej zgrupowanie do Austrii chce zabrać trzech piłkarzy więcej i skreślić ich z listy tuż przed turniejem. W 2008 roku przed Euro w Austrii i Szwajcarii z kadry Leo Beenhakkera w ostatniej chwili odpadli Radosław Matusiak oraz kontuzjowani Grzegorz Bronowicki i Błaszczykowski.
Na nowy rok Franciszek Smuda ma marzenie: by wiosną w Polsce objawił się taki talent w obronie jak Władysław Żmuda przed mundialem w 1974 roku. – Potrzebuję obrońcy – mówi.
masz pytanie, wyślij e-mail do autora m.kolodziejczyk@rp.pl