Reklama

Śnieg w Warszawie. Warszawskie kłopoty ze śniegiem

Ledwie spadło trochę śniegu, a już zaczęło się mówienie, że to niemal klęska żywiołowa. Przerabiamy takie problemy od ponad dwustu lat i niczego się nie nauczyliśmy
Straszna zima roku 1929 jakoś nie sparaliżowała miasta. Służby miejskie, mimo technicznych niedoskon

Straszna zima roku 1929 jakoś nie sparaliżowała miasta. Służby miejskie, mimo technicznych niedoskonałości, dawały sobie radę

Foto: ztm

Za I Rze­czy­po­spo­li­tej śnieg za­le­gał mia­sto przez ca­łą zi­mę. Po­nie­waż nie mie­li­śmy ka­na­łów, a je­dy­nie rynsz­to­ki, któ­ry­mi spły­wa­ły nie­czy­sto­ści – gdy to wszyst­ko za­mar­z­ło, na­wet po­ru­sza­nie się po uli­cach by­ło uciąż­li­we. Po­tem przy­cho­dzi­ła wio­sna i co na wierz­chu, to się roz­pusz­cza­ło, ale nie mia­ło gdzie spły­nąć, więc wszę­dzie sta­ły je­zio­ra.

Już w po­ło­wie XVIII w. ma­gi­strat na­wo­ły­wał, by rą­bać lo­dy przed do­ma­mi w ce­lu uła­twie­nia spły­wu wód i za­po­bie­że­nia za­le­wa­niu piw­nic. O hi­gie­nie tam­tych cza­sów le­piej nie wspo­mi­nać.

Śli­sko i pach­ną­co

Pa­skud­ny za­pach bę­dą­cy po­śred­nim skut­kiem zi­my był ni­czym w po­rów­na­niu ze śli­ski­mi uli­ca­mi. Ko­nie oczy­wi­ście ku­to „na ostro", a bu­ty za­opa­try­wa­no w me­ta­lo­we „żab­ki". Już na po­cząt­ku wie­ku XIX na­ka­zy­wa­no po­sy­py­wa­nie chod­ni­ków, roz­li­cza­jąc z te­go ka­mie­nicz­ni­ków. W ro­ku 1844 Je­ne­rał Ma­jor Abra­mo­wicz na ła­mach „Ga­ze­ty War­szaw­skiej" upo­mi­nał: „gdy któ­ry wła­ści­ciel nie na­ka­zał wy­sy­pać tro­to­aru przed do­mem swym, nie­tyl­ko, że do ka­ry po­li­cyj­nej po­cią­gnię­tym zo­sta­nie, ale nad­to po­sy­pa­nie to na koszt je­go do­peł­nio­nem bę­dzie". Sy­pa­no pia­chem, dość dro­gim, gdyż przy­wo­żo­nym znad Wi­sły, tro­ci­na­mi, a tak­że po­pio­ła­mi z pie­ców, któ­re znaj­do­wa­ły się w każ­dym do­mu. Ale co cie­ka­we, w ro­ku 1831 ra­da miej­ska za­le­ci­ła zrzu­ca­nie po­pio­łów w jed­no miej­sce, że­by po­tem mo­gły zo­stać wy­wie­zio­ne do fa­bry­ki sa­le­try. Czym za­tem sy­pa­no uli­ce?

Cze­ka­jąc na słoń­ce

Pierw­szym spo­so­bem li­kwi­da­cji śnie­gu by­ły mo­dli­twy, aby słoń­ce go szyb­ko roz­to­pi­ło. Wy­wo­żo­no z rzad­ka i to wy­łącz­nie sprzed pa­ła­ców, bu­dyn­ków ad­mi­ni­stra­cji pu­blicz­nej oraz sprzed mod­nych skle­pów. Oko­ło po­ło­wy wie­ku XIX za­czę­to zbie­rać go też z ulic i zrzu­cać do Wi­sły.

Na po­waż­nie mia­sto za­in­te­re­so­wa­ło się tym oko­ło 1881 r., ogła­sza­jąc prze­targ na wy­wóz­kę. Wte­dy to pierw­szy raz spro­wa­dzo­no do sto­li­cy płu­gi śnież­ne, ale w ja­ki spo­sób dzia­ła­ły, nie wia­do­mo. Kie­dyś na­tkną­łem się na in­for­ma­cję, że by­ły to urzą­dze­nia cią­gnio­ne przez ko­nie, i pew­nie ta­kie tra­fi­ły do War­sza­wy. Pod ko­niec lat 80. re­por­te­rzy pi­sa­li, że wie­le osób za miast od­śnie­żać, wo­li pła­cić ka­ry i cze­kać na słoń­ce – bo wy­cho­dzi to im ta­niej. Za­wsze by­li­śmy spryt­niej­si. Co cie­ka­we, w owym cza­sie ga­ze­ty nie na­rze­ka­ły na trud­no­ści ko­mu­ni­ka­cyj­ne, gdyż do­roż­ka­rze i stan­gre­ci prze­sia­da­li się na sa­nie. Wszyst­ko gra­ło, aż do po­ja­wie­nia się tram­wa­jów kon­nych. W ro­ku 1886 „Ku­rier War­szaw­ski" po­in­for­mo­wał, że uli­ce nie są od­śnie­ża­ne, z wy­jąt­kiem tych, po któ­rych po­ru­sza­ją się wspo­mnia­ne wa­go­ny.

Reklama
Reklama

Cy­wi­li­za­cja

Wraz z roz­wo­jem ko­mu­ni­ka­cji za­czę­ło się uty­ski­wa­nie. Pierw­sze sa­mo­cho­dy nie mo­gły jeź­dzić po śnie­gu, bo opo­ny by­ły wą­skie, a mar­ne, czy­li nie każ­de­go by­ło jesz­cze stać na pneu­ma­ty­ki.

Po I woj­nie świa­to­wej zi­mo­we śnie­gi sta­ły się klę­ską na­ro­do­wą. Naj­le­piej, że­by spa­da­ły la­tem – na­pi­sał je­den z fe­lie­to­ni­stów. Wła­dza wa­rio­wa­ła i kom­plet­nie nie da­wa­ła so­bie ra­dy. „Jed­ne­go dnia po­li­cja na­ka­zu­je do­zor­com zbie­ra­nie śnie­gu w ster­ty, a na­za­jutrz roz­ka­zu­je roz­rzu­cać ster­ty po jezd­ni po to, aby na­stęp­ne­go dnia zno­wu je zbie­rać" – kpił w 1926 r. „Ro­bot­nik". A trzy la­ta póź­niej „Rzecz­po­spo­li­ta" pod ko­niec zi­my roz­li­czy­ła ma­gi­strat wy­da­ją­cy na wal­kę z bia­łym pu­chem po 10 tys. zł. dzien­nie. Na­praw­dę wiel­kie pie­nią­dze. Ca­ła woj­na z zi­mą to był wy­da­tek 1,3 mln zł. Ty­le for­sy „po­grze­ba­ło mia­sto pod śnie­giem" – grzmiał ko­men­ta­tor, do­da­jąc, że w dal­szym cią­gu „prze­szło 2-u me­tro­we ścia­ny śnie­gu wzno­szą się na uli­cach i to w po­bli­żu lin­ji tram­wa­jo­wych".

Ślad cie­ka­wej wal­ki po­li­tycz­nej od­naj­du­je­my na ła­mach „War­szaw­skie­go Dzien­ni­ka Na­ro­do­we­go", któ­ry pięt­no­wał „Eu­ro­pe­iza­cję sto­li­cy przez p. Sta­rzyń­skie­go...". Pre­zy­dent ten, o czym dziś ma­ło kto pa­mię­ta, był urzęd­ni­kiem ko­mi­sa­rycz­nym, znie­na­wi­dzo­nym przez pra­wi­cę oraz le­wi­cę. I bi­to w nie­go jak w bę­ben. A to dla­te­go, że wła­ści­cie­le po­se­sji mu­sie­li ry­czał­tem pła­cić Za­kła­do­wi Oczysz­cza­nia Mia­sta za oczysz­cza­nie ulic la­tem i zi­mą. Rzecz w tym, że opła­ty na pe­ry­fe­riach by­ły ta­kie sa­me jak w cen­trum, ale zy­ski z wy­naj­mu miesz­kań wie­lo­krot­nie niż­sze. Pro­blem roz­wią­za­ła woj­na.

Grunt to so­cja­lizm

Je­śli z per­spek­ty­wy po­nad 60 lat spoj­rzeć na no­wy wów­czas ustrój, to oka­że się, że do je­go za­pa­ści wy­star­czy­ły za­le­d­wie klę­ski ele­men­tar­ne. I nie ja­kieś eks­tre­mal­ne. Rok 1947 to ty­tuł ga­ze­to­wy – „Za­da­nie po­nad si­ły – od­śnie­ża­nie". Rok 1949 – „ZOM nie boi się śnie­gu, cho­ciaż wciąż mu brak ta­bo­ru". Po trzech la­tach od­na­le­zio­no wresz­cie win­ne­go – „Biu­ro­kra­cja utrwa­la śnieg".

Klę­ska ustro­ju na­stą­pi­ła póź­niej. Mia­sto roz­ro­sło się, trans­port zaś opar­ty zo­stał na sa­mo­cho­dach. I nad­szedł rok 1974, kie­dy to w syl­we­stra spadł śnieg, któ­ry stop­niał w cią­gu kil­ku­na­stu go­dzin, a był to je­dy­ny śnieg tej zi­my. Na­stęp­ne też oka­za­ły się ła­god­ne i de­cy­den­ci peł­ni uf­no­ści w ła­ska­wość przy­ro­dy na­ka­za­li sto­so­wać w trans­por­cie pu­blicz­nym ta­nie ole­je sil­ni­ko­we, a zwrot­ni­ce sma­ro­wać ma­te­ria­ła­mi za­stęp­czy­mi. Wszyst­ko to tak zgęst­nia­ło pod­czas mro­zu, że w syl­we­stra ro­ku 1978 War­sza­wa za­mar­ła. Po mie­sią­cu ko­lej­ne opa­dy spa­ra­li­żo­wa­ły ją, a by­ły one po­rów­ny­wal­ne choć­by z ty­mi z ro­ku 1929, kie­dy to ja­koś lu­dzie ży­li. Dla­cze­go na­stą­pi­ła za­paść? Bo za­rzą­dza­nie mie­li­śmy scen­tra­li­zo­wa­ne i o spo­so­bach wal­ki ze śnie­giem de­cy­do­wał Ko­mi­tet Cen­tral­ny Pol­skiej Zjed­no­czo­nej Par­tii Ro­bot­ni­czej, a nie po­szcze­gól­ni „ka­mie­nicz­ni­cy".

Wła­dza dość szyb­ko do­strze­gła swój błąd i po­sta­no­wi­ła za­an­ga­żo­wać czyn­nik spo­łecz­ny. Po­le­ga­ło to na wy­wie­sza­niu na po­dwó­rzach in­for­ma­cji, że te­go a te­go dnia przy­je­dzie cię­ża­rów­ka i miesz­kań­cy ma­ją sa­mi wrzu­cać na nią śnieg. Rze­czy­wi­ście, przy­je­cha­ła, a dy­ry­go­wa­niem zaj­mo­wa­ła się ak­ty­wist­ka ra­dy osie­dlo­wej. Śnieg wrzu­ca­li­śmy, po­tem zaś zsy­pa­li­śmy do Wi­sły, w in­te­re­sie ogó­łu, ale pry­zmy na uli­cach i tak le­ża­ły do koń­ca kwiet­nia.

Reklama
Reklama

Te i wcześniejsze varsaviana Rafała Jabłońskiego można znaleźć pod adresem www.zyciewarszawy.pl/varsaviana

Magistrat nakazuje

... Aby każdy przed swoją possessyą lody rąbać i takowe wraz z błotem dla łatwieyszego wywozu na ulicach szerokich w kupy okrągłe, zaś na ulicach wąskich (...) w kupy podługowate zgarniać kazał... Rok 1795

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama