Reklama

Historia jednego szkieletu

Metro | Archeolog z miejskiego muzeum zaopiekował się kośćmi znalezionymi na budowie

Publikacja: 12.11.2012 00:06

Rada Warszawy na ostatniej sesji uchwaliła, że w drugiej linii metra, gdy już będzie gotowa, komunikaty będzie zapowiadał głos kobiecy.  Tak dla odróżnienia. Rajcy mieli też wówczas dowiedzieć się od urzędników, co się dzieje z ludzkimi szczątkami znajdowanymi podczas budowy centralnego odcinka metra. Na wyjaśnienia trzeba jednak poczekać dwa tygodnie, bo sesja została przerwana. Sprawdziliśmy, o co chodzi.

Grupa narodowców z Podlasia rozpętała niedawno w Internecie awanturę o to, że budowniczy metra nielegalnie  – nie zgłaszając tego nikomu – wywożą odkopane podczas budowy ludzkie szczątki. Rzekomo dlatego  w tajemnicy, że prezydent Warszawy nie chce opóźnień w budowie metra. – To dość absurdalne tłumaczenie. Przecież gdybyśmy znaleźli takie szkielety, to mielibyśmy bardzo dobry pretekst, by wydłużyć harmonogram robót – wyjaśnia Mateusz Witczyński, rzecznik konsorcjum AGP.  Tłumaczy, że tarcza drąży tunel na takiej głębokości, że tam żadne szkielety, na przykład z czasów wojny, już leżeć nie mogą.

Maciejowski: skoro na budowie metra znaleziono cztery kości, to gdzieś musi być reszta...

– Takie znaleziska wykopuje się metr czy dwa pod ziemią – wyjaśnia Witczyński.

Radny miasta Maciej Maciejowski (do niedawna z PiS, dziś z Praskiej Wspólnoty Samorządowej) zapytał o to jednak oficjalnie prezydent Warszawy. I ta przyznała na piśmie, że... był taki przypadek. Jeden. Odnaleziono na Pradze w okolicach Dworca Wileńskiego szkielet (dokładnie cztery kości), który, jak wyjaśnia, został przekazany do zbadania archeologom z Muzeum Historycznego.

Reklama
Reklama

– Ówczesna dyrektor Muzeum Historycznego przekonywała mnie jednak, że nic takiego do nich nie dotarło.  Gdzie są zatem te szczątki? – zastanawiał się radny.

– W dyspozycji kierownika badań archeologicznych, a jednocześnie starszego kustosza Muzeum – stwierdza wiceprezydent miasta Jacek Wojciechowicz. W piśmie do radnego wyjaśnia: „odnalezione szczątki są  własnością właściwego organu konserwatorskiego i po jego przekazaniu Biuro Konserwatora Zabytków zadecyduje o ich dalszym losie" – odpowiada radnemu.

Ale jak się okazuje, archeolog Włodzimierz Pela, który dysponuje kośćmi z metra, nie zamierza ich badać. Ocenia, że są bezwartościowe. Nie zawiadamiał o nich prokuratury, policji ani Instytutu Pamięci Narodowej. Po prostu się nimi zaopiekował. Nie wyklucza, że zorganizuje „tym czterem kościom, które wywołały polityczną sensację na prawicy"  symboliczny pogrzeb.

Tymczasem radny Maciejowski zapowiada doniesienie do prokuratury.

– Skoro są cztery kości, to powinna być i reszta. Gdzie? Takie znalezisko musi trafić do laboratorium i śledczych, a nie do urzędnika z miejskiego Muzeum – ocenia radny. – Ale na razie poczekam na wyjaśnienia prezydenta na sesji. Być może ratusz sam uzna, że zaniedbano pewnych procedur.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama