Problemy większego koalicjanta wcale ludowców nie cieszą. Zdają sobie sprawę, że przy okazji afery taśmowej mogliby umocnić swoją pozycję, ale równie dobrze groziłoby im, że razem z PO pójdą na dno.
Jeszcze w niedzielę politycy PSL mówili, że jeżeli nagrane rozmowy okażą się prawdziwe, w szczególności te prezesa NBP z ministrem spraw wewnętrznych, to nie chcą być w takim rządzie.
Co zmieniła wczorajsza konferencja premiera? Donald Tusk chyba nie przekonał koalicjanta, że rozmowa Marka Belki z Bartłomiejem Sienkiewiczem to nic złego. Prezes PSL Janusz Piechociński, przebywający w Budapeszcie, powiedział dziennikarzom, że ocenia sytuację jako bardzo poważną. – Jeżeli są inne taśmy, to nie można zamykać tego rozdziału – stwierdził.
Z kolei poseł Eugeniusz Kłopotek w rozmowie z „Rz" mówi otwarcie, że nie wierzy, iż Sienkiewicz z własnej inicjatywy rozmawiał z Belką o finansowaniu deficytu budżetowego.
– Pan premier mówił, że to nie z jego inspiracji szef MSW spotkał się z Belką, bo to prezes NBP zaproponował rozmowę – mówi Kłopotek. – Ale kto był w niej petentem? Sienkiewicz. A więc coś tu nie gra.
Kłopotkowi nie podoba się też, że Tusk nie zdymisjonował Sienkiewicza. – A sam orzekł, że szef MSW opowiadał rzeczy, na których się nie zna – mówi poseł. – Za mniejsze rzeczy ministrowie jego rządu byli dymisjonowani. Dlatego odnoszę wrażenie, że Tusk po prostu boi się odwołać Sienkiewicza. A jeżeli będzie go bronił do upadłego, to wszyscy popłyniemy.
Według posła to wszystko nie oznacza, że PSL wpisze się w scenariusz kreślony przez PiS, włączając się w powoływanie „premiera technicznego". – Jeżeli kryzys będzie się rozwijał, pokażą się kolejne taśmy, to PSL winno się domagać wcześniejszych wyborów, nie będzie innego wyjścia – uważa jednak Kłopotek. – Mam nadzieję, że moje kierownictwo nie będzie broniło rządu za wszelką cenę.