Według ukraińskiego wywiadu Rosjanie koncentrują swoją artylerię w dwóch wioskach na zachodnim obrzeżu Doniecka i w okolicach lotniska (na północny zachód od miasta), tak jakby szykowali się do zajęcia bezpośrednich okolic miasta.
Jednocześnie jeden z byłych liderów separatystów z Doniecka, oficer rosyjskich służb specjalnych Aleksander Borodaj, wykluczył możliwość zaatakowania utrzymywanego przez Ukraińców Mariupola. Według niego nie dopuści do tego multimiliarder i oligarcha Rinat Achmetow, który przez ten port eksportuje do Włoch produkcję swoich zakładów metalurgicznych znajdujących się na terenach zajętych przez separatystów. Eksport musi być zalegalizowany przez ukraińskich celników (w przeciwnym razie we Włoszech go nie kupią), dlatego Achmetow nie dopuszcza do zajęcia Mariupola przez separatystów.
Mimo to wokół tego miasta codziennie trwa strzelanina. Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk poinformował, że od czasu podpisania rozejmu, tj. w ciągu półtora miesiąca, zginęło 75 ukraińskich żołnierzy, a ponad 400 zostało rannych. Również szef misji monitoringowej OBWE, szwajcarski dyplomata Alexander Hug, przyznaje, że ani na chwilę nie milknie strzelanina w różnych miejscach frontu.
Dopiero jednak w czwartek Hug wezwał obie strony, by wreszcie wpuściły obserwatorów do miejsc koncentracji ciężkiego sprzętu, który powinien być wycofywany z frontu, a przede wszystkim powiedziały, gdzie on jest.
Szwajcar skarży się, że misja nie może poruszać się swobodnie, szczególnie po stronie separatystów. Próbuje to nadrabiać, używając dronów, ale „nie wykryją one broni schowanej w stodołach czy zabudowaniach fabrycznych".