Reklama

Donbas: znikające armaty i bezsilna OBWE

Separatyści zbierają siły i koncentrują ciężki sprzęt, a Kijów zastanawia się, kiedy nastąpi ich atak.

Aktualizacja: 03.04.2015 17:29 Publikacja: 02.04.2015 20:57

Donbas: znikające armaty i bezsilna OBWE

Foto: AFP

Według ukraińskiego wywiadu Rosjanie koncentrują swoją artylerię w dwóch wioskach na zachodnim obrzeżu Doniecka i w okolicach lotniska (na północny zachód od miasta), tak jakby szykowali się do zajęcia bezpośrednich okolic miasta.

Jednocześnie jeden z byłych liderów separatystów z Doniecka, oficer rosyjskich służb specjalnych Aleksander Borodaj, wykluczył możliwość zaatakowania utrzymywanego przez Ukraińców Mariupola. Według niego nie dopuści do tego multimiliarder i oligarcha Rinat Achmetow, który przez ten port eksportuje do Włoch produkcję swoich zakładów metalurgicznych znajdujących się na terenach zajętych przez separatystów. Eksport musi być zalegalizowany przez ukraińskich celników (w przeciwnym razie we Włoszech go nie kupią), dlatego Achmetow nie dopuszcza do zajęcia Mariupola przez separatystów.

Mimo to wokół tego miasta codziennie trwa strzelanina. Premier Ukrainy Arsenij Jaceniuk poinformował, że od czasu podpisania rozejmu, tj. w ciągu półtora miesiąca, zginęło 75 ukraińskich żołnierzy, a ponad 400 zostało rannych. Również szef misji monitoringowej OBWE, szwajcarski dyplomata Alexander Hug, przyznaje, że ani na chwilę nie milknie strzelanina w różnych miejscach frontu.

Dopiero jednak w czwartek Hug wezwał obie strony, by wreszcie wpuściły obserwatorów do miejsc koncentracji ciężkiego sprzętu, który powinien być wycofywany z frontu, a przede wszystkim powiedziały, gdzie on jest.

Szwajcar skarży się, że misja nie może poruszać się swobodnie, szczególnie po stronie separatystów. Próbuje to nadrabiać, używając dronów, ale „nie wykryją one broni schowanej w stodołach czy zabudowaniach fabrycznych".

Reklama
Reklama

W dodatku w okopach pozostają cały czas czołgi, które formalnie zaliczono w Mińsku do ciężkiej broni. W zeszłym tygodniu prezydent Petro Poroszenko wydał zgodę na ich wycofanie, ale wojsko czyni to bardzo niechętnie, ponieważ Rosjanie nie wycofują swoich.

Jednocześnie separatyści dokonują konsolidacji swoich oddziałów i zaplecza, tak jakby przygotowywali się do ataku. „Prezydent Doniecka" Aleksandr Zacharczenko zażądał, by mieszkańcy jego „republiki" rozbroili się i do 4 kwietnia zdali przechowywaną broń lub wstąpili do jego oddziałów. „Kto tego nie zrobi, zostanie potraktowany z całą surowością naszego prawa" – ostrzegł.

Inaczej sytuacja przedstawia się w Ługańsku, gdzie tamtejszemu „prezydentowi" Igorowi Płotnickiemu podporządkowane są dość słabe oddziały, a przewagę cały czas mają jego oponenci. Od początku roku dochodzi do starć między nimi i zabójstw dowódców, którzy nie chcą uznać zwierzchnictwa Płotnickiego. Utrzymuje się on przy władzy dzięki bezpośredniemu wsparciu armii rosyjskiej.

To jednak sprawia, że na tę ostatnią kieruje się niechęć poszczególnych watażków z Ługańska. W Krasnym Łuczu (na południowy zachód od Ługańska), gdzie znajduje się duża baza sprzętu armii rosyjskiej, doszło ostatnio do strzelaniny między nieznanymi oddziałami separatystów a żołnierzami z rosyjskiej Dywizji im. Dzierżyńskiego, podporządkowanej moskiewskiemu MSW. Separatyści mają pretensje, że w czasie walk pod Debalcewem odgrywała rolę „oddziałów zaporowych", zapędzając ich na front.

Obecnie sytuacja się zaostrzyła, „Dzierżyński" bowiem zaczął blokować granicę rosyjsko-ukraińską i nie wpuszcza separatystów do Rosji. Prawdopodobnie po to, by nie opuszczali linii frontu.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama