Cytowany przez TVN24 jeden z poszkodowanych Robert Wójcik powiedział, że wcześniej pogoda była ładna, a chmury zostały przywiane nad Giewont bardzo szybko. Według relacji mężczyzny, nad Giewontem pioruny pojawiły się kilka minut po tym, jak zaczął padać deszcz.
- Walnęło niedaleko mnie. Trzymałem rękę na kamieniu i mnie przeszyło po całym ramieniu. Dostałem kamieniem z tyłu i zostałem trochę po ręce porażony - powiedział Wójcik dodając, że założono mu trzy szwy.
Inny turysta cytowany przez TVN24, Mariusz Brodziński, znajdował się na szczycie Giewontu, gdy przyszła burza. - Mam oparzenie stopy. To było, jakby człowieka coś przypalało - powiedział mężczyzna. Dodał, że był świadkiem śmierci kobiety, która szła przed jego żoną. Żona mężczyzny osunęła się i doznała m.in. połamania miednicy.
Jak mówił Brodziński, po uderzeniu pioruna turyści zostali odrzuceni od łańcuchów, umieszczonych przy skałach na szlaku na Giewont. - Byliśmy nad przepaścią sześć, siedem metrów - powiedział Brodziński, cytowany przez TVN24.
W akcji sprowadzania turystów, wielu w stanie ciężkim, z wyższych partii gór uczestniczyły śmigłowce TOPR oraz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, do szpitali rozwoziło ich 13 karetek. Rannych opatrywano m.in. w schronisku na Hali Kondratowej. Ratownikom pomagały 22 zastępy OSP z 78 strażakami i straż Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Uruchomiona została infolinia, gdzie można uzyskać informacje o poszkodowanych: 18 20 17 100, 18 20 23 914.
W Zakopanem ogłoszona została żałoba.