Rzeczpospolita: Meteorolodzy ostrzegają, że czekają nas wyjątkowo upalne dni, a w sobotę mogą nawet paść polskie rekordy ciepła. Chyba rosół i schabowy w tym tygodniu nie wydają się najlepszym pomysłem na obiad...

Robert Makłowicz: W upale na samą myśl o rosole robi się niedobrze, w gorące dni je się raczej lekkie i chłodne potrawy. Ale pamiętajmy, że w innych krajach te 40 stopni na nikim nie robi wrażenia... W czerwcu, gdy byliśmy nagrywać nasz program w Andaluzji, panowały tam niesamowite upały, ale nikomu nie przyszło do głowy, by informować o tym w nagłówkach gazet.

Bo tam upał panuje cały czas, a u nas tak wysoka temperatura to prawdziwe wydarzenie.

Ale o tej porze roku nie powinna ona przecież nikogo dziwić, do tego naprawdę da się ją przeżyć. Klimat się zmienia, robi się coraz cieplej, ale pamiętajmy, że np. żyjący w X w. Ibrahim ibn Jakub opisuje Kraków jako miasto szczelnie otoczone winnicami. A to oznacza ni mniej, ni więcej, że kiedyś było u nas dużo cieplej. Te winnice oczywiście później wymarły, a w XVII w. Bałtyk zamarzał już aż do Bornholmu, ale ludzie zawsze sobie jakoś z tym radzili...

A jak sobie radzą w krajach, w których upał jest codziennością?

W Andaluzji w południe je się lekkie gazpacho czy ajoblanco, czyli zimne zupy. Główny posiłek podaje się nie o 14, jak u nas, ale wieczorem, na południu Hiszpanii nawet dość późnym wieczorem, bo około 22. I wtedy tamtejsza kuchnia przestaje już być oazą lekkości. Wieczorem wyciąga się ruszt, zwany u nas grillem, i je się mięsa, do tego przyrządzone w sposób daleki od wytycznych dietetyków. Podobnie rzecz się ma w Dalmacji, gdzie nie jada się może zasmażanych sosów na bazie mąki, więc potrawy są trochę lżejsze niż u nas, ale na pewno też nie są one arcydietetyczne. Do tego dochodzi oczywiście alkohol, bo jak mieszkaniec krajów śródziemnomorskich mógłby zjeść obiad i nie popić go alkoholem?! To się tam po prostu nie mieści w głowie.

Nas czasem szokuje, że tam nawet w pełnym słońcu pije się tak dużo alkoholu. Zimne piwko jeszcze byśmy zrozumieli, ale na Południu chyba nie pije się piwa?

Pije się, a jak! Na przykład w Hiszpanii pije się bardzo dużo piwa, choć oczywiście bardziej popularne jest wino. Piwo zwykło się tam rozcieńczać i mówi się na to clara, czyli piwo z oranżadą. We Francji znają to jako panache, a u nas jako radler (przejęliśmy to słowo od Austriaków). W Europie Środkowej, np. na Węgrzech, pije się także szprycery, czyli białe wino z wodą gazowaną, a w Hiszpanii jest sangria – czerwone wino z sokiem i kawałkami owoców. Po prostu w upale mocny alkohol bardzo szybko uderza do głowy, więc trzeba go rozcieńczać. Nikomu nie przychodzi do głowy, by w południe stawiać na stole butelkę wódki...

—rozmawiał Michał Płociński

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ