Giorgi Wolski z rządzącej partii Gruzińskie Marzenie powiedział 24 sierpnia w telewizji Rustavi 2, że intensywne pożary w kraju "zbiegły się" z "tworzeniem tzw. rowów przeciwpożarowych" wzdłuż linii okupacyjnej Południowej Osetii.

- Faktem jest, że tak się stało, tzw. budowa rowów przeciwpożarowych zbiegła się z pożarami lasów, ale chciałbym powtórzyć, że nie należy wyciągać zbyt wczesnych wniosków i musimy zachować spokój, w duchu naszej ogólnej strategii polityki, w przeciwieństwie do niektórych ludzi, którzy starają się celowo zaostrzać sytuację - powiedział Wolski.

Odpowiadając na pytanie dziennikarza o możliwe zaangażowanie Rosji, Wolski stwierdził, że "każda wersja powinna być brana pod uwagę". - Istnieją dowody, które pozwalają myśleć, że pożary zostały wywołane celowo, ale powinny o tym mówić tylko osoby upoważnione - zastrzegł.

Marka Zacharowa z rosyjskiego MSZ odpowiedziała swoim oświadczeniem w piątek. Stwierdziła, że strona rosyjska nie komentuje "niezdrowych fantazji tych, którzy patrzą na klęski żywiołowe w swoim kraju jak na kolejną okazję do rozpowszechniania antyrosyjskiej retoryki".

Rzeczniczka zwróciła uwagę, że Moskwa błyskawicznie odpowiedziała na prośbę Tbilisi o pomoc w walce z pożarami w Parku Narodowym. Dodała, że do tego celu przeznaczono samoloty przeciwpożarowe Ił-76, ale strona gruzińska "podziękowała, powiedziała, że ogień jest już opanowany i nie potrzebuje pomocy".

Gruziński minister rozwoju regionalnego Zurab Aławidze zaprzeczył, by jego kraj zwrócił się bezpośrednio o pomoc do Rosji. Według niego prośba została wystosowana do ONZ, która poinformowała o sprawie kilka krajów.

Pożar w Borżomsko-Charagaulskim Parku Narodowym wybuchł 20 sierpnia. W akcji jego gaszenia brało udział ponad 1,5 tys. gruzińskich strażaków oraz jednostki z Armenii i Azerbejdżanu.