Siostra Krystyny Pawłowicz, Elżbieta, zorganizowała na portalu zrzutka.pl zbiórkę środków dla Mateusza Kijowskiego. "Stypendium Wolności" ma zatrzymać byłego lidera KOD, który twierdzi, że od roku nie może znaleźć pracy i rozważa emigrację. Do tej pory zebrano dla Kijowskiego ponad 22 tysiące złotych.

"Nie chcę tutaj specjalnie dyskutować nad inicjatywą Eli, która wywołała tak wielkie zainteresowanie. Ale ludzie, którzy żyją z propagowania myśli, sztuki, z myślenia, rozmawiania, pisania nie mają chyba dobrego mandatu do wysyłania innych na budowy czy do krytykowania pomysłu aby ufundować stypendium na działalność społeczną. Drodzy Państwo! Czyż Wy nie pobieracie regularnych wynagrodzeń za propagowanie swoich przemyśleń i organizowanie różnego rodzaju wydarzeń?" - pyta na swoim blogu Kijowski.

Jego zdaniem "tak zwane elity" mają z nim problem. We wpisie przywołuje swój tekst z maja, w którym pisał m.in., że nie wycofa swojej kandydatury w wyborach na przewodniczącego Komitetu Obrony Demokracji. "Po opublikowaniu tego tekstu nie tylko zostałem całkowicie wykreślony z pewnych środowisk i miejsc. Zdaje się, że zbyt celnie zdiagnozowałem wtedy pobudki i mechanizmy. I te mechanizmy, jak widać, działają dalej" - pisze Kijowski.

"Tak usunięto z naszej przestrzeni publicznej już wiele osób. Ich krzywda to jedno. Ale konsekwencje dla nas wszystkich są naprawdę poważne" - kontynuuje lider KOD, wspominając, że "tak zwany salon nie tylko nie bronił, ale często krytykował na przykład Sławomira Nowaka w sprawie jego zegarka czy Radosława Sikorskiego w sprawie ośmiorniczek czy butelki wina". "To niewątpliwie pomogło zastąpić tych panów innymi" - podkreśla.

"Dzisiaj mamy pana Jana Szyszkę, o którym co prawda nie wiemy, jaki ma zegarek, ale wiemy, że wykupił ćwierć Polski (chociaż nie wiemy jak i za co). A drugie ćwierć Polski wykarczował (na pewno nie w interesie publicznym). Mamy też pana Mariusza Błaszczaka, który dla spokoju maszerowania po Krakowskim Przedmieściu swojego prezesa jest gotowy poświęcić znacznie więcej, niż wartość najdroższej butelki wina na świecie" - stwierdza Kijowski. "Ale salon nie ma pamięci" - zaznacza.

"Bo społeczeństwo nie potrzebuje moralizatorów. Potrzebuje mądrych przewodników, którzy dbają nie tylko o ocenę przeszłości ale i o przyszłość" - pisze Kijowski, dodając, że "nadal zamiast myśleć o wspólnej przyszłości, podszytej zdrowym egoizmem, wielu myśli o tym, jak zaprezentować swoją wyższość".

"Może warto pomyśleć, dlaczego populizm zyskuje coraz więcej zwolenników? Czy nie z braku liderów opinii, którzy by zauważali zwykłych ludzi?" - kończy Kijowski.