Jakie mechanizmy stoją za pogłębianiem się nierówności społecznych w bogatych krajach, dlaczego poziom szczęścia w danym kraju nie do końca zależy od wysokości dochodów jego mieszkańców i dlaczego miliardy pompowane w międzynarodową pomoc przynoszą tak marne efekty – to niektóre z pytań, na jakie daje odpowiedź wydana właśnie w Polsce głośna książka prof. Angusa Deatona pt. „Wielka ucieczka. Zdrowie, bogactwo i źródła nierówności". „Rzeczpospolita" jest jej patronem medialnym.

Ubiegłorocznego laureat Nagrody Nobla, brytyjsko-amerykański ekonomista, który specjalizuje się w analizie konsumpcji, dobrobytu, ubóstwa i nierówności społecznych, proponuje czytelnikom spojrzenie na 250 ostatnich lat historii rozwoju ludzkości pod kątem wielkich ucieczek – od nędzy, głodu, śmierci i chorób. Jak sam podkreśla, jego książka traktuje przede wszystkim o dwóch sprawach – o materialnym poziomie życia i o zdrowiu.

Przekaz jest pozytywny: autor, który od lat wykłada na amerykańskim uniwersytecie Princeton, zwraca uwagę, że ostatnie 250 lat to historia nieznanego wcześniej postępu. W rezultacie jakość życia na świecie jest dzisiaj wyższa niż kiedykolwiek w historii – nawet w biednych krajach ludzie żyją dłużej, a dzieci mają większe szanse na przeżycie niż kiedyś w zamożnych państwach. Co więcej, mieszkańcy wielu ubogich regionów nie są mniej szczęśliwi niż bogatych.

Ten pozytywny przekaz ma jednak sporo rys, na które zwraca uwagę prof. Deaton, podkreślając, że rozwój gospodarki i ogólny wzrost dobrobytu przyniósł też pogłębienie nierówności pomiędzy krajami i grupami społecznymi w poszczególnych państwach. Ich efektem jest nierówny dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej (nie wspominając o nowoczesnych terapiach), co autor uważa za jedną z największych niesprawiedliwości współczesnego świata. W „Wielkiej ucieczce" zwraca też uwagę, że ci, którym ona się udała, niekiedy utrudniają wyjście z biedy i awans społeczny pozostałym. Tak jest np. wtedy, gdy politycy sprzyjający zamożnym wyborcom obniżają podatki, co prowadzi do ograniczenia publicznych wydatków na zdrowie czy edukację. Tracą na tym ubożsi obywatele, których nie stać na prywatne szkoły i kliniki.

Autor przypomina też, że nawet działania oceniane jako pozytywne, mogą wpłynąć na pogłębianie nierówności. Taki efekt miała np. skuteczna walka z paleniem w krajach rozwiniętych, która przełożyła się na wzrost aktywności koncernów tytoniowych w biedniejszych krajach, których nie stać na skuteczne leczenie skutków palenia.

Prof. Deaton wierzy jednak, że z czasem sytuacja zdrowotna będzie coraz lepsza także w najuboższych krajach. Tym, w co nie wierzy i co otwarcie krytykuje, jest międzynarodowa pomoc – miliardy dolarów na walkę z nędzą pompowane od lat do ubogich państw, głównie Afryki. Powołując się na analizy, autor podkreśla, że taka pomoc nie obniża poziomu nędzy. Wręcz przeciwnie, może ją podtrzymywać.

Stały dopływ zachodnich funduszy demoralizuje bowiem rządy, hamuje rozwój instytucji państwowych, a czasem wręcz szkodzi, jak wówczas, gdy agencje, chcąc nieść pomoc, muszą opłacać się terrorystom albo dyktatorom. Zdaniem noblisty dużo lepsze efekty dałoby zniesienie barier handlowych, którymi bogate kraje bronią się przed żywnością z ubogich państw, pomoc w postaci stypendiów w zachodnich szkołach i uczelniach oraz większe otwarcie się na imigrantów zarobkowych.