Reklama

Cyfryzacja, cyfryzacja i jeszcze raz efektywność

Polska musi gonić Zachód pod względem wydajności produkcji. Do tej pory nadrabialiśmy urokiem niskich płac, ale nie dość, że ten motor gospodarki się wyczerpał, to już wcześniej zniechęcał do automatyzacji zakładów. Dziś za to płacimy.

Publikacja: 07.10.2019 21:00

Eksperci szukali odpowiedzi na pytanie, co zdecyduje o wzroście naszej gospodarki w najbliższych lat

Eksperci szukali odpowiedzi na pytanie, co zdecyduje o wzroście naszej gospodarki w najbliższych latach

Foto: Fotorzepa/Piotr Guzik

Eksperci ze strony biznesu, funduszy inwestycyjnych i polityki zgadzają się co do jednego: gospodarka w rozkwicie, ale wykazuje pierwsze oznaki spowolnienia. A jej główny motor rozwojowy, czyli dostępna i tania siła robocza, właśnie się wyczerpał.

Podczas debaty „Mapa rozwoju 2.0. Co zadecyduje o wzroście polskiej gospodarki w najbliższych latach?" na Kongresie 590 w Rzeszowie eksperci zastanawiali się więc, co zadecyduje o wzroście naszej gospodarki w najbliższych latach, zwłaszcza w obliczu wyczuwalnego już na Zachodzie i zbliżającego się powoli do Polski spowolnienia gospodarczego.

Pułapka niskich pensji

– Nieuchronne jest to, że Polska, by wejść na następny poziom rozwoju, musi oderwać się od niskich kosztów pracy – mówił Marek Niedużak, wiceminister przedsiębiorczości i technologii. Przyznał, że Polska jeszcze długo będzie miała niższe koszty niż choćby sąsiednie Niemcy – z dnia na dzień nie wyrównamy kosztów pracy – jednak nie powinniśmy też się do niskich kosztów przywiązywać, a rosnące płace będzie uwzględniała mapa drogowa rozwoju kraju, jak i strategia odpowiedzialnego rozwoju.

Z wypowiedzi ekspertów wyłoniła się swoista pułapka rozwoju, do której doprowadziły koszty pracy długo utrzymujące się na relatywnie niskim poziomie. Niewysokie pensje, teoretycznie korzystne dla pracodawców, nie motywowały ich wystarczająco do inwestycji w technologie, ponieważ pracownicy byli tańsi od maszyn. Dziś więc nie ma ani tanich pracowników, ani maszyn.

– Polska efektywność jest niższa, ponieważ produkujemy dużo większym nakładem pracy niż bardziej zautomatyzowane gospodarki – mówił Krzysztof Krawczyk, partner funduszu inwestycyjnego CVC Capital Partners.

Reklama
Reklama

Stwierdził, że stopa inwestycji w Europie Zachodniej jest stale wyższa niż w Polsce od początku transformacji. W gorszej sytuacji stawia nas to, że od kilku lat następuje globalne przyspieszenie automatyzacji, cyfryzacji, które zmienia reguły gry. A polska gospodarka opierała się tradycyjnie na dostępności siły roboczej.

– To, że przez dekadę biznes nie inwestował w automatyzację, w poprawę produktywności, wynikało z tego, że zawsze to paliwo do wzrostu było. Ale dziś się wyczerpuje. Widzimy wzrost produktywności, wynika on jednak z różnych prędkości wzrostu wynagrodzeń w naszym regionie. Do dziś nie doszliśmy w poziomie produktywności do poziomu roku 2000 w Europie Zachodniej – mówił Krawczyk. I podkreślał, że nie chodzi o pracowitość Polaków, a o efektywność dzisiejszej organizacji pracy i firm.

– To kwestia braku maszyn, a także procesów produkcyjnych, ciągu technologicznego. W Polsce nadal mamy rozwiązania, w których za gros produkcji odpowiada człowiek. Tymczasem mamy niewystarczająco dużo ludzi, by wyprodukować relatywnie tyle, co lepsze gospodarki, bo maszyny dużo lepiej działają. Obecnie mamy więc zdecydowanie za mało ludzi, a w maszyny nie inwestowaliśmy – zauważył Krawczyk.

Kierunek rozwoju polskiej gospodarki i jej przejście na wyższy poziom zaawansowania technologicznego może wesprzeć polityka rządowa, która przez dobrze wycelowane wsparcie może pomóc uniknąć pułapki niskich kosztów pracy. Rząd może zmienić klucz doboru inwestycji zagranicznych z czysto produkcyjnych na takie, które niosą ze sobą większą wartość merytoryczną.

– Jeśli chodzi o inwestycje zagraniczne, możemy zacząć być wybredni, nie musimy się ścigać z regionem – mówił minister Niedużak. Dziś rząd ma narzędzia, by zachęcać do inwestycji w Polsce firmy, których plany najlepiej wpisują się w rządową wizję rozwoju, jak np. przyciągnięcie pod Wrocław dużej inwestycji związanej z elektromobilnością, ale też – zwiększać zaangażowanie w prace badawczo-rozwojowe w Polsce. – Mamy narzędzia współpracy z inwestorami zagranicznymi i krajowymi, by część udzielanego im wsparcia szła na nie tylko na postawienie fabryki, ale współpracę z ośrodkami akademickimi albo szkołami – mówił Niedużak.

Podobny skutek mają jego zdaniem ulgi podatkowe na badania i rozwój, które zachęcają firmy do zakładania centrów badawczo-rozwojowych oraz tzw. IP Box, czyli fiskalne bodźce zwiększające korzyści dla firm, które będą inwestowały w badania i rozwój lub będą kapitalizowały swoje prawo własności intelektualnej, czyli to, co stworzyły innowacyjnego. Rolą rządu jest, by je wzmacniać za pomocą właściwego otoczenia prawnego, w tym właśnie ulg podatkowych.

Reklama
Reklama

Krzysztof Krawczyk zauważył tu jednak, że działania administracji są uznawane za „nice to have", jednak nie przyspieszają podejmowania decyzji. – Nie znam w Polsce przedsiębiorcy, który by się zdecydował na duże inwestycje przez zachęty fiskalne – zauważył partner CVC.

Trudne priorytety

Eksperci mieli podzielone zdania w sprawie wskazania konkretnych branż, które miałby wspierać rząd. Jedni byli za, inni pytali: a co jeśli za kilka lat się okaże, że branże zostały wskazane nietrafnie? Pojawia się też ryzyko dyskryminacji firm z innych sektorów.

– Nie jestem głębokim zwolennikiem różnicowania wsparcia publicznego, jeśli chodzi o sektory gospodarki. Duży rynek wewnętrzny pozwala nam tak na konkurowanie w dzisiejszej UE, jak i na jeden z najwyższych poziomów wzrostu gospodarczego – mówił Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Jego zdaniem nasza gospodarka jest bardziej zróżnicowana, a przez to mniej zależna od innych czynników, nie jesteśmy monokulturą motoryzacyjną jak Węgry. – Nie wydaje mi się, żebyśmy mogli zidentyfikować pięć branży, które w 2030 r. będą determinowały rozwój Polski. Prognozy mogą się nie sprawdzić, a wybrane priorytetowe branże nie przynieść spodziewanych korzyści – argumentował. Polska może jednak wybrać część branży, gdzie mamy przewagę komparatywna, to znaczy nie jesteśmy montownią. – Czechy są montownią samochodów, składają samochody z części wyprodukowanych w Polsce – mówił Arak.

Jednak bez wybranych branży pojawia się ryzyko, że dostępne środki rozproszą się w całej gospodarce i nie zostawią trwałego śladu. – Uważam, że polscy przedsiębiorcy nie są w stanie konkurować ze wszystkimi na rynku. Moim zdaniem nie będziemy w stanie w każdym obszarze rzucić rękawicę konkurencji z Zachodu, dlatego rozwiązaniem jest pochylenie się nad tymi branżami, które mogą stanowić naszą specjalizację, gdzie strumień środków publicznych z NCBiR czy innych, mógłby być bardziej skomasowany – powiedział Paweł Kołczyński, wiceprezes ARP.

Adam Hamryszczak, prezes Portu Lotniczego Rzeszów-Jasionka, zauważył przy tym, że skupienia na najlepszych branżach oczekuje od krajów nawet Komisja Europejska.

Reklama
Reklama

Maciej Lachowski, członek gabinetu ministra finansów, inwestycji i rozwoju, zauważył, że są analizy ukazujące, że nawet 30 proc. dzisiejszych miejsc pracy może zniknąć w ciągu kilkunastu lat, a inne prognozy wskazują, że Polska gospodarka może podwoić swoją wartość, stawiając na innowacje.

– Może dojść do takiej sytuacji, że będziemy mieli zapotrzebowanie na pracę w innowacyjnych dziedzinach, a z drugiej, wiele osób bez pracy, bo nie będą mieć kwalifikacji – mówił Lachowski.

Paweł Kołczyński dodał, że MŚP już mają różne problemy z finansowaniem swojego skoku rozwojowego, jak na przykład uzyskanie finansowania unikalnych maszyn, bo są one trudno zbywalne na rynku wtórnym. Dlatego ARP przymierza się do leasingu maszyn trudnych do sfinansowania za pomocą tego instrumentu na rynku. Z kolei same firmy do inwestowania zniechęca niestabilność prawa, która jest w ich oczach sporym czynnikiem ryzyka. Spowolnienie na Zachodzie już powoduje, że na polskim rynku finansowym odczuwalne jest ograniczanie akcji kredytowej przez banki. Tu rośnie znaczenie rządowych agencji.

– Abyśmy mogli odpowiedzieć na zapotrzebowanie rynku na kapitał i zapewnić możliwość tak wysokiego rozwoju gospodarczego – państwo musi w jakiś sposób na to odpowiedzieć. Rola takich instytucji jak ARP, PFR, które nie podlegają prawu bankowemu nie podlegają i mogą podchodzić do pewnych kwestii bardziej elastycznie. My widzimy rosnące zainteresowanie ofertą ARP, bo wyłamujemy się z kanonu zasad bankowych, możemy być bardziej wyrozumiali, gdy firma napotka trudności, a w banku kredyt idzie do restrukturyzacji – mówił Kołczyński. Obecnie agencja uruchamia drugą już po leasingu usługę finansową – ARP Factoring.

- Partnerem relacji jest ARP

Patronat Rzeczpospolitej
Odporny transport wyzwaniem dla integracji i rozwoju
Patronat Rzeczpospolitej
Kluczowa ciągłość działania infrastruktury krytycznej
Wydarzenia Gospodarcze
Inwestycje: Polska między optymizmem a wyzwaniami
Wydarzenia Gospodarcze
Nowa przestrzeń dialogu o zdrowiu najmłodszych: debiut Forum Zdrowia Dzieci w Katowicach
Wydarzenia Gospodarcze
Sama emerytura nie zapewni spokojnej starości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama