Eksperci ze strony biznesu, funduszy inwestycyjnych i polityki zgadzają się co do jednego: gospodarka w rozkwicie, ale wykazuje pierwsze oznaki spowolnienia. A jej główny motor rozwojowy, czyli dostępna i tania siła robocza, właśnie się wyczerpał.
Podczas debaty „Mapa rozwoju 2.0. Co zadecyduje o wzroście polskiej gospodarki w najbliższych latach?" na Kongresie 590 w Rzeszowie eksperci zastanawiali się więc, co zadecyduje o wzroście naszej gospodarki w najbliższych latach, zwłaszcza w obliczu wyczuwalnego już na Zachodzie i zbliżającego się powoli do Polski spowolnienia gospodarczego.
Pułapka niskich pensji
– Nieuchronne jest to, że Polska, by wejść na następny poziom rozwoju, musi oderwać się od niskich kosztów pracy – mówił Marek Niedużak, wiceminister przedsiębiorczości i technologii. Przyznał, że Polska jeszcze długo będzie miała niższe koszty niż choćby sąsiednie Niemcy – z dnia na dzień nie wyrównamy kosztów pracy – jednak nie powinniśmy też się do niskich kosztów przywiązywać, a rosnące płace będzie uwzględniała mapa drogowa rozwoju kraju, jak i strategia odpowiedzialnego rozwoju.
Z wypowiedzi ekspertów wyłoniła się swoista pułapka rozwoju, do której doprowadziły koszty pracy długo utrzymujące się na relatywnie niskim poziomie. Niewysokie pensje, teoretycznie korzystne dla pracodawców, nie motywowały ich wystarczająco do inwestycji w technologie, ponieważ pracownicy byli tańsi od maszyn. Dziś więc nie ma ani tanich pracowników, ani maszyn.
– Polska efektywność jest niższa, ponieważ produkujemy dużo większym nakładem pracy niż bardziej zautomatyzowane gospodarki – mówił Krzysztof Krawczyk, partner funduszu inwestycyjnego CVC Capital Partners.