Administracja rządowa ma mieć w tym roku 12 631 miejsc dla praktykantów – poinformowała Kancelaria Premiera. Wszystko dzięki przyjętemu przez Radę Ministrów zarządzeniu, w którym zobowiązano kierowników urzędów do organizowania praktyk dla studentów.
To spełnienie obietnic z exposé premier Ewy Kopacz. Zapowiadała w nim pomoc młodym w zdobyciu doświadczenia zawodowego. To doświadczenie może jednak okazać się mizerne, bo praktyki będą na tyle krótkie, że trudno będzie się czegokolwiek nauczyć.
Krótko i tłoczno
– Większość zgłaszających się do nas praktykantów ma wskazane w programie studiów dwa bądź trzy tygodnie praktyk. To niewystarczający czas, by student mógł nabyć praktycznych umiejętności – zauważa Roman Nowak, rzecznik wojewody pomorskiego.
Wiele do życzenia pozostawia też sama organizacja praktyk. Urzędnicy mocno krytykują to rozwiązanie.
– Problemem może być zapewnienie odpowiedniej liczby miejsc pracy dla wszystkich stażystów i praktykantów, którzy zgłaszają się w tym samym czasie, np. w okresie wakacji – wskazuje Edyta Wrotek, rzecznik wojewody warmińsko-mazurskiego.
Na każdych 20 zatrudnionych powinno bowiem być zgłoszone co najmniej jedno miejsce dla praktykanta w ciągu roku.
Masy studentów praktykujących w urzędach mogą też zakłócić ich funkcjonowanie.
– Pracownicy, którzy będą opiekunami praktykantów, dostaną dodatkowe zadania. Przy obecnym obciążeniu pracą wyzwaniem będzie zorganizowanie tego bez uszczerbku dla podstawowych obowiązków – mówi Ivetta Biały, rzecznik wojewody mazowieckiego.
Ilość, nie jakość
Dlatego lepiej byłoby przyjąć mniej praktykantów, ale na dłużej.
– Brak wystarczającego przygotowania struktury organizacyjnej do realizacji praktyk w połączeniu z ich krótkim czasem może się przełożyć na ich efektywność oraz jakość kształcenia – komentuje Piotr Palikowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia Zarządzania Kadrami.
Są jednak i tacy, którzy uważają, że lepiej krótko niż wcale.
– W tym krótkim czasie praktykant może się wstępnie zorientować, czy dana branża mu odpowiada, i poznać podstawy pracy w danym środowisku – mówi Małgorzata Sacewicz-Górska z ManpowerGroup. Dodaje, że lepiej by jednak było, aby pracodawca sam mógł dopasować liczbę praktykantów do swoich potrzeb.
Brakuje też zachęt dla urzędników, by zaangażowali się w praktyki. Za dodatkowe obowiązki w większości urzędów nie otrzymają żadnych profitów.