Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak globalna sytuacja geopolityczna wpływa na tegoroczny salon lotniczy i dlaczego branża zbrojeniowa zyskuje na znaczeniu.
- Z jakimi wyzwaniami mierzy się Boeing pod nowym kierownictwem i jaką strategię obrał, by odzyskać zaufanie rynku.
- Które linie lotnicze i regiony świata będą w centrum uwagi pod względem nowych, wielomiliardowych zamówień na samoloty.
- Czym różnią się długoterminowe prognozy Airbusa i Boeinga oraz na jaki typ maszyn stawiają obaj giganci w perspektywie 20 lat.
To ma być największe lotnicze święto od 2018 r. I po raz pierwszy pojawi się tak dużo firm z branży zbrojeniowej. W poniedziałek, 20 lipca wystartował salon lotniczy Farnborough pod Londynem. Potrwa do końca tygodnia.
Jak podał Reuters, Airbus i Boeing liczą na zamówienia przynajmniej 300 samolotów. I zastrzega się, że może to być jednak prognoza mocno na wyrost w sytuacji, kiedy Airbus i Boeing cały czas narzekają na kłopoty z dostawą komponentów.
Inne prognozy mówią nawet o potencjalnych 800 maszynach. Mogą się też pojawić umowy dopięte dosłownie na ostatnią chwilę, tak jak było to rok temu w przypadku zamówienia LOT-u na samoloty regionalne. Do ostatniej chwili nie wiadomo było, czy polski przewoźnik zdecyduje się na A220, czy E2 od Embraera. Ostatecznie wygrał Airbus, ale w tym roku Brazylijczycy mają powody do świętowania, bo Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego wydała właśnie certyfikat dla tych maszyn.
Czytaj więcej
W październiku zacznie działać w Krakowie Centrum Inżynieryjne Airbusa. Jak poinformował Johan Pellisier, prezes Airbus Commercial Europe, docelowo...
Geopolityka przejmuje stery
Tyle że to nie część cywilna światowego lotnictwa będzie się liczyć. Po raz pierwszy na dorocznym salonie lotniczym, który odbywa się na przemian w Farnborough i paryskim Le Bourget, umowy branży wojskowej mają szanse na wielkie kontrakty. W Farnborough swoją obecność zadeklarowało 800 firm związanych z obronnością.
Liczą one, że w sytuacji przedłużającego się konfliktu na Bliskim Wschodzie i trwającej już 4-ty rok wojny na Ukrainie i związanych z tym puchnących budżetów na obronność, będą miały szanse na nowe zamówienia. Na Farnborough pokażą przede wszystkim postęp technologiczny, jaki w tej branży nastąpił w ostatnich latach. Chodzi zwłaszcza o maszyny bezzałogowe, w tym drony kamikadze i oprogramowanie oparte na współpracy z AI.
Wśród zamówień, jakie mają się pojawić, jest na razie 100 maszyn średniego zasięgu od irlandzkiej firmy leasingowej, SMBC Aviation Capital. Kolejne są oczekiwane ze strony saudyjskich Riyadh Air oraz Philippine Airlines, a także Etihadu z Abu Zabi i Ethiopian Airlines Group. Wiadomo również, że do dużego kontraktu szykują się Turkish Airlines, które planują zakup nawet 150 maszyn B737. Turcy właśnie finalizują negocjacje z dostawcami silników i firmami zajmującymi się serwisowaniem samolotów. Dopiero po ich zakończeniu złożą oficjalne zamówienie.
Czytaj więcej
Rozpętana przez Kreml wojna odcięła rosyjskie lotnictwo nie tylko od zachodnich maszyn, ale i części. Jedyny rosyjski samolot nowej generacji – Sup...
Nowy Boeing stawia na odbudowę zaufania
O tym, że w wyścigu po nowych klientów nie ma pośpiechu mówił w poniedziałek rano prezes Boeing Commercial, Kelly Ortberg, który podkreślał, że w koncernie liczy się teraz jakość i rzetelność, a nie wielkość dostaw. Musi także, po latach wpadek Boeinga, przekonać linie lotnicze i firmy leasingowe, że dzisiaj koncern z Seattle to zupełnie inna firma, niż za jego poprzedników.
Kolejnym wyzwaniem dla Ortberga jest zmniejszanie zaległości w dostawach samolotów. Wiadomo, że w Seattle uruchomiono drugą linię montażu B737 MAX, bo tu zaległości są największe.
Ale generalnie tegoroczny salon w Farnborough powinien być dla Boeinga dość spokojny. Rok temu stoisko Amerykanów na podparyskim Le Bourget było niemal zabarykadowane przed mediami. Było to kilkanaście dni po tym, jak Dreamliner B787 linii Air India spadł tuż po starcie z lotniska w Ahmedabadzie.
Z kolei 2 lata temu podczas edycji Farnborough w 2024 r. Boeing musiał się intensywnie tłumaczyć z powodu błędów w produkcji, które doprowadziły do incydentu, kiedy to źle umocowane drzwi-zaślepka w B737 MAX linii Alaska Air zostały wyssane przez różnicę ciśnień.
Wkrótce potem doszło do głębokich zmian w Boeingu, produkcja została ograniczona, zarząd zmieniony, a Kelly Ortberg został wybrany na prezesa.
Dzisiaj ma jeszcze jedno zadanie: przekonać rynek, że Boeing jest firmą niezależną od polityki, mimo ostentacyjnego poparcia ze strony Donalda Trumpa, który kilka dni temu nazwał go „niesamowitym gościem”, a sam siebie „najwspanialszym handlowcem w historii Boeinga, który pomógł w sprzedaży przynajmniej 1000 maszyn i tak naprawdę powinien dostać jakąś premię od ich sprzedaży, najlepiej udziały w samym koncernie”.
To upolitycznienie amerykańskiego giganta będzie bardzo trudne do złagodzenia w sytuacji, kiedy wiele linii lotniczych wręcz czeka na oficjalne wizyty w Białym Domu, aby tam uświetnić uroczystość. Tak z pewnością będzie podczas zapowiedzianej na wrzesień wizyty chińskiego przywódcy Xi Jinpinga w Waszyngtonie. Będzie to chińska rewizyta po niedawnej podróży do Chin Donalda Trumpa, skąd Boeing wrócił z luźnymi obietnicami, że być może przewoźnicy z Kraju Środka złożą zamówienia na 200 maszyn.
Czytaj więcej
Narodowe lotnisko w Baranowie, choć dla Polski jest projektem przełomowym i pokoleniowym, to w Europie nie zagra wśród największych. Mimo to Port P...
Dwie wizje przyszłości światowego lotnictwa
Jak co roku, tuż przed inauguracją salonu lotniczego Airbus i Boeing opublikowały swoje prognozy dla rynku samolotów cywilnych na najbliższych 20 lat. Airbus nie jest bardzo optymistyczny. Obniżył ocenę popytu na nowe samoloty pasażerskie w porównaniu z ubiegłorocznymi przewidywaniami. W latach 2026-2045 linie lotnicze będą potrzebowały 42 060 nowych samolotów pasażerskich, czyli o 390 maszyn mniej niż podano rok wcześniej. W ubiegłorocznej prognozie obejmującej lata 2025-2044 Airbus przewidywał zapotrzebowanie na 42 450 nowych samolotów pasażerskich.
81 proc. nowych dostaw mają stanowić samoloty wąskokadłubowe, reszta to szeroki kadłub. A do 2045 r. niemal całość światowej floty będzie stanowiła samoloty najnowszej generacji. Dzisiaj jest to zaledwie 39 proc. Globalny ruch pasażerski ponad dwukrotnie wzrośnie w ciągu najbliższych 20 lat. Zdaniem Airbusa wzrost będą napędzać krajowe połączenia w Chinach, Stanach Zjednoczonych i Indiach. W prognozie Airbus zwraca uwagę na model A220, który, według producenta, umożliwił uruchomienie około 400 nowych, wcześniej nieopłacalnych tras w Ameryce Północnej, Europie i Afryce. Według Airbusa A220 to „maszyna generująca połączenia”. Jego zdaniem na świecie istnieje jeszcze ponad 2200 nieobsługiwanych kierunków, na których można zarobić, jeśli postawi się tam właśnie A220.
Z kolei Boeing jest bardziej optymistyczny. Jego prognoza zakłada popyt 43,6 tys. maszyn do 2045 r. To o ponad 1,5 tys. więcej, niż zakłada ostrożniejszy Airbus. A jej autorzy przekonani są, że wszystkie obecne kłopoty z łańcuchami dostaw, konfliktami zbrojnymi i innymi zawirowaniami geopolitycznymi będą miały tylko krótkotrwały efekt. Według Boeinga rynek podróży lotniczych w ciągu najbliższych 20 lat podwoi się, ponieważ będzie rósł o 4 proc. rocznie.
W jednym Boeing i Airbus się zgadzają, że najwięcej sprzedadzą maszyn średniego zasięgu, czyli wąskokadłubowych. Ich udział w dostawach ma sięgnąć nawet 75 proc. według Boeinga. Airbus uważa, że będzie jeszcze więcej.