Zła passa w Boeingu trwa. Pęknięta szyba w kokpicie

Samolot japońskich linii All Nippon Airways (ANA) musiał w ostatni weekend wrócić na lotnisko wylotu z powodu pękniętej szyby w kokpicie Boeinga 737-800.

Publikacja: 16.01.2024 16:11

Zła passa w Boeingu trwa. Pęknięta szyba w kokpicie

Foto: Bloomberg

Awaria nastąpiła w oknie po prawej stronie kabiny pilotów i została wykryta po 40 minutach lotu. Kapitan zdecydował o powrocie na lotnisko New Chitose w Sapporo, skąd wystartował. Jak poinformował przewoźnik podczas awarii nie ucierpiał żaden z członków załogi, ani którykolwiek z 60 pasażerów, którzy znajdowali się na pokładzie.

Pęknięcie zostało zauważone na jednej z 4. warstw szyby kokpitu. Teraz Ministerstwo Ziemi, Infrastruktury, Transportu i Turystyki oraz Boeing prowadzą śledztwo w celu wyjaśnienia przyczyn tego incydentu. Rzecznik linii ANA poinformował, że nie doszło do utraty ciśnienia w kabinie, ani jakichkolwiek zaburzeń w kontroli nad maszyną.

John Strickland, ekspert rynku lotniczego, oceniając tę sytuację nie ukrywał, że takie wypadki się zdarzają. - Czasami jest to wynik zderzenia z ptakiem, czy z kawałkiem lodu. Zdarza się również, że jest to efekt zmęczenia materiału. Ale to są bardzo rzadkie sytuacje - mówił w CNN Strickland. Jego zdaniem przewoźnik będzie musiał wymienić całe okno, bo tylko wtedy samolot będzie mógł wrócić do bezpiecznych operacji.

Czytaj więcej

Nie ma litości dla Boeinga. B737 MAX-9 na dłużej uziemione

Nie zmienia to faktu, że jest to już drugi przypadek awarii w Boeingu w ciągu tylko 10 dni. A Boeing tym razem natychmiast zaoferował współpracę z przewoźnikiem. Reakcja producenta była nawet jeszcze szybsza, niż w przypadku z 5 stycznia, kiedy z powodu niedokładności producenta w B737 MAX-9 należących do Alaska Airlines doszło do wyrwania zapasowych drzwi w samolocie znajdującym się na wysokości ok. 5 tys. metrów. Podobnie jak załodze ANA, tak i w przypadku Alaska Airlines udało się bezpiecznie zawrócić na lotnisko wylotu. Ostatecznie amerykański regulator ruchu lotniczego nakazał uziemienie wszystkich 171 operujących w tym kraju maszyn MAX-9. Na ziemi pozostają także maszyny tego typu, jakimi latają Turkish Airlines, Copa, Aeromexico i Islandair.

Zmiana podejścia Boeinga do błędów produkcyjnych

Od tego czasu widać wyraźnie, że doszło do zmiany w podejściu Boeinga do błędów produkcyjnych. Amerykanie już nie zrzucają winy na użytkowników maszyn. Prezes Boeinga, David Calhoun otwarcie przyznał: popełniliśmy błąd. A sama FAA, która wcześniej wiele z czynności z certyfikowania samolotów delegowała do Boeinga, teraz znacznie uważniej śledzi rozwiązywanie problemów przez producenta.

Okazało się, że serwisowanie B737 MAX-9 nie będą prostą operacją, którą wcześniej szacowano na 4-8 godzin, bo FAA nawet nie zatwierdziła jeszcze planu tych przeglądów.

- Nowe zasady będą kolejną fazą tysięcy kontroli, jakie dotychczas przeprowadzaliśmy. Zespół Boeinga uważnie także przyjrzy się procedurom w kontroli jakości we własnych fabrykach, ale także i u naszych dostawców - mówił dyrektor generalny Boeing Commercial Stan Deal.

W ostatni weekend, mimo że ostateczne procedury nie zostały jeszcze zatwierdzone, Alaska Airlines już zaczęły inspekcje na własną rękę. Ze swojej strony przyjrzy się także procesom produkcyjny w Boeingu, ze szczególnym uwzględnieniem kontroli jakości. W oświadczeniu przewoźnik poinformował o „tajnych” rozmowach z Davidem Calhounem i innymi członkami zarządu Boeinga , a dotyczyły one konieczności poprawy jakości, tak aby kolejne maszyny, jakie zamówiły Alaska Airlines były już bez zarzutu. Ta linia ma w swojej flocie 65 B737 MAX-9, które obecnie są uziemione, a zamówiła jeszcze kolejnych 25.

FAA ze swojej strony zapowiedziała audyt całego procesu produkcyjnego w Boeingu i nie wyklucza, że dla pewności, będzie to ocena niezależna zamierza go zlecić firmie zewnętrznej.

Boeing z kolei zapewnia, że nie ma nic do ukrycia i otwiera się na kontrolę procesu produkcyjnego przez swoich klientów. Takie posunięcie było dotychczas nie do pomyślenia.

Opóźnione testy samolotu, który ma być przełomem w transporcie lotniczym

FAA jest w tym wszystkim niesłychanie ostrożna. Równolegle do wyjaśnienia incydentu w Alaska Airlines prowadzi w tej chwili prace nad dopuszczeniem do testów ponaddźwiękowej maszyny nazwanej roboczo Boom Supersonic. Boeing miał nadzieję otrzymania zgody na testy już w tym tygodniu, FAA wysłała jednak komunikat: poczekajmy. Ten samolot ma być przełomem w lotniczych technologiach, bo poleciałby korytarzami, które w tej chwili są wykorzystywane jedynie przez wojskowych.

Boom uzyskał już certyfikację w roku 2023, ale problem jest w tym, że amerykańskie prawa zakazuje lotów pasażerskich samolotami ponaddźwiękowymi. Pojawiły się także kłopoty z silnikami dla Booma.

A FAA w wydawaniu jakichkolwiek dokumentów dla Boeinga zrobiła się w tej chwili wyjątkowo ostrożna.

Awaria nastąpiła w oknie po prawej stronie kabiny pilotów i została wykryta po 40 minutach lotu. Kapitan zdecydował o powrocie na lotnisko New Chitose w Sapporo, skąd wystartował. Jak poinformował przewoźnik podczas awarii nie ucierpiał żaden z członków załogi, ani którykolwiek z 60 pasażerów, którzy znajdowali się na pokładzie.

Pęknięcie zostało zauważone na jednej z 4. warstw szyby kokpitu. Teraz Ministerstwo Ziemi, Infrastruktury, Transportu i Turystyki oraz Boeing prowadzą śledztwo w celu wyjaśnienia przyczyn tego incydentu. Rzecznik linii ANA poinformował, że nie doszło do utraty ciśnienia w kabinie, ani jakichkolwiek zaburzeń w kontroli nad maszyną.

Pozostało 86% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Transport
Prezes PKP Cargo stracił stanowisko. Jest decyzja rady nadzorczej
Transport
Airbus Aerofłotu zablokował lotnisko w Tajlandii. Rosji brakuje części do samolotów
Transport
Francuscy kontrolerzy w akcji. Odwołane loty także z Polski
Transport
PKP Cargo traci udziały w polskim rynku
Transport
W Afryce Rosja zbuduje swoje porty. Znane są potencjalne lokalizacje