O nawet 16 proc., do 24,15 zł, rósł we wtorek rano kurs Torpolu – spółki zajmującej się budową linii kolejowych. Impulsem była umowa zakupu 38 proc. akcji przez Centralny Port Komunikacyjny od innej państwowej agendy, Towarzystwa Finansowego Silesia. „Zaangażowanie kapitałowe w doświadczoną firmę wykonawczą ma ułatwić budowę tzw. szprych CPK, czyli linii kolejowych prowadzących m.in. do nowego lotniska oraz zmniejszyć ryzyko braku odpowiednich zasobów wykonawczych przy realizacji ambitnego programu” – podał CPK.

Czytaj więcej

CPK: data wbicia pierwszej łopaty bez zmian

Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK, powiedział, że Torpol nie będzie uprzywilejowany i o zlecenia będzie się starać jak inni gracze – w ramach przetargów. Prezes Torpolu Grzegorz Grabowski zaznaczył, że firma będzie działać jak do tej pory, a pod kontrolą państwa jest od 2014 r.

Bartłomiej Sosna, ekspert rynku budowlanego w firmie Spectis, podkreśla, że komponent kolejowy CPK wyceniany jest na około 100 mld zł.

– Zabezpieczenie własnego potencjału wykonawczego z pewnością może pomóc CPK zachować większą kontrolę nad całym procesem inwestycyjnym, choć oczywiście realizacja nie obędzie się bez udziału innych, prywatnych grup budowlanych. Również dla Torpolu przejęcie może okazać się korzystne, bo w długim terminie zapewni to dość bezpieczny i stabilny dopływ zleceń, co, biorąc pod uwagę obecne zmienne realia na rynku budownictwa kolejowego, ma bardzo duże znaczenie. Przejęcie może również pomóc Torpolowi wrócić na pozycję lidera tej części rynku, którą w 2021 r. przejął Budimex – mówi Sosna.

– Plany nowych inwestycji na kolei do końca dekady są tak imponujące, że w teorii każdy z wykonawców powinien być spokojny o portfel zamówień po 2023 r., mimo ewidentnego pogorszenia warunków konkurencji – mówi Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Przypomina, że w 2022 r. PKP PLK przejęły Trakcję i upaństwowienie dwóch dużych wykonawców wciąż wzbudza wiele pytań i kontrowersji.

– Moim zdaniem istotnym celem, który przyświeca państwu podczas przejmowania wiodącego wykonawcy kolejowego, może być próba ustabilizowania cen ofertowych w przyszłości, kiedy rozwiąże się worek z przetargami organizowanymi przez CPK. W postępowaniu zawsze będzie bowiem występował podmiot, który z uwagi na świetne relacje z zamawiającym będzie w stanie zaoferować cenę niższą od konkurencji, bo nie będzie musiał uwzględniać czynników ryzyka, które zwyczajowo wliczają prywatne podmioty – podkreśla Kaźmierczak. – Po drugie, rozbudowa potencjału wykonawczego na rynku kolejowym jest bardzo kapitałochłonna. Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że w kolejnych latach „państwowe” spółki będą w stanie ponosić dużo większe nakłady na zwiększenie kompetencji wykonawczych niż prywatna konkurencja – podsumowuje ekspert.