W tej chwili więc tylko w Belgii Ryanair nie jest w stanie dojść do ugody z załogami. Na razie postawa irlandzkiej linii jest bardzo zdecydowana, grozi nawet całkowitym wycofaniem się z latania z tego kraju.

Nie jest to wielkie ustępstwo ze strony zarządu i właścicieli, skoro Ryanair w tym roku zamierza operować w 115 proc. siatki sprzed pandemii. Linia, która dotychczas była dość skąpa w wynagradzaniu pracowników obiecała swoim pilotom jeszcze dodatkowe bonusy.

Darrell Hughes, szef działu pracowniczego w Ryanairze nie ukrywał zadowolenia z powodu porozumienia z pilotami, wskazując, że linia zdecydowała się na przywrócenie płac sprzed COVID-19, mimo że pandemia jeszcze nie wygasła. Jak informuje Ryanair w komunikacie nowe warunki płacowe zaakceptowało 85 proc. pilotów.

Do porozumienia z pilotami, którzy z kolei zgodzili się na obniżkę płac, doszło także w skandynawskim SAS. Tam jednak sytuacja była znacznie gorsza, ponieważ linii nadal groziło bankructwo, a strajk pilotów mógłby ją uziemić na dobre. Teraz zarząd ma przed sobą kolejną batalię: jak przekonać inwestorów, aby poparli wart 3 mld dolarów plan ratunkowy. Pilnie potrzebne jest również dodatkowe 700 mln dolarów na utrzymanie planowanych operacji lotniczych. SAS wystąpił do amerykańskiego sądu upadłościowego o ochronę przed wierzycielami.

Lipcowy strajk pilotów SAS, w którym ucierpiało z powodu odwołanych lotów 380 tys. pasażerów, ponieważ 3,7 tys. lotów zostało odwołanych kosztował linię 147 mln dolarów.

Czytaj więcej

Trudny tydzień na lotniskach. Idzie fala strajków