Na spotkaniu w Seattle z analitykami obiecywali zwiększyć efektywność, zwrot gotówki akcjonariuszom, rozszerzyć usługi posprzedażne i sprzedaży części zamiennych, ale wszystko to przyjęto sceptycznie, czy koncernowi uda się zapanować nad cyklem biznesowym samolotów cywilnych. Sama firma ogłosiła zbyt mało szczegółów o planach modyfikacji istniejących samolotów, aby bardziej odpowiadały potrzebom rynku i wytrzymywały konkurencję Airbusa i Bombardiera.

- Koncern przewiduje zwiększenie marży zysku do dwucyfrowej w przyszłym roku i zamierza pod koniec dekady osiągać marże kilkunastu procent — ogłosił prezes Dennis Muilenburg. Firma przebudowuje się, aby być bardziej elastyczna i sprawniejsza w projektowaniu i produkowaniu samolotów, z wykorzystaniem automatyki przemysłowej, drukarek trójwymiarowych i innych rozwiązań.

Zdaniem Muilenburga, to zapewni Boeingowi trwałą, długoterminową działalność w bardzo cyklicznym sektorze. Boeing chce być nie tylko globalnym czempionem na świecie, ale także liderem w zakresie generowania gotówki — dodał prezes.

Produkcja B777 zmaleje do ok. 5,5 sztuk pod koniec 2018 r., zgodnie z prognozami analityków, bo koncern przestawi się na wytwarzanie B777X. Teraz rytm produkcji wynosi 8,3 sztuki, w przyszłym roku zmaleje do 7 sztuk co miesiąc.

Szefowie poinformowali zebranych, jak spłacą niemal 30 mld dolarów odroczonych kosztów programu 787; 70 proc. tej sumy będzie pochodzić ze sprzedaży większych, zyskowniejszych wersji tego samolotu i z wyższych cen.

Rytm zamówień na nowe maszyny zmalał, do 2020 r. Boeing będzie produkować ponad 900 sztuk rocznie, ale analitycy wątpią w to.