Stefan Burczymucha (niemiły kolekcjoner owadów, kompan Don Alta) – Tak jest! Zamknąć to badziewie, puścić z dymem budynki, brać żywcem kamerzystów, prezenterów zawieszać dla przykładu!

Chór Specjalistów – Hurra! Na rano, wodzu, masz ustawę!

Rano. Don Alt na koniu, koń pije wodę prosto z Bałtyku, słońce wschodzi i zachodzi na każde skinienie Don Alta.

Chór – Wszystko załatwione na cacy! Babcia nie płaci, nikt nie płaci. Czyli płaci państwo.

Don Alt – A konkretnie, które?

Stefan – Streszczać się, bo nam się koty palą pod nogami! Gadać szybko!

Chór – Po wielu perturbacjach, po wielu negocjacjach...

Wbiega Schetynian (żołnierz starorzymski w przykrótkiej zbroi) – Przepraszam za spóźnienie, ale zatrzymały mnie sprawy natury wewnętrznej, czy coś straciłem?

Don Alt – Mój poczciwy Schetynianie, wyobraź sobie, że panowie mają już dla nas gotowy projekt nowej ustawki mydlnianej.

Schetynian – Ho ho, jak szybko. Świetnie, bo czas nagli. Farfałowe wojska wprawdzie radzą sobie nawet nawet, ale co ustawka, to ustawka. Legal is legal.

Chór – A więc babcie nie bulą, państwo buli. Dwie ósemki, siedem zer.

Don Alt (liczy w pamięci) – Osiemdziesiąt osiem złotych. W porządku. Nie, zaraz (liczy na palcach). Osiemset osiemdziesiąt milionów?

Chór – Tyle wyszło.

Don Alt – Ha ha ha! Koń by się uśmiał. (Koń się śmieje) Ha ha ha! Chybaście na głowy upadli. Trudno, będę musiał zrobić nowego cuda. Powiecie, że kasa będzie, a potem się to w synacie lekutko wygumuje, żebyśmy z torbami nie poszli.

Chór – Chwała ci cudownie cudny.

Schetynian – To ja lecę... (wychodzi)

Stefan – I o to chodzi! Niech padną, niech się zwalniają! Jak oni mogli – nas bohaterów... To mnie w prywatnych zapraszają, kawę dają, a tam? Lisa szkoda, bo umiał się zachować. A reszta poszli won.

Don Alt (szeptem) – Oj, Stefanie, w gorącej wannie jesteś company, a dziś trzeba spokojniutko... (klaszcze trzy razy, Chór wyciąga transparenty: „Tefałpe była do d...!”, „Spalić Teatr Telewizji!”, „TVN – piękny sen!”, „Polsaty do boju!”).

Don Alt – Kochani, znowu daliśmy radę zrobić to, co powiedziałem. Babciom powiecie, że Farfał się wysadził i tefałpe jest w remoncie. Jadę na boisko, nie ma mnie dla nikogo. Gdyby Stefan rozrabiał, dać mu mordoklejkę.

Odjeżdża. Koń wciąż się śmieje. Kurtyna opada, ręce też.