Były sezony teatralne, gdy wystawień Szekspira było jak na lekarstwo. Bodaj raz konkurs o Złotego Yoricka nie odbył się z powodu niezadowalającego poziomu zgłoszeń. W tym sezonie w Polsce pojawiło się aż osiem „Hamletów”, a sześć bardzo różnych realizacji zobaczymy podczas festiwalu, w tym trzy w konkursie – po śląsku Roberta Talarczyka z Teatru Wyspiańskiego z Katowic, z Teatru Zagłębia – Jacka Jabrzyka oraz w inscenizacji Kamila Białaszka ze stołecznego Powszechnego. W tym szaleństwie jest metoda?
Rzeczywiście, kiedy obejmowałam stery Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, a wraz z nim festiwalu, Szekspira w polskich teatrach było bardzo mało. A gdy prowadzi się festiwal poświęcony jednemu autorowi, ma to kluczowe znaczenie. Pokazujemy bowiem jak w soczewce zarówno kondycję polskiego teatru, jak i to, czym chce się on w danym momencie zajmować.
Szekspir nie jest przecież obojętnym wyborem repertuarowym. Teatry manifestują swój stosunek do klasyki zarówno wtedy, gdy go wystawiają, jak i wtedy, gdy po niego nie sięgają. Znaczące jest również to, którzy reżyserzy i reżyserki podejmują się jego tekstów i z jakich powodów.
Szekspir nie jest przecież obojętnym wyborem repertuarowym. Teatry manifestują swój stosunek do klasyki zarówno wtedy, gdy go wystawiają, jak i wtedy, gdy po niego nie sięgają. Znaczące jest również to, którzy reżyserzy i reżyserki podejmują się jego tekstów i z jakich powodów.
W 2023 r. mieliśmy na festiwalu wysyp komedii – jakbyśmy potrzebowali odreagowania pandemii, miesięcy zamknięcia, samotności i frustracji. Wojna, która rozpoczęła się kilka miesięcy wcześniej, wyraźnie objawiła się w spektaklach dopiero w kolejnym sezonie. Mam nadzieję – i pewne podstawy, by tak sądzić – że obecny wzrost zainteresowania Szekspirem jest także efektem naszej pracy, konkursów oraz sposobu, w jaki myślimy o festiwalu i współpracy z artystami.
Tegoroczne motto brzmi jednak „Pochwała szaleństwa”, dlatego światło trzeba skierować przede wszystkim na założyciela festiwalu i teatru, profesora Jerzego Limona, oraz na jego twórcze szaleństwo – furor divinus.
Czytaj więcej
Hugo Tarres jako Hamlet i Helena Englert są jokerami pożegnalnego szekspirowskiego spektaklu Jana Englerta z dyrekcją artystyczną w Teatrze Narodow...
Teatr Szekspirowski i brytyjski książę Karol
Profesor Jerzy Limon odszedł przedwcześnie podczas pandemii. Co zawdzięczamy mu jako ludzie teatru, a co zawdzięcza mu Gdańsk?
Bez jego wiary w rzeczy, które wydawały się niemożliwe, nie byłoby ani festiwalu, ani świadomości mieszkańców, że w XVII-wiecznym Gdańsku istniała Szkoła Fechtunku, w której jeszcze za życia Szekspira wystawiano sztuki teatralne i organizowano widowiska.
Kiedy w latach 90. młody naukowiec zobaczył ten budynek na rycinie XVII-wiecznego architekta i kartografa Petera Willera, ogarnął go entuzjazm, który pozwolił mu przekonać do swojej idei najważniejsze osoby ze świata polityki, kultury i biznesu. Brytyjski książę Karol, dzisiejszy król, objął przedsięwzięcie patronatem. W zbieranie funduszy na budowę teatru zaangażowały się między innymi Laura Bush i Aleksandra Kwaśniewska. Profesor potrafił zarazić swoim marzeniem ludzi z bardzo różnych środowisk, a lokalne władze zdecydowały się powołać nową instytucję kultury.
Z potrzeby nagłośnienia idei odbudowy teatru elżbietańskiego narodził się także trzydzieści lat temu Festiwal Szekspirowski, który szybko stał się jednym z ważniejszych wydarzeń teatralnych w Polsce.
Gdańsk zawdzięcza więc Jerzemu Limonowi i jego sprzymierzeńcom Teatr Szekspirowski z jedynym w Europie otwieranym w ciągu kilku minut dachem oraz festiwal. Środowisko teatralne i naukowe pamięta go natomiast jako wybitnego literaturoznawcę, szekspirologa, pisarza, tłumacza, erudytę i inspirującego nauczyciela wielu pokoleń studentów.
Po które książki profesora warto dziś sięgnąć?
Punktem wyjścia pozostaje „Gdański teatr elżbietański”, rozwinięcie rozprawy doktorskiej profesora, pozwalające zrozumieć historię Szkoły Fechtunku i fenomen dzisiejszego teatru. Polecam również „Szekspira bez cenzury. Erotyczny żart na scenie elżbietańskiej”. Ta książka pokazuje, że naukowa erudycja Jerzego Limona nigdy nie była sucha ani akademicko sztywna. Profesor znakomicie rozumiał frywolność, dwuznaczność i żywiołowy humor renesansowej sceny. Warto też przypomnieć jego pożegnalne dzieło, wydane już po śmierci: „Szekspir. Siedem grzechów głównych (z zarazą w tle)”. Pokazuje w nim, że ludzkie przywary rzadko występują pojedynczo, a pycha, gniew, rozpusta czy chciwość są głównymi siłami napędowymi szekspirowskich postaci. Spotkanie poświęcone tej publikacji odbędzie się podczas festiwalu.
Gdańsk zawdzięcza Jerzemu Limonowi i jego sprzymierzeńcom Teatr Szekspirowski z jedynym w Europie otwieranym w ciągu kilku minut dachem oraz festiwal.
Jakie będą najważniejsze zagraniczne wydarzenia tegorocznej edycji?
Pokażemy spektakle dwóch wielkich wizjonerów współczesnej sceny, posługujących się zupełnie odmiennymi językami teatralnymi. Pierwszym będzie „Hamlet. Książę Danii” w reżyserii Roberta Lepage’a, z hipnotyzującą choreografią Guillaume’a Côté, w wykonaniu legendarnej kanadyjskiej grupy Ex Machina. Drugim – „Król Lear” w reżyserii Silviu Purcărete, zrealizowany z zespołem Teatru Narodowego w Krajowej.
Ale zależało nam również na pokazaniu, jak niezwykle różnorodne może być współczesne myślenie o Szekspirze. Będzie więc „Romeo i Julia” opowiedziane językiem flamenco, przedstawienie rozgrywające się w escape roomie oraz sześć kompletnie różnych realizacji „Hamleta”, z których trzy biorą udział w konkursie o Złotego Yoricka. Jedna z nich grana po śląsku.
Gdański Teatr Szekspirowski: scena wielu możliwości
Co poza spektaklami i konkursami może przyciągnąć publiczność?
Program wydarzeń towarzyszących w dużej mierze odnosi się do pamięci o profesorze Jerzym Limonie. Jemu poświęcona będzie gala otwarcia w reżyserii Mariusza Babickiego, z gościnnym udziałem Andrzeja Seweryna. Dla osób szukających mniej oczywistych doświadczeń przygotowaliśmy między innymi warsztaty florystyczno-teatralne, elżbietańską „Ucztę z Szekspirem” w Piwnicy Rajców i nocne zwiedzanie teatru z szekspirowskim Pukiem. Jak co roku dziedziniec stanie się miejscem spotkań artystów i publiczności, prawdziwym centrum festiwalowego życia.
Jaki jest bilans trzech dekad festiwalu? Co należy zachować, a co warto zmieniać?
To z pozoru niebezpieczne pytanie, bo przejęcie sterów instytucji po tak wielkiej osobowości było zadaniem karkołomnym. Prawdopodobnie nie podjęłabym się go, gdyby sam profesor nie rekomendował mnie do tej roli. Przez niemal dwa lata rozmawialiśmy o tym, że szuka następcy, ponieważ chciał wrócić do działalności naukowej i pisarskiej, które tak kochał. Uznał, że mogę być dobrą kandydatką. Potem zabrał go COVID, a dla mnie wszystko nagle przyspieszyło.
Objęłam teatr w bardzo smutnych okolicznościach, ale jednocześnie otrzymałam od gdańskiego środowiska duży kredyt zaufania. To bardzo mi pomogło. Nigdy nie chciałam robić tutaj rewolucji, nie mam jednak nic przeciwko ewolucji. Zarządzam teatrem i festiwalem już piąty rok. Jestem kobietą o pokolenie młodszą od profesora, magistrą, nie profesorką, ale też bardzo doświadczoną praktyczką w zarządzaniu zespołami i instytucjami. Mam kompetencje, których profesor, wywodzący się ze świata nauki, nie musiał mieć. Wiedziałam, że chcę czerpać z jego idei i kontynuować dzieło impresaryjnego „teatru wielu możliwości”, ale robić to we własnym stylu i zgodnie z własnym pomysłem.
Czytaj więcej
Pisuar w naszej wersji „Hamleta” odnosi do teorii skapywania, w którą wierzą zawzięcie zwolennicy nieograniczonego wolnego rynku. Brzmi: „Jeżeli wł...
Jeśli chodzi o festiwal, nie widzę potrzeby wyważania otwartych drzwi: nadal pokazujemy najciekawsze szekspirowskie inscenizacje z Polski i ze świata. Zmieniłam jednak myślenie o funkcji festiwalu. Nie chcemy być wyłącznie miejscem prezentacji gotowych przedstawień.
Jako jedyni w Polsce produkujemy spektakle w ramach festiwalowych konkursów. Dajemy szansę na głośny debiut młodym reżyserom i artystom, również tym działającym poza nurtem teatrów repertuarowych. Ta kulturotwórcza, a nie tylko prezentacyjna rola festiwalu jest dla mnie bardzo ważna.
Zmieniłaś także sposób pracy festiwalowego jury. Z czego wynikały te decyzje?
Wprowadziłam jedno jury dla wszystkich trzech konkursów. Wcześniej każdy z nich miał osobny skład. Zaczęłam również zapraszać uznanych dyrektorów zagranicznych instytucji i festiwali, szekspirologów, ale także ekspertów z innych dziedzin kultury, na przykład sztuk wizualnych. Dzięki temu prace konkursowe oglądane są z różnych perspektyw. Obecność osób, które mogą później zaprosić spektakl na zagraniczny festiwal albo pomóc artyście wejść w międzynarodowy obieg, jest dla twórców dodatkową motywacją. Festiwal nie kończy się wtedy na wręczeniu nagród – może stać się początkiem dalszej drogi przedstawienia.
Festiwal miał czasy trudniejsze w okresie rządów Zjednoczonej Prawicy, która generalnie robiła co mogła, by uprzykrzyć życie Pomorskiego i Gdańska, bo nie głosowały wystarczająco na PiS. Czy polityka ma wpływ na teatr i festiwal?
Odczuliśmy jej wpływ przede wszystkim finansowo, poprzez spadek ministerialnych dotacji. Programowo zawsze pozostawaliśmy niezależni. Nigdy nie doświadczyłam w Teatrze Szekspirowskim cenzury artystycznej ze strony polityków. Władze samorządowe województwa i miasta konsekwentnie szanują autonomię programową instytucji.
Jak obecnie finansowany jest festiwal?
Myślę o teatrze również biznesowo. Jesteśmy instytucją impresaryjną, a całoroczną działalność artystyczną finansujemy z wypracowanych przychodów. W 2025 r. udział środków własnych w naszych przychodach ogółem przekroczył 53 proc.. Festiwal finansowany jest z dotacji organizatorów, wpływów ze sprzedaży biletów oraz wsparcia sponsorów i partnerów. Bardzo pilnujemy kosztów, ale podstawą pozostaje dobry program, za który publiczność jest gotowa zapłacić.
Cieszę się, że pytasz o sponsorów, bo media często o nich nie wspominają. Tymczasem publiczne pokazywanie dobrych przykładów współpracy jest najlepszą zachętą dla kolejnych partnerów biznesowych. W tym roku wspiera nas kilkanaście firm i korporacji. Doceniam zarówno partnerów prywatnych, jak i spółki państwowe oraz samorządowe. Największe wsparcie otrzymaliśmy od Grupy Kapitałowej KGHM, Portu Lotniczego Gdańsk, PERN i Banku Millennium. Bardzo ważna była dla nas również dotacja Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w wysokości pół miliona złotych.
Myślę o teatrze również biznesowo. Jesteśmy instytucją impresaryjną, a całoroczną działalność artystyczną finansujemy z wypracowanych przychodów. W 2025 r. udział środków własnych w naszych przychodach ogółem przekroczył 53 proc..
Gdański Teatr Szekspirowski i hity takie jak „1989"
Do kogo adresowany jest festiwal odbywający się w środku wakacji – do turystów czy mieszkańców Trójmiasta?
Patrząc na tempo sprzedaży biletów, mam czasem wrażenie, że festiwal jest wielkim zlotem fanów Szekspira i naszego teatru. Towarzyszy im coroczna ciekawość: czy można jeszcze powiedzieć coś nowego o świecie, opowiadając wciąż te same historie? Jak się okazuje – można. Spotykam osoby, które planują urlopy w taki sposób, by spędzić z nami cały festiwal. Przyjeżdżają nie tylko z Trójmiasta, lecz z całej Polski, a część także z zagranicy.
Czytaj więcej
23 maja w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie premiera spektaklu Remigiusza Brzyka i Pawła Demirskiego, który powraca do teatru po 5 latach przerwy...
Z jakimi intencjami przychodziłaś do teatru? Co udało się zrealizować, a z czego jesteś mniej zadowolona?
Przychodziłam z intencją robienia teatru, który widza dotyczy i który go nie nudzi. Przez siedem lat pracowałam w Nowym Jorku i nauczyłam się tam, że przegramy, jeśli widz wyjdzie z teatru z poczuciem, że był za głupi, żeby zrozumieć to, co mu pokazaliśmy. Może być zaskoczony, zbulwersowany, wzruszony, smutny albo rozbawiony. Musi jednak rozumieć, dlaczego to, czego doświadczył, było ważne.
Impresaryjny charakter naszego teatru i brak stałego zespołu aktorskiego dają nam ogromną wolność. Możemy prezentować spektakle, koncerty, debaty i kino, ale również organizować tai chi na dachu. Możemy angażować się w sprawy, które są dla nas istotne, regularnie grać spektakle dla diaspor ukraińskiej i białoruskiej w ich językach, a czasem współtworzyć takie hity jak musical „1989”.
Jestem zadowolona, że Teatr Szekspirowski funkcjonuje w świadomości widzów również poza Gdańskiem, że mamy świetny, zgrany zespół i że co roku trudno zdobyć bilety na festiwal. Chciałabym natomiast mieć więcej finansowej przestrzeni na artystyczne ryzyko, dłuższe procesy produkcyjne i projekty, których efektu nie da się od razu przewidzieć. W kulturze właśnie z takiego ryzyka często rodzą się rzeczy najważniejsze. Nie należę jednak do osób, które narzekają, że cytryna jest zbyt kwaśna. Wolę wycisnąć z niej lemoniadę. Dopóki ludzie chcą nie tylko przychodzić do Teatru Szekspirowskiego, lecz także do niego wracać, nie śmiałabym prosić o więcej.