Znacie tekst Kory z muzyką Marka Jackowskiego: „Stoję, stoję, czuję się świetnie
 Nie muszę siedzieć, nie muszę leżeć”? To posłuchajcie tej piosenki, która w Teatrze Muzycznym jest pierwszym muzycznym numerem spektaklu „Rewolta”. Ironiczny w zamyśle tekst o staniu, które w PRL było czynnością permanentną dla milionów ludzi, pragnących zdobyć cokolwiek, niby nie zatracił w teatralnej wersji swego charakteru, ale w „Rewolcie” stał się jednocześnie złowieszczy, bo śpiewa go ucharakteryzowana na Śmierć Anna Lasota. To zapowiedź, że spośród dziesiątków tysięcy mieszkańców Poznania, którzy wyszli na ulice, by protestować przeciw coraz gorszym warunkom życia, 58 przypadkowych osób zginie od wojskowych i milicyjnych kul.

Anna Lasota (Śmierć) i zespół q spektaklu „Rewolta”

Rewolta, Teatr Muzyczny

Anna Lasota (Śmierć) i zespół q spektaklu „Rewolta”

Foto: Dawid Stube

Pierwsza była Izabela Cywińska

Poznański Czerwiec 1956, pierwszy spośród protestów z powodu nieuwzględnianych przez władzę społecznych oczekiwań, choć zakończony tragicznym bilansem ofiar, chyba najsłabiej istnieje w naszej pamięci, przyćmiony przez nieco późniejszy Październik 56, a zwłaszcza przez kolejne wydarzenia – 1968, 1970, 1976, 1980. Właściwie tylko raz został przywołany w teatrze, gdy w 1981 r. Izabela Cywińska wraz z Włodzimierzem Branieckim zrealizowała w Teatrze Nowym w Poznaniu premierę „Oskarżony. Czerwiec Pięćdziesiątsześć”.

Spektakl powstał z nagrań procesów Poznańskiego Czerwca oraz relacji naocznych świadków. Recenzenci pisali, że był wstrząsający, surowy i ważny, ale kilka miesięcy później, po wprowadzeniu stanu wojennego spektakl zdjęto i zniknął z życia teatralnego całkowicie, a Izabela Cywińska została internowana.

70 lat po czerwcowych wydarzeniach „Rewolta” Teatru Muzycznego nie ma ambicji dogłębnego dokumentowania przeszłości. Przywołuje fragmenty zdarzeń, bardziej skupiając się na emocjach zdesperowanych ludzi, którzy postanowili wyjść na ulice, by ich wreszcie wysłuchano. Nie dokonano precyzyjnej rekonstrukcji zdarzeń i tamtego świata, wszystko rozgrywa się tak, by widz nie zapominał, że jest w teatrze.

Dwaj poznańscy bracia

Kanwą scenariusza Przemysława Pilarskiego według koncepcji Przemysława Kieliszewskiego są losy autentycznych braci, których życiorysy zostały fabularnie przetworzone. Franek przed II wojną był nauczycielem, Mietek – harcerzem. Obaj trafili do niemieckich obozów, ale przeżyli. Starszy nie porzucił dawnych przekonań, więc nie mógł znaleźć pracy w zawodzie i musiał zatrudnić się jako niewykwalifikowany robotnik. Młodszy uwierzył nowej władzy, że zbuduje lepszy świat. W czerwcu 1956 r. znaleźli się po przeciwnych stronach, ale nic jednak nie okazało się jednoznacznie czarne lub białe.

Patryk Kośnicki (Franek) i Maksymilian Pluto–Prądzyński (Mietek)

Rewolta, Teatr Muzyczny w Poznaniu

Patryk Kośnicki (Franek) i Maksymilian Pluto–Prądzyński (Mietek)

Foto: Dawid Stube

Jest także bohater zbiorowy – grupa poznańskich tzw. szczunów, którzy spędzając czas na ulicach, stali się doskonałymi obserwatorami ludzkich emocji i zdarzeń. To oni są narratorami historii miasta, sami też wcielają się w rozmaite role. W tekstach, jakie wypowiadają wprost do widza lub w formie dialogów między skrótowo zarysowanymi postaciami jest sporo politycznej publicystyki i czasem narracja zamienia się w rodzaj historycznej pogadanki.

„Żądza pieniądza”, Maanam i poznańscy robotnicy

Teatralnie zdecydowanie lepsza jest część druga „Rewolty”, przedstawiająca to, co wydarzyło się w Poznaniu 28 czerwca 1956 r. Reżyser Jerzy Jan Połoński potrafił wykreować na niedużej scenie Teatru Muzycznego kalejdoskopowy wręcz ciąg dynamicznych obrazów zbiorowych, mając do dyspozycji niewiele ponad 20 wykonawców. Dużą rolę odegrała w tym autorka wyrazistej choreografii Barbara Olech. Dobrzy są również aktorzy: Patryk Kośnicki (Franek) i Maksymilian Pluto–Prądzyński (Mietek) oraz grupa szczunów na czele z Radosławem Elisem.

Rewolta, scena zbiorowa

Rewolta, Teatr Muzyczny w Poznaniu

Rewolta, scena zbiorowa

Foto: Dawid Stube

Szczególną wartość „Rewolcie” dodają jednak piosenki Maanamu, które w większości nie zostały potraktowane jak numery solowe, ale są głosem zbiorowości. A ich niezmienione słowa bezbłędnie wpisują się w teatralną opowieść. „Żżera mnie żądza, żądza pieniądza, żądza pieniądza” – śpiewają więc robotnicy skarżący się na coraz skromniejsze pensje, które nie starczają, by przeżyć.

O czym śpiewała Kora w piosence „Kreon”

Kora była postrzegana jako autorka groteskowo-surrealistycznych tekstów. „Rewolta” zmusza do wnikliwego wgłębienia się w nie, bo okazuje się, że jest w nich znacznie głębsza refleksja. „Szczekam, to racja bytu, służę, bo tak jest ładnie, milczę, kiedy mi każesz, leżę pod twym rozkazem” – to fragment „Smyczy”. A w „Kreonie” Kora śpiewała tak: „Od tysiącleci nic się nie zmienia, te same żądze, te same pragnienia, gdy wszystko stracisz, a lud się odwróci, za późno będzie, by do życia wrócić”.

Rewolta, scena zbiorowa

Rewolta, Teatr Muzyczny w Poznaniu

Rewolta, scena zbiorowa

Foto: Dawid Stube

Po projekcie „Kora nieskończoność” zrealizowanym przez wiolonczelistę Michała Pepola z udziałem m.in. Magdaleny Cieleckiej i Ralpha Kamińskiego, „Rewolta” jest kolejnym przykładem, jak wiele jeszcze niezwykłych niuansów, podtekstów i interpretacji można znaleźć w dorobku Kory i Maanamu.

Nie odkładajmy więc tej twórczości na półkę, bo zasługuje na kolejne odkrycia. Z Teatru Muzycznego w Poznaniu wychodził obok mnie pewien 15-latek wyraźnie poruszony obejrzaną właśnie „Rewoltę”. A swoje wrażenia skwitował zdaniem: „Nie znałem zupełnie tych piosenek z poprzedniego wieku”.