Choć mija już trzeci tydzień wakacji, absolwenci podstawówek wciąż nie mogą złapać oddechu. W szkołach trwa właśnie nerwowa przepychanka o miejsca w liceach i technikach.
Wyniki pierwszych rekrutacji np. w Warmińsko-Mazurskiem pojawiły się już w ubiegłym tygodniu. Jako ostatnie opublikowane zostaną na Mazowszu – w piątek 17 lipca. Już widać, że łatwo nie jest, bo progi punktowe w tym roku poszły mocno w górę, co jest efektem licznego rocznika, dobrze zdanych egzaminów i strategii skoncentrowanej na optymalizowaniu punktów rekrutacyjnych. Poznań, Kraków, Lublin czy Gdańsk – wszędzie tam trzeba mieć wyniki lepsze niż w poprzednich latach. W mniejszych ośrodkach jest podobnie.
Liczniejszy rocznik i wyższe wyniki egzaminów – to podbiło progi do liceów
Centralna Komisja Egzaminacyjna podała w maju, że do egzaminu ósmoklasisty przystąpiło 386 750 dzieci spośród niemal 399 tys. uczniów klas ósmych. To więcej niż przed rokiem, gdy podstawówkę ukończyło 374 tys. uczniów. Gdy 3 lipca pojawiły się wyniki egzaminu, zapanowała radość – były one wyższe niż przed rokiem. Ósmoklasiści pisali testy z trzech przedmiotów – języka polskiego, matematyki i wybranego języka obcego – najczęściej angielskiego. Średni wynik w 2026 r. to odpowiednio 65 proc., 55 proc. i 73 proc. (angielski) Rok wcześniej było to 64 proc., 50 proc. i 70 proc.
Czytaj więcej
Uczniowie VIII klas szkół podstawowych, którzy w maju przystąpili do obowiązkowego egzaminu ósmoklasisty, za rozwiązanie zadań z języka polskiego u...
Ale to średnia – egzaminu ósmoklasisty nie można nie zdać, więc ci uczniowie, którzy nie byli zainteresowani rekrutacją do liceów czy techników, czasami oddawali puste kartki. Mamy obowiązek szkolny, więc miejsce w szkole ponadpodstawowej musi się dla nich znaleźć. Prawdziwy bój toczy się więc między tymi, którzy walczą o miejsce w szkołach kończących się maturą.
Jak to wygląda w praktyce? Co do zasady każdy ósmoklasista może zdobyć maksymalnie 200 pkt – 100 za świadectwo i 100 z egzaminu. Na świadectwie liczy się oceny z przedmiotów wskazanych przez szkołę – to zazwyczaj język polski, matematyka, język angielski i przedmiot związany z profilem klasy, np. historia, WOS, biologia, chemia czy informatyka. Do tego dochodzą punkty za biało-czerwony pasek (7 pkt.), wolontariat (3 pkt.) czy konkursy przedmiotowe (max. 18 pkt.). Wynik procentowy z egzaminu jest zaś przeliczany w specjalny, z góry określony, sposób.
To rozwiązanie ma swoje dobre strony. Założenia są ogólnie znane, jasne i pozwalają wyeliminować nieprawidłowości, takie jak np. uznaniowość dyrektora. Wadą jest natomiast to, że reguły sprowadzają się często do rankingu i samych liczb.
W poprzednich latach, by dostać się do wybitnego liceum w dużym mieście trzeba było mieć co najmniej 180 pkt., dobrego ok. 140-160 pkt. W tym roku jednak ta reguła przestała obowiązywać, bo progi punktowe, jak widać po pierwszych wynikach rekrutacji, są wyższe nawet o 10-20 proc. I wielu uczniów trafiło do szkół, które były dla nich ostatnią deską ratunku albo w ogóle zostawało na lodzie, bo w żadnej ze wskazanych na liście preferencji nie wystarczyło im punktów.
Jak to możliwe? Trzeba wiedzieć, że rekrutacja odbywa się przez internetowy system, który najpierw przelicza punkty, potem tworzy ranking, a następnie przydziela ucznia do klasy, która jest najwyżej na wskazanej przez niego we wniosku liście preferencji i do której wystarczy mu punktów. I tak, jeśli np. dziecko stara się o przyjęcie do klasy humanistycznej i zabraknie mu punktów, bo np. na egzaminie kiepsko poszła mu matematyka, a drugi w kolejności ustawił profil matematyczno-geograficzny, gdzie próg punktowy jest niższy, to dostanie się do klasy z rozszerzoną matematyką. Podobnie z biol-chemami, które są dziś najbardziej obleganymi klasami w liceach. Może trafić do nich ten, kto np. jest dobry z polskiego i angielskiego, a matematyka poszła mu średnio , choć w chemii umiejętność liczenia się przydaje. Predyspozycje i zainteresowania ucznia liczą się w tym plebiscycie nieco mniej. Ktoś zapyta, dlaczego humanista na drugim miejscu wskazuje mat-geo? Strategicznie – by tylko się dostać do wybranej szkoły, a potem próbować przenieść się na swój wymarzony profil.
Całoroczna walka o punkty i strategie egzaminacyjne
Punkty to Święty Graal ósmoklasistów – na ich liczeniu, szacowaniu i zwiększaniu koncentruje się cała ósma klasa. Podstawą są oczywiście przedmioty egzaminacyjne, pozostałe traktuje się po łepkach. Stąd też sytuacje, o których mówił niedawno w „Rzeczpospolitej” Karol Dudek-Różycki, szef Polskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych, że uczniowie trafiając na biol-chemy nie radzą sobie z rozszerzeniami, bo mają aż takie zaległości.
Licealna strategia rekrutacyjna to nie tylko optymalne ustawienie preferencji wyboru szkół i profili, ale także optymalizacja punktów za świadectwo. Poza ocenami, paskiem i robionym nie tylko z potrzeby serca, ale też z zimnej kalkulacji wolontariatem, liczą się także konkursy. Muszą to być to konkursy kuratoryjne, wpisane w bieżącym roku do wykazu prowadzonego przez KO. I tu pojawia się rozczarowanie, jeśli konkurs z tej listy wypadł, a dziecko myślało, że te punkty już ma. Na marginesie – po zmianie władzy w 2023 r. rzeczywiście z list kuratoryjnych często wypadały konkursy, których poziom i jakość były niewystarczające. Punktowanie wielu z nich było rzeczywiście dyskusyjne, ale jednak była to zmiana reguł w czasie gry.
Na internetowych forach od września trwa wymiana informacji o tym, w których konkursach łatwo je zdobyć i dzieci zaczynają się do nich przygotowywać. Czy są one zgodne z ich zainteresowaniami? A kto by na to zwracał uwagę, gdy na horyzoncie dobre liceum. Pasje nie są nagradzane – ukończenie np. szkoły muzycznej, która wymaga od dziecka ogromnego wysiłku czy sukcesy w sporcie uprawianym poza szkołą, często nie dają żadnych dodatkowych punktów.
Rekrutacja uzupełniająca może ciągnąć się aż do września
Tam, gdzie te progi już w poprzednich latach były na poziomie 180+, siłą rzeczy nie miały jak iść w górę. Ale w niżej notowanych ogólniakach przy dużej konkurencji, dzieci dobrze uczące się, ale nie wybitne, często wypadały poza listę – bo mając aspiracje na liceum, nie umieszczały przecież na swojej liście preferencji szkół branżowych. I tak np. w Krakowie aż 1,3 tys. osób nie zostało zakwalifikowanych do żadnej szkoły, w Poznaniu co dziesiąty, w Olsztynie takich uczniów było 655.
Teraz czeka ich rekrutacja uzupełniająca, czyli w praktyce szukanie miejsc w liceach na własną rękę z nadzieją, że ktoś zakwalifikowany zrezygnował – a to nie zdarza się wcale tak rzadko. Miejsc w innych szkołach szukają też ci, którzy nie są zadowoleni z tego, dokąd trafili. I tacy, którzy chcą się zamienić na klasę i szukają równie niezadowolonego kolegi z innej placówki.
Rekrutacyjny galimatias może ciągnąć się nawet do września męcząc dzieci, rodziców i nauczycieli. Niektórzy starają się zmieniać klasy nawet na początku roku szkolnego. Może więc przy okazji kolejnej rekrutacji warto zastanowić się, czy naprawdę system rekrutacyjny do szkoły ponadpodstawowej musi być wielomiesięczną batalią, w której bez przemyślanej rok wcześniej strategii często trudno odnieść sukces? I w której predyspozycje i sprawa wyboru życiowej drogi zostają podporządkowane logice zdobywania punktów? Zwłaszcza, że od września rusza reforma oświaty „Kompas jutra”, która będzie wymagała zmiany sposobu przeprowadzania egzaminu. Jeśli reforma rzeczywiście ma uczyć młodych ludzi dokonywania świadomych wyborów, trudno utrzymać system rekrutacji, który premiuje przede wszystkim umiejętność zdobywania punktów.
Czytaj więcej
W polskich szkołach właśnie zaczyna się jeden z najbardziej nerwowych momentów roku. Dni otwarte, rankingi liceów i techników, rozmowy o punktach,...