"Rzeczpospolita": Jesteś warszawiakiem z urodzenia i wyboru. Co widzisz takiego magicznego w tym mieście?
Adam Sajnuk: Mam nadzieję, że nie zabrzmi to zbyt zarozumiale, ale nigdy nie ukrywałem dumy, że jestem warszawiakiem od kilku pokoleń. I to ze strony obojga rodziców. Mentalnie więc czuję się związany z tym miastem na dobre i złe i już jako nastolatek wiedziałem, że tu zostanę. Tu będę żył, pracował, tworzył.
Warszawa jest wygodnym miastem dla artystów?
Tak. Choć nie mam porównania, bo mieszkam i działam przede wszystkim tu. Mam na przykład grono przyjaciół z Wrocławia, którzy zarzucają Warszawie, że wszystko jest tu ponazywane, instytucjonalne, że u nich jest więcej wolności, inicjatyw offowych. Doceniam taki punkt widzenia, ale samo istnienie mojego Teatru Konsekwentnego, czyli teraz Teatru Warsawy, jest dowodem, że i w stolicy to życie offowe kwitnie. Mimo że rzeczywistość nas nie rozpieszcza. Pięć miejsc, które przeszliśmy w ciągu 18 lat. Jest najlepszym tego świadectwem. Od Mazowieckiego Centrum Kultury i Sztuki poprzez Teatr Staromiejski, Starą Prochownię, Koneser i teraz Teatr Warsawy, po drodze graliśmy też w Teatrze Na Woli, w Teatrze Nowym Adama Hanuszkiewicza czy Teatrze Studio.
Różne były przystanki, a ty Konsekwentnie tworzysz Teatr. I wreszcie masz nadzieję, że Rynek Nowego Miasta to będzie ostateczny adres.