Barclay zdementował w ten sposób doniesienia brytyjskiego "Telegraph", zgodnie z którymi przedstawiciele brytyjskich władz sondowali możliwość opóźnienia brexitu w związku z możliwą sytuacją, w której Izba Gmin odrzuci wynegocjowaną przez Theresę May umowę regulującą stosunki Brukseli z Londynem po opuszczeniu Unii przez Wielką Brytanię.
Minister ds. brexitu zapewnił jednak, że nie rozmawiał z przedstawicielami UE o opóźnieniu wyjścia z Unii przez Wielką Brytanię.
Dzień wcześniej minister kultury i komunikacji Margot James sugerowała, że brexit może się opóźnić jeśli Izba Gmin odrzuci porozumienie May. Głosowanie nad dokumentem ma odbyć się 15 stycznia.
A "Telegraph" napisał, że brytyjskie władze "badają grunt" w sprawie przedłużenia procedury, tak aby dać Londynowi czas na dalsze negocjacje ws. umowy regulującej warunki brexitu.
Barclay podkreślił jednak, że opóźnienie brexitu "to nie jest kwestia jednostronnej decyzji Wielkiej Brytanii" i dodał, że zgodę na to musiałyby wyrazić wszystkie kraje członkowskie Unii.
Zwrócił też uwagę, że opóźnienie brexitu wiązałoby się z "praktycznymi kwestiami", takimi jak wybory do PE, w których - gdyby Wielka Brytania nadal była członkiem Unii, Brytyjczycy teoretycznie powinni mieć prawo wybrać swoich eurodeputowanych.
Zdaniem Barclaya głosowanie z 15 stycznia rozstrzygnie czy Wielka Brytania opuści UE na mocy porozumienia, czy bez porozumienia (twardy brexit).