W ostatnich dniach May szukała dla swojej umowy większości w Izbie Gmin. Wcześniej parlament odrzucił już umowę dwukrotnie - 15 stycznia i 12 marca. W drugim głosowaniu Izba Gmin odrzuciła umowę większością 149 głosów - co oznaczało, że May musiała przekonać do zmiany zdania 75 parlamentarzystów.

Jednak w poniedziałek Bercow - powołując się na zasadę z 1604 roku, która głosiła, iż w czasie jednej sesji parlamentu nie można poddać pod głosowanie odrzuconego już w głosowaniu wniosku - oświadczył, iż umowa May nie może być przedmiotem kolejnego głosowania, jeżeli nie zostaną w niej wprowadzone istotne zmiany.

Odnosząc się do decyzji spikera Izby Gmin Nadhim Zahawi, minister ds. dzieci i rodzin w rozmowie z BBC stwierdziła, że jedną z możliwości jest przegłosowanie przez parlamentarzystów wniosku o zignorowanie zasady sprzed ponad 400 lat, na którą powołał się Bercow.

- Gdyby była większość w parlamencie, wolałbym, abyśmy odłożyli tę zasadę na bok i głosowali (nad umową brexitową) - powiedział Zahawi. Dodał, że w innym przypadku dojdzie do znacznego opóźnienia brexitu. - Nie uważam, aby to było dobre - podkreślił.

Według ministra to, co zrobił Bercow zwiększa ryzyko, że rząd nie przeprowadzi brexitu.

Wcześniej wiceminister ds. brexitu, Kwasi Kwarteng poinformował Izbę Gmin, że rząd zamierza zwrócić się do UE z prośbą o opóźnienie brexitu (Izba Gmin upoważniła do tego rząd w głosowaniu z 14 marca). Zgodnie z pierwotnym harmonogramem Wielka Brytania powinna opuścić UE 29 marca.

Kwarteng dodał, że opóźnienie brexitu nie będzie wielkie tylko w sytuacji, gdy umowa May zostanie przyjęta przez Izbę Gmin.