- Z powodu pandemii prawie wszystko jest zamknięte. Parę setek zarażonych, a miliony nie mogą pracować. Większość Sudańczyków nie ma stałej pensji, utrzymuje się z dniówek. Ci wszyscy kierowcy riksz, kobiety sprzedające jedzenie czy prowadzące jednoosobowe punkty z kawą czy herbatą na ulicy, pracownicy logistyki - oni są ofiarami zamknięcia kraju. Nie ma dla nich żadnego wsparcia od władz, radźcie sobie sami, słyszą - opowiada rp.pl Adil Abdel Aati, liberalny polityk sudański.

Jego zdaniem frustracja jest tak duża, że ludzie niedługo zatęsknią za Omarem Baszirem, obalonym rok temu dyktatorem. Ludzie Baszira ze zdelegalizowanej partii islamistycznej już wyczuwają tę zmianę nastroju i wychodzą z ukrycia.

CZY WUJEK OMAR OPUŚCI WIĘZIENIE?

Mimo lockdownu kilkadziesiąt osób domagało się w środę pod pałacem prezydenckim w Chartumie uwolnienia ze stołecznego więzienia Kober Omara Baszira i ponad dwudziestu oficjeli obalonego reżimu. Oczywiście ze względu na koronawirusa, który łatwo szerzy się w zakładach karnych.

W Kober zaraził się już ostatni szef partii Baszira Ahmed Harun. Tak przynajmniej twierdzą przedstawiciele rodziny Haruna i adwokat byłego dyktatora, którzy wypowiadali się dla mediów zachodnich. Nie wszyscy w to wierzą. Dobrze zazwyczaj poinformowanemu portalowi Middle East Eye nie udało się tego potwierdzić w ministerstwie zdrowia.

„Bardzo niepokoimy się o zdrowie wujka, od kiedy [13 marca] ujawniono pierwszy w kraju przypadek Covid-19, nie możemy go odwiedzać” - mówił z kolei Głosowi Ameryki kuzyn 76-letniego Omara Baszira.

Tuż przed pandemią wydawało się, że Rada Suwerenna, najwyższy organ władzy, w której są wojskowi i cywile, może wydać byłego dyktatora międzynarodowemu trybunałowi w Hadze, który pierwszy nakaz jego aresztowania wydał w 2009 roku. Jest oskarżony o zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości i ludobójstwo w Darfurze (buntującej się zachodniej części Sudanu).

AFP

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Teraz robi się to coraz mniej prawdopodobne. W Radzie Suwerennej większość i przewodniczącego mają jednak wojskowi, którzy przecież przez lata stali u boku Baszira. Pozwolili mu upaść, by uspokoić masy protestujących.

CHLEB I BENZYNA

Niektórzy rok temu wieścili, że generałowie nie oddadzą na dobre władzy, tylko się przyczają. Teraz w prasie arabskiej pojawiają się spekulacje, że wojskowi mogą przeprowadzić zamachu stanu, do którego restrykcje covidowe świetnie pasują. Masowych protestów, takich jak rok temu, nie należałoby się obawiać.

Omar Baszir upadł 11 kwietnia 2019 roku. Trzy dekady jego władzy (doszedł do niej w wyniku zamachu stanu) wiązały się z korupcją, represjami, ludobójstwem, wojnami oraz flirtem z międzynarodówką fundamentalistów islamskich. Upadł po masowych, trwających kilka miesięcy, protestach, które rozpoczęły się od oburzenia na podwyżki cen chleba i benzyny, by przerodzić w żądanie wielkiej politycznej zmiany.

AFP

Teraz też są problemy z chlebem, benzyna nie tanieje, mimo że ceny ropy na rynkach światowych niskie jak prawie nigdy. Rada Suwerenna ale ci pierwsi dominują, miała w ciągu trzech lat i kilku miesięcy od obalenia Baszira doprowadzić Sudańczyków do wolnych wyborów.

- Ale nie rozwiązała większości problemów, dolar kosztuje teraz [na wolnym rynku] 150 funtów sudańskich, gdy przejmowała władzę kosztował 60 - mówi mi mieszkający głównie w Polsce Adil Abdel Aati, który najpierw miał kandydować w sudańskich wyborach prezydenckich planowanych na rok 2020. Te plany były jednak z czasów przed obaleniem Baszira.

Czy możliwe jest, by Rada Suwerenna przygotowała kraj do wolnych wyborów pod koniec 2022, jak wynikało z nowszych planów?

- Kto będzie protestował, gdy wojskowi powiedzą, że okres przejściowy ma trwać pięć czy dziesięć lat? Zachód się tym nie interesuje. A Sudańczycy po 30 latach już zapomnieli, co to są prawdziwe wybory - uważa Aati, który w pełni nadziei nie stracił, w mediach społecznościowych przedstawia się jako kandydat w wyborach prezydenckich w roku 2023.

AFP

NIEWYPOWIEDZIANE CIERPIENIE

W 40-milionowym Sudanie przez półtora miesiąca zanotowano pół tysiąca zakażeń, 36 osób zmarło. Ale w piątek minister zdrowia Akram Ali Altom z przerażeniem podawał, że w ciągu doby przybyło 67 chorych, a trzy osoby zmarły. Dziś wspominał już o 91 nowych przypadkach i pięciu nowych ofiarach śmiertelnych. Krzywa pnie się do góry od kilku dni. Testów robi się bardzo mało, ich liczba nie jest podawana w codziennych komunikatach prasowych ministra zdrowia.

90 procent chorych jest w Chartumie i okolicach, ale powstrzymanie rozprzestrzeniania się na resztę kraju nie będzie łatwe, bo mimo zakazu podróżowania między prowincjami kierowcy nielegalnie rozwożą ludzi, skarżył się Altom.

Rząd tymczasowy wprowadza dodatkowe obostrzenia. Choć miał właśnie zacząć odmrażać. Od tygodni zamknięte są szkoły i uniwersytety. Wstrzymano loty i zabroniono przekraczać granice lądowe.

W większości prowincji od początku pandemii zakazane było też odwiedzanie meczetów, co teraz w czasie świętego miesiąca postu i modlitwy budzi opór części wiernych. Niektórzy zbierają się na wspólne modlitwy na ulicach w pobliżu zamkniętych meczetów. Zakaz zgromadzeń to nie jest coś, do czego łatwo przekonać Sudańczyków.

Tragicznego rozwoju wydarzeń w Sudanie, jednym z najbiedniejszych państw świata, obawia się ONZ.

- Sudańczycy mogą doświadczyć niewypowiedzianego cierpienia, bo sudański system opieki zdrowotnej nie poradzi sobie z epidemią o skali, którą widzieliśmy w innych regionach świata - mówiła kilka dni temu oenzetowska wysoka komisarz ds. praw człowieka Michelle Bachelet, apelując o szybką pomoc humanitarną. Koronawirus zagraża temu, co pojawiło się po obaleniu dyktatora: „obietnicy rozwoju, demokracji, sprawiedliwości i pokoju”.

W całym kraju jest około 300 respiratorów. To pokazuje, z jakimi trudnościami może się lada moment zetknąć służba zdrowia, doświadczonego wieloma tragediami Sudanu.