Korespondencja z Nowego Jorku

W 1996 r. Joseph Biden głosował za ustawą o ochronie małżeństwa, blokującą legalizację małżeństw tej samej płci. Dwa lata wcześniej opowiedział się za obcięciem funduszy dla szkół, które uczą akceptacji homoseksualności. W 1973 r. zastanawiał się, czy geje w wojsku i na stanowiskach rządowych nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego.

Dzisiaj jego sprzeciw wobec równouprawnienia gejów popadł w zapomnienie. Biden, umiarkowany demokrata, który jest na drodze do uzyskania nominacji Partii Demokratycznej w tegorocznych wyborach prezydenckich, identyfikuje się jako kandydat w pełni popierający kwestie, o które walczą środowiska LGBTQ.

Przekonał Obamę

Jeżeli wygra listopadowe wybory, to będzie uważany za prezydenta najbardziej przyjaznego dla LGBTQ. Społeczności gejowskie będą mu wdzięczne za to, że był pierwszym wysoko postawionym demokratą, który wyraził poparcie dla legalizacji małżeństw tej samej płci, a potem przekonał do tego prezydenta Baracka Obamę i innych polityków. – To on położył podwaliny pod zmianę podejścia do małżeństw tej samej płci – mówi Emily Hecht-McGowan, która pracowała w Fundacji Bidena.

W przypadku 77-letniego Joego Bidena, który wzrastał w epoce, gdy homoseksualność była w USA uważana za grzech, a nawet przestępstwo, to ogromny zwrot w poglądach.

Jego przemiana pokazuje, jak bardzo ewoluowało nastawienie Partii Demokratycznej. Starając się dotrzymać kroku Amerykanom, szczególnie młodszym pokoleniom wyborców, musiała odrzucić tradycyjny sprzeciw wobec małżeństw tej samej płci.

W ostatnich kilku cyklach wyborczych do głosu doszło skrzydło mocno lewicowe, przewodzące wielu nowatorskim ideom, którego twarzami stali się senator z Vermont Bernie Sanders oraz wybrana w 2018 r. do Kongresu Alexandria Ocasio-Cortez.

Przełom rasowy

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Partia Demokratyczna zmienia też podejście do Afroamerykanów. Według sondaży przytaczanych przez portal Vox.com, jeszcze w 1994 r. tylko 39 proc. demokratów uważało, że dyskryminacja utrudnia czarnoskórym przebijanie się w społeczeństwie.

Widoczny przełom, zdaniem socjologów, nastąpił wraz z wyborem Baracka Obamy na prezydenta, a potem z pojawieniem się ruchu Black Lives Matter i dojściem do władzy Donalda Trumpa. Podejście do spraw rasowych stało się jednym z elementów odróżniających demokratów od republikanów. Widać to w najnowszych sondażach przeprowadzonych po śmierci George’a Floyda. Według CNN 92 proc. demokratów i tylko 37 proc. republikanów uważa, że system kryminalny w USA jest pełen uprzedzeń w stosunku do czarnoskórych Amerykanów. Z sondażu CBS wynika, że 76 proc. demokratów i tylko 24 proc. republikanów uważa, że Afroamerykanie doświadczają dyskryminacji.

Coraz więcej czarnoskórych kandydatów ubiega się o stanowiska z ramienia Partii Demokratycznej. Już w 2018 r. spora ich grupa odniosła sukces w wyborach do Kongresu w Georgii, Illinois, Kansas, Kalifornii, Nowym Jorku czy Teksasie.

Po fali protestów przeciwko rasizmowi i brutalności policji w stosunku do czarnoskórych, która w ostatnich tygodniach przetoczyła się przez Amerykę, mówi się o „nowej twarzy Partii Demokratycznej” – czarnym, progresywnym kandydacie. W Kentucky wielkim objawieniem jest czarnoskóry kandydat do Senatu Charles Booker. Może wygrać prawybory z Amy McGrath, która przez wiele miesięcy była faworytką partii, poległa jednak na kwestiach rasowych. – Bookerowi nie trzeba tłumaczyć potrzeb czarnoskórych, ciężko pracujących ludzi. Wie, o co chodzi, gdy mówimy o brutalności policji – mówi w wywiadzie dla CNN Sochie Nnaemeka, stanowa dyrektor Working Families Party.

5 proc. dla Trumpa

Jak wynika z sondażu Washington Post-Ipsos, Biden wśród czarnych wyborców cieszy się 92-proc. poparciem, w stosunku do 5 proc. poparcia, jakie ma Trump, który nie wykazał się zrozumieniem dla protestujących.

Biden twierdzi, że zaangażował się w politykę na początku lat 70., kiedy rasizm był o wiele mocniej zakorzeniony w społeczeństwie niż obecnie. Jego celem była zaś walka o prawa obywatelskie i równouprawnienie rasowe. Nie ma jednak nieskazitelnej reputacji, jeśli chodzi o kwestie rasowe. Zarzuca mu się m.in. to, że odegrał kluczową rolę w zatwierdzeniu ustawy o przestępczości w 1994 r., która przyczyniła się do zwiększenia liczby czarnoskórych Amerykanów trafiających do więzień. Jego rywale w prawyborach wytknęli mu, że chwalił się, iż w latach 70. jako senator współpracował z segregacjonistami.

Niemniej jednak reprezentujący biały establishment Joe Biden dzięki czarnoskórym wyborcom wygrał prawybory w Karolinie Południowej, a to z kolei poderwało jego kampanię i przywróciło szanse na nominację w tegorocznych wyborach. Sympatię Afroamerykanów Biden niewątpliwie zawdzięcza temu, że przez osiem lat służył w administracji Baracka Obamy, ale podobnie jak w kwestiach równouprawnienia gejów, wielu wyborców daje mu kredyt za to, że zmienił poglądy i mogą w nim znaleźć wsparcie.