Do tej pory odnotowano 542 przypadki zachorowań wśród 3711 osób znajdujących się na pokładzie. Oznacza to, że wycieczkowiec jest miejsce największej liczby zarażonych poza granicami Chin.

Rząd Japonii wielokrotnie broni decyzji o wprowadzeniu kwarantanny, jednak zdaniem niektórych naukowców mogła być ona mniej rygorystyczna.

Z powodu braku zachowania ostrożności, trzech przedstawicieli japońskiej służby zdrowia, którzy pomagali na statku, również zostało zarażonych.

- Podejrzewam, że ludzie nie byli odizolowani tak, jak byśmy myśleli - ocenił dr Paul Hunter, profesor medycyny na Uniwersytecie Wschodniej Anglii.

Japoński minister zdrowia, Katsunobu Kato, powiedział dziś dziennikarzom, że wszyscy pasażerowie, którzy pozostali na statku, zostali poproszeni o pobranie próbek, a osoby, które miały wynik negatywny, zaczną opuszczać pokład w środę, kiedy ich wymagana 14-dniowa kwarantanna się zakończy.

- Wszyscy chcą wrócić do domu tak wcześnie jak to możliwe i mamy nadzieję, że pomożemy im w bezproblemowym powrocie do domu - powiedział Kato.

Proces potrwa do piątku z powodu dużej liczby pasażerów.

- Oczywiście kwarantanna nie zadziałała, a ten statek stał się teraz źródłem infekcji - oceniła dr Nathalie MacDermott, ekspert ds. epidemii w King's College London. - Musimy wiedzieć, w jaki sposób wdrożono środki kwarantanny na pokładzie, jaka jest filtracja powietrza, jak są połączone kabiny i jak utylizowane są odpady - dodała.

- Może być też inny rodzaj przenoszenia, którego nie znamy - powiedziała MacDermott.

Podczas epidemii SARS w latach 2002-2003 eksperci odkryli, że ponad 300 osób zostało zakażonych przez uszkodzony system kanalizacyjny na osiedlu mieszkaniowym w Hongkongu.

Część pasażerów Diamond Princess opisało statek jako "pływające więzienie". Wolno im było chodzić po pokładach w maskach i kazano im trzymać się z dala od innych pasażerów.