[b]RZ: Śledztwo w sprawie zabójstwa Anny Politkowskiej skończyło się klapą. Oskarżeni wyszli na wolność. Czy jest szansa na wyjaśnienie tej sprawy?[/b]

[b]Oleg Panfiłow:[/b] Od dnia, gdy Anię zamordowano, mówiłem, że nie znajdzie się prawdziwy zabójca. Od 1993 roku, kiedy zacząłem się zajmować monitoringiem zabójstw dziennikarzy związanych z wykonywanym przez nich zawodem, zginęło ponad 40 osób. Żadnej sprawy nie wyjaśniono, z wyjątkiem jednej. Wtedy jednak za kratki też trafili wyłącznie wykonawcy, a sąd nawet nie próbował wyjaśnić, kto był zleceniodawcą.

[b]Rodzina i adwokaci liczą, że uda się doprowadzić do procesu, w którym na ławę oskarżonych trafią zabójcy i zleceniodawca.[/b]

Śledztwo prowadzone przez nasze organy sprawiedliwości nigdy ich nie wskaże. Dochodzenie w sprawie Ani jest tego dowodem. Przeprowadzono je w obrzydliwy sposób. Myślę, że przysięgli w większym stopniu byli zdezorientowani bałaganem i niechlujnością, niż przekonani, że podejmują obiektywną decyzję. Ktoś będzie cały czas starał się odciągnąć sąd od prawdziwych zabójców, wymyślając co i rusz nowe fałszywe tropy, i mącić, tak jak to było przez długie tygodnie śledztwa.

[b]Komu zależy, by ta sprawa nie została wyjaśniona?[/b]

Myślę, że stoi za tym ktoś z przedstawicieli władz. Oczywiście nie mam dowodów, tylko podejrzenia. Z artykułów Ani można się wiele dowiedzieć, skąd mógł paść cios. Jej zabójcami mogli być różni ludzie, od Czeczenów i Ramzana Kadyrowa przez służby specjalne po Kreml. Poza tym Ania przed śmiercią wielokrotnie mówiła mi, iż jest przekonana, że ktoś ją śledzi i podsłuchuje. Oficjalnie, by robić coś takiego w Rosji, potrzeba nakazu prokuratora. Oczywiście u nas wszystko jest możliwe, ale myślę, że jednak to działanie było usankcjonowane i śledziła ją Federalna Służba Bezpieczeństwa.

[b]Więc zabójstwo Anny Politkowskiej na zawsze zostanie najgłośniejszym niewyjaśnionym zabójstwem dziennikarzaw Rosji?[/b]

Nasz system sprawiedliwości nie może przeprowadzić uczciwego śledztwa. To niemożliwe, bo to działa jak system naczyń połączonych. Jeśli jest zamieszany ktoś z władz czy FSB, zawsze będzie kryty. Tam działa zasada „ręka rękę myje”. Sądzę, że rodzina Anny, a także redakcja „Nowej Gaziety” popełniła błąd. Trzeba było od początku zrobić wokół tej sprawy jak najwięcej szumu, nie dać im spokoju. O wolność słowa trzeba walczyć, a nie milczeć.