Grupa eurodeputowanych z Kristiiną Ojuland z Estonii na czele chce nałożenia sankcji wizowych i ekonomicznych. Jak napisał rosyjski „Kommiersant”, o sprawie Chodorkowskiego i jego współpracownika Płatona Lebiediewa debatował podkomitet PE ds. praw człowieka, którego członkowie wysunęli tę propozycję.
Jak podkreśliła gazeta, nie chodzi o nową ocenę działań rosyjskich władz, bo wnioski wyciągnięto wcześniej: przewodniczący europarlamentu Jerzy Buzek mówił o „prawnym nihilizmie i naruszaniu praw człowieka w Rosji”. Propozycja europosłów oznacza jednak przejście od słów do działań.
Nie wiadomo, kto dokładnie miałby się znaleźć na liście ukaranych. Pismo wskazuje jednak, że Ojuland apelowała kilka miesięcy temu o wprowadzenie sankcji podczas sprawy Siergieja Magnitskiego, zmarłego w więzieniu rosyjskim prawnika walczącego z korupcją.
– Czarna lista będzie niekompletna bez nazwiska premiera Władimira Putina – mówi „Rz” znana obrończyni praw człowieka i szefowa Grupy Helsińskiej Ludmiła Aleksiejewa.
O tym, że sąd nad Chodorkowskim był w pełni sprawiedliwy, przekonuje szef Dumy Borys Gryzłow. Jego zdaniem krytyka wyroku to jedynie „zdanie niektórych eurodeputowanych”.
Zapowiedzi o wprowadzeniu sankcji popierają rosyjscy obrońcy praw człowieka i prawnicy byłego szefa Jukosu.
– Popieram sprawiedliwość i taki stan rzeczy, gdy ludzie odpowiadają za swoje czyny, niezależnie od zajmowanych stanowisk – mówi „Rz” adwokat Chodorkowskiego Wadim Klugwant. Pytany, czy spodziewa się wprowadzenia sankcji, odpowiada: – To będzie zależało od Parlamentu Europejskiego.
– Gest Europy, która przypomina, że w Rosji brakuje niezawisłych sądów, jest bardzo ważny. Wątpimy jednak, by wyrok w sprawie Chodorkowskiego i Lebiediewa został zmieniony, nawet pod presją UE – zaznacza Aleksiejewa. Dodaje, że wprowadzenie sankcji nie zmusi rosyjskich urzędników do przestrzegania prawa.
– To od nas, Rosjan, zależy, czy będziemy mieć niezawisłe sądy. Europa może nas w tym jedynie wspierać – podkreśla Aleksiejewa.