Paliwo z pękniętych zbiorników elektrociepłowni w Norylsku, należącej do jednej z największych rosyjskich firm – Norylskiego Niklu, skaziło źródła wody w mieście i dostało się do dwóch pobliskich rzek.
Teraz zagraża ogromnym obszarom tundry na Półwyspie Tajmyrskim oraz pozycji i majątkom dwóch najbogatszych ludzi w Rosji: właściciela Norniklu Władimira Potanina oraz Olega Deripaski, który oficjalnie przestał być udziałowcem koncernu, ale posiada tam znaczne wpływy.
Omijanie zagród
„To jest pierwsza katastrofa takich rozmiarów w rosyjskiej Arktyce za kręgiem polarnym” – jęknął w oficjalnym oświadczeniu rosyjski oddział Greenpeace’u.
Ratownicy rozpaczliwie próbują powstrzymać plamę oleju długości ponad kilometra przed wpłynięciem do leżącego 30 kilometrów na północ od Norylska jeziora Piasiono, a stamtąd do Morza Karskiego. W sumie ze zbiornika wylała się zawartość mniej więcej 350 kolejowych cystern z paliwem.
Na rzekach ustawiono zagrody wyłapujące paliwo, ale nocami zrywa je kra spływająca na północ. Część ekspertów jest zdania, że olej spływa tuż przy dnie, omijając przeszkody. W każdym razie ratownikom udało się wyłowić jedynie jedną trzydziestą paliwa. Ilość szkodliwych związków chemicznych w wodzie w Norylsku już „przekracza dopuszczalne normy dziesiątki tysięcy razy”.
Przeczytaj komentarz: Bez zgody cara rzeki nie zapłoną
Problemy zaczęły się 29 maja, gdy paliwo wydostało się nagle ze zbiorników i zalało drogę dojazdową do elektrociepłowni. Według części miejscowych dziennikarzy w zbiornik miał uderzyć samochód osobowy. Oficjalnie poinformowano jednak, że pojazd zapalił się na skutek wjechania w już rozlaną plamę oleju napędowego, a sam zbiornik „rozhermetyzował się” z powodu „osiadania fundamentu”.
Żaden organ władzy nie chce jednak powiedzieć dlaczego.
Jednak tydzień przed katastrofą na Tajmyrze było +25 stopni ciepła. „Fundamenty w regionach wiecznej zmarzliny w Rosji już nie mogą wytrzymać takich napięć jak w latach 80. Do roku 2010 ich możliwości spadły o 20 proc. Wypływ paliwa nastąpił właśnie z powodu osiadania pali (stosowanych w fundamentach dużych konstrukcji za kręgiem polarnym – przyp. red.)” – napisał jeden z rosyjskich dziennikarzy zajmujących się problemami Arktyki.
W efekcie nastąpiła największa w historii Rosji katastrofa ekologiczna za kręgiem polarnym i druga taka na świecie. Greenpeace porównuje ją do awarii tankowca „Exxon Valdez” u wybrzeży Alaski w 1989 roku, wtedy wylało się 36 tys. ton produktów naftowych. Jej skutki do dziś są odczuwalne. W samej Rosji co prawda w 1994 roku z rurociągu w Komi wyciekło 94 tys. ton ropy naftowej, ale formalnie do awarii nie doszło za kręgiem polarnym.
Atak na miliardera
– Proszę podjąć kroki w celu czasowego odsunięcia od obowiązków osób odpowiedzialnych za działania lub ich brak na obiekcie, w tym Władimira Potanina – zwrócił się w czwartek deputowany rządzącej Jednej Rosji Aleksander Jakubowski do szefa Komitetu Śledczego Aleksandra Bastrykina.
Efektem parlamentarnego oświadczenia był spadek cen akcji Norniklu na moskiewskiej giełdzie o 7 proc. Miliarder Potanin jest obecnie najbogatszym Rosjaninem, w czasie kwarantanny wprowadzonej z powodu epidemii powiększył swój majątek o jedną czwartą, do 21 mld dolarów.
Dzień wcześniej prezydent Putin urządził w telewizji demonstracyjną awanturę gubernatorowi Kraju Krasnojarskiego i szefowi firmy NETK (wchodzącej w skład Norniklu, a zarządzającej elektrociepłownią). – Wszystko w porządku z waszym zdrowiem? – pytał zjadliwie biznesmena.
Wówczas giełda zareagowała spadkiem akcji tylko o 0,6 proc. Jednak aż cztery urzędy rozpoczęły kontrolę działalności Norniklu, już wszczęto cztery sprawy karne. Na razie nie wiadomo, gdzie jest sam Potanin.
– No i co dalej robić? Jesteście gubernatorem – wołał prezydent do szefa Kraju Krasnojarskiego. Ten zaś zaproponował spalanie rozlanego paliwa. – Taką ilość!? To będzie ognisko – jęknął obecny na naradzie minister ochrony przyrody.
Na razie więc ratownicy odpompowują olej do specjalnych zbiorników, ale te szybko się wypełniają i nie wiadomo, co robić dalej.
Kto za to zapłaci
Greenpeace przypomina, że właściciele tankowca „Exxon Valdez” musieli zapłacić 6 mld dolarów za akcję ratunkową i szkody spowodowane rozlewem ropy. A w Rosji Ministerstwo Ochrony Środowiska właśnie przygotowało rozporządzenie zwalniające do końca roku firmy działające na Dalekiej Północy od płacenia obowiązkowego ubezpieczenia od szkód ekologicznych.
„Ile teraz za katastrofę w Norylsku zapłaci rosyjski biznes, tego jeszcze nikt nie wie” – stwierdził jeden z komentatorów ekonomicznych.