Ministerstwo Spraw Zagranicznych Białorusi wezwało na konsultacje swojego ambasadora przy UE. Białoruskie władze zasugerowały także wyjazd na konsultacje do Brukseli ambasadorowi Unii Europejskiej w Mińsku.

Strona białoruska oświadczyła, że wobec odpowiedzialnych za sankcje, które wymierzone są w główne branże eksportowe kraju oraz dostęp do finansowania, wydany zostanie zakaz wjazdu na teren Białorusi.

Sankcje na Białoruś zostały nałożone w związku z sytuacją z maja, gdy samolot linii Ryainair lecący na Litwę został zmuszony do lądowania w Mińsku. Podróżujący samolotem opozycyjny dziennikarz Raman Pratasiewicz i jego partnerka Sofia Sapega zostali zatrzymani.

Sankcje oznaczają, że białoruskie rafinerie nie będą mogły sprzedawać produktów naftowych do Europy. W przedkryzysowym 2019 roku Białoruś zarobiła 5,2 mld dolarów na eksporcie produkowanych z taniej rosyjskiej ropy benzyn i innych produktów naftowych. Z tego 3,3 mld dolarów przyniósł eksport do krajów spoza WNP.

Dowiedz się więcej:
Od benzyny do wazeliny, czyli Unia uderza w Łukaszenkę

Bruksela nałożyła też restrykcje finansowe. Europejskim bankom nie wolno udzielać rządowi Białorusi, jego agencjom, korporacjom pożyczek na dłużej niż 90 dni. Nie wolno też kupować dłużnych papierów wartościowych wyemitowanych po 29 czerwca.

Podobne sankcje zostały nałożone na wszystkie banki z udziałem państwowym powyżej 50 procent, a także odrębne spółki zależne - Belarusbank, Belinvestbank i Belagroprombank.

W praktyce oznacza to, że banki, podobnie jak rząd, stracą zdolność do refinansowania zadłużenia zewnętrznego wobec europejskich wierzycieli i będą zmuszone je spłacać lub zastępować kredytami w innych krajach.