Kreml uważa, że białoruskie służby niesłusznie zatrzymały grupę rosyjskich najemników. 

Ambasador Białorusi w Rosji Władimir Siemaszko został poinformowany, że zatrzymanie 33 Rosjan, domniemanych członków „grupy Wagnera”, do którego doszło w zeszłym tygodniu, jest bezpodstawne, a Moskwa nalega na szybkie uwolnienie swoich obywateli - podało rosyjskie MSZ.

Oficjalnie Moskwa twierdzi, że Białoruś była tylko przystankiem na trasie zatrzymanych Rosjan.

Prezydent Aleksander Łukaszenko nazwał to "kłamstwem". Poinformował, że zatrzymane osoby przyznały się do wszystkiego. Mężczyźni mieli przyjechać na Białoruś i czekać na dalsze rozkazy.

O tym, że białoruskie służby zatrzymały 32 pracowników prywatnej rosyjskiej firmy wojskowej Wagnera, poinformowała w ubiegłą środę rządowa agencja Biełta.

Powołując się na organy ścigania, stwierdziła, że ogółem na Białoruś przybyło ponad 200 bojówkarzy, według tych doniesień mieli „destabilizować sytuację podczas kampanii wyborczej". Najpierw mieli się wprowadzić do jednego z mińskich hoteli w nocy z 24 na 25 lipca. Następnie przeprowadzili się do jednego z podmińskich sanatoriów. Tam, według informacji lokalnych mediów, zostali zatrzymani przez jednostki antyterrorystyczne KGB.