MSZ Rosji domaga się, by do Moskwy przesłane zostały wyniki badań laboratoryjnych przeprowadzonych po tym, jak Nawalny trafił do berlińskiej kliniki.
Według tamtejszych lekarzy w organizmie opozycjonisty wykryto środek bojowy z grupy nowiczoków, którym próbowano kilka lat temu otruć Siergieja Skripala i jego córkę.
MSZ wyjaśnia, że chce na tej podstawie ustalić przebieg zdarzeń, które doprowadziły Nawalnego do stanu zagrożenia życia.
Resort podkreśla, że zasłabniecie Nawalnego miało miejsce w Rosji i władze maja pełne prawo znać wszystkie szczegóły zdarzenia.
Nawalny stracił przytomność na pokładzie samolotu, którym z Tomska wracał do Moskwy.
Po awaryjnym lądowaniu maszyny nieprzytomny trafił do szpitala w Omsku, gdzie - według nieoficjalnych wiadomości - w jego organizmie znaleziono substancję niebezpieczną dla Nawalnego, ale i dla otoczenia.
Później jednak lekarze zaprzeczyli tej informacji, twierdząc, że ani we krwi, ani w moczu mężczyzny nie znaleziono toksycznych substancji, a utrata przytomności mogła nastąpić w wyniku zaburzeń metabolicznych, takich jak spadek poziomu cukru we krwi.
Julia Nawalna, żona opozycjonisty, w piśmie do Putina zażądała wydania zgody na transport męża do Niemiec. Na lotnisku w Omsku prawie dobę czekał na Nawalnego medyczny samolot, wysłany przez berliński szpital Charité, który zadeklarował udzielenie pomocy.
Ostatecznie Nawalny został przewieziony do szpitala Charité w Berlinie. Przez kilkanaście dni utrzymywany był w stanie śpiączki farmakologicznej.
W ciągu ostatnich kilku dni stan Rosjanina się poprawił i został on wybudzony ze śpiączki.