65-letni Domenico Rancadore od ponad 20 lat mieszka w Wielkiej Brytanii. Do zeszłego lata prowadził spokojne życie na sielankowym przedmieściu Londynu, pod zmienionym i nie budzącym włoskich skojarzeń nazwiskiem (Marc Skinner), z angielską żoną i dwóją dzieci.

We Włoszech został in absentia skazany na siedem lat więzienia za działalność mafijną. Uchodził za szefa Cosa Nostry w jednym z miasteczek pod Palermo.

W sierpniu 2013 roku wpadł w ręce policji brytyjskiej, był za nim rozesłany europejski nakaz aresztowania. Włochy wznowiły wniosek o ekstradycję. Ale teraz został odrzucony. Sędzia przyznał, że początkowo zamierzał pozytywnie zareagować na prośbę Włochów, ale do zmiany skłoniły go skutki podobnej sprawy.

Jak pisze "Guardian", sąd obawiał się złych warunków w przepełnionych włoskich więzieniach i nie uznał gwarancji włoskich władz, że z ich powodu nie będą łamane prawa Rancadore.

Pojawiały się też obawy, że byli koledzy z mafii mogą mu zrobić w więzieniu krzywdę, sam zresztą bronił się przed ekstradycją mówiąc z rozpaczą: "Zabiją mnie!"

Odrzucenie wniosku o ekstradycję jest postrzegane jako porażka włoskiego wymiaru sprawiedliwości.

Londyński sąd wypuścił Rancadore z aresztu, musi jednak nosić elektroniczną bransoletę, codziennie meldować się na policji. I nie wolno mu opuszczać domu między 22 a 2 w nocy i między 10 a 14.