Dr Serednicki mówił na antenie TVN24, że - w związku z intensywnością pracy w szpitalu w związku z dużą liczbą zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2 - musiał poprosić wojewodę małopolskiego o zwolnienie go z obowiązków wojewódzkiego konsultanta anestezjologii i intensywnej terapii.

Lekarz mówił, że polskim szpitalom nie brakuje sprzętu do ratowania życia osób z ostrym przebiegiem COVID-19.

- Niestety respirator sam nie leczy, to jest tylko maszyna. Jeśli się nieumiejętnie będzie go obsługiwało można bardziej zaszkodzić niż pomóc - ostrzegał.

Dr Serednicki podkreślał, że respirator "działa całą dobę" i "często trzeba zmieniać jego nastawy".

Jak dodał "standard mówi, że potrzebujemy jednego specjalisty na czterech chorych pod respiratorem", ale takiego poziomu opieki nie udaje się osiągnąć.

Dr Serednicki tłumaczył, że przyjmuje się iż na jednego pacjenta pod respiratorem powinna przypadać godzina pracy lekarza-specjalisty na dobę i trzy godziny pracy pielęgniarki.

- A do tego dochodzi pielęgnacja - zaznaczył.

Jednocześnie dr Serednicki zwrócił uwagę, że aby "dobrze nauczyć się posługiwania respiratorem, potrzeba wiedzy, która idzie w lata".

- Doskonalimy się cały czas w tej kwestii - mówił.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Zgłoś swój projekt w konkursie dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

- Nie da się przeszkolić w respiratorze kogoś w krócej niż 6-8 miesięcy. Sześć miesięcy to minimalny okres adaptacji, nauki bezpiecznego posługiwania się respiratorem dla lekarzy innych specjalizacji niż anestezjolodzy - zaznaczył.

Z najnowszy danych resortu zdrowia wynika, że pod respiratorami jest obecnie 404 pacjentów zakażonych koronawirusem SARS-CoV-2. Liczba zajętych przez nich respiratorów rośnie od 21 dni z rzędu.