64,5 proc. Polaków negatywnie ocenia naciski Donalda Trumpa w sprawie Grenlandii. Profesor zwraca uwagę, że wyniki sondażu dla „Rzeczpospolitej” pokazują coś więcej niż tylko stosunek do tej kontrowersyjnej postawy amerykańskiego prezydenta. – On pokazuje, że nie jesteśmy tak bardzo bezkrytycznie nastawieni, jeśli chodzi o nasz sojusz ze Stanami Zjednoczonymi – ocenia Tomasz Słomka, dodając, że Polacy coraz częściej dostrzegają konsekwencje polityki USA dla własnego bezpieczeństwa.
Czytaj więcej
Po fali ostrej krytyki, jaka spadła na niego po wcześniejszych komentarzach sugerujących, że wojska państw NATO – poza USA – miały unikać walk na p...
W dalszej części rozmowy politolog tłumaczy, dlaczego Grenlandia stała się dla Donalda Trumpa symbolem nowego stylu uprawiania polityki. – Trump przywykł do tego, że funkcjonuje w biznesie – mówi profesor i podkreśla, że logika transakcji, zysku i przejęć została przeniesiona wprost do relacji między państwami. – Uznaje, że w polityce najważniejsze są transakcje. Nie ma stałych układów, nie ma przyjaźni, nie ma dozgonnych umów.
Donald Trump i Grenlandia – polityka siły zamiast reguł
Zdaniem gościa podcastu taka wizja świata jest niebezpieczna, bo podważa fundamenty porządku międzynarodowego. – Donald Trump wprowadza ten rodzaj relacji pomiędzy państwami: ja jestem silniejszy, mam więcej potrzeb, mam więcej możliwości, więc wszyscy powinni się do mnie dostosować – mówi prof. Słomka. W jego ocenie to cofanie się do logiki „stanu natury”, w którym prawo i umowy przestają mieć znaczenie.
Profesor ostrzega, że taka postawa może legitymizować agresywne działania innych mocarstw. – To otworzy roszczenia i zalegitymizuje bardzo wiele bardzo skrajnych działań w stosunkach międzynarodowych – podkreśla, wskazując na Rosję i możliwe analogie do Ukrainy, Mołdawii czy nawet Alaski. – Czy tego chcemy? – pyta wprost.
Czytaj więcej
Decyzje, które dzisiaj podejmuje Rada Krajowa mojego ugrupowania doprowadzą do zniszczenia tego ugrupowania - mówił w Polsat News lider Polski 2050...
Polska między USA a Unią Europejską
Marzena Tabor-Olszewska pyta, jak w tej sytuacji powinni zachować się polscy przywódcy. Tomasz Słomka zauważa, że Polska znalazła się w szczególnym momencie. – My mamy nieszczęście być świadkami bardzo trudnej koabitacji – mówi, opisując napięcia między rządem a prezydentem. Jednocześnie wskazuje, że ten dualizm może paradoksalnie stać się atutem w polityce zagranicznej.
Profesor opisuje strategię balansowania między Brukselą a Waszyngtonem. – To jest trochę jak w filozofii „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek” – mówi, zaznaczając jednak, że w dłuższej perspektywie Polska będzie musiała jasno określić swoje granice i interesy. – Trzeba będzie jednak wyraźnie powiedzieć, że pewnych rzeczy nie można zrobić.
W dalszej części rozmowy pojawia się refleksja nad kondycją demokracji i rolą opinii publicznej. – Politycy są tak między lojalnością i słupkami, a próbą wybicia się na niepodległość – ocenia Słomka, opisując paradoks współczesnej polityki, w której badania sondażowe z jednej strony determinują działania, a z drugiej wyborcy czują się ignorowani.
Czytaj więcej
Rosyjskie społeczeństwo dzieli się na rządzących, milczącą masę biernie płynącą z prądem oraz „durniów”, którzy próbują się borykać. Ci ostatni są...
Rozmowa dotyka także „pop-polityki” i dominacji emocji nad kompetencjami. – Dzisiaj mam wrażenie, że polityka przede wszystkim oscyluje wokół zjawiska emocji – mówi profesor, przywołując kampanie wyborcze, w których liczy się widowiskowość, a nie przygotowanie merytoryczne. – Dokonało się na naszych oczach takie spłycenie procesów politycznych.
Rozmówcy poruszają też wątek Rosji i przywództwa autorytarnego. Tomasz Słomka nie pozostawia złudzeń co do perspektyw demokratyzacji. – Nie ma nadziei dla Rosji, dla Rosjan w takim sensie, w jakim myślelibyśmy o transformacji demokratycznej – stwierdza. Jego zdaniem rosyjska tożsamość polityczna od wieków opiera się na silnej władzy jednostki i imperializmie. – W Rosji nie ma alternatywy dla takiego reżimu, który panuje.