Latem tego roku robotnik znalazł na jerozolimskim cmentarzu błyszczący przedmiot. Ponieważ nie dał rady samemu go wyciągnąć spod gruzu, a poza tym zaczął podejrzewać że to część ładunku wybuchowego, wezwał policję.
Policjanci obejrzawszy znalezisko postanowili nie ryzykować i wezwali saperów. Po wyciągnięciu przedmiotu nikt jednak nie potrafił powiedzieć co to jest. Zdecydowano, że musi to być rodzaj znaleziska archeologicznego i przekazano do Izraelskiego Zarządu Zabytków.
Ważący 8,5 kilograma przedmiot wywołał konsternację doświadczonych, izraelskich archeologów. Początkowo podejrzewali, że może to być rodzaj berła używanego w do jakichś celów w Świątyni, później – że miał on wojskowe przeznaczenie.
„Jestem w tym biznesie już długo i nie mogę sobie przypomnieć takiej tajemnicy" – powiedział Amin Ganor z Zarządu.
Po pół roku nie mogąc rozwiązać zagadki samemu, archeolodzy postanowili odwołać się do ... internautów. Zdjęcie przedmiotu umieszczono na stronie Zarządu w Facebooku. „No więc zwracamy się do was, co to jest ?" – napisali archeolodzy.
Zdjęcie wywołało lawinę kilkuset komentarzy i domysłów począwszy od „sex-zabawki", poprzez „przyrząd do zapładniania krów", „wałek do ciasta" po „wałek do masażu".
Zagadkę rozwiązał Włoch Mika Barak. Okazało się, że to zupełnie współczesny przyrząd sprzedawany przez niemiecką firmę Weber-Bio-Energie-System od 120 euro za sztukę. Dziwaczne „berło" służy do „ochrony przed promieniowaniem". „Gwarantuje harmonię energetyczną w domu, pracy i w podróży" – zapewnia firma w swej reklamie.
„Mądrość mas zwyciężyła" – podsumował Zarząd.
Nikt jednak nie wyjaśnił jak się znalazło na jerozolimskim cmentarzu.