Nadchodzące wybory prezydenckie, które niezależnie od wyniku przyniosą zmianę polityki zagranicznej, to ogromne wyzwanie dla obecnego prezydenta. Zgodnie z tradycją polityczną odchodzący szef państwa w USA to tzw. kulawa kaczka, polityk, który już niewiele może zdziałać, z którego opinią nie trzeba się liczyć i który nie musi już podejmować konkretnych decyzji. Niestety dla Baracka Obama świat ani myśli zwolnić tempa choć na chwilę i ułatwić działań Białemu Domowi.

 

W literaturze w takich sytuacjach przydają się superbohaterowie. Ameryka uwielbia swoich herosów, nie dziwne zatem, że głównodowodzący floty Pacyfiku admirał Harry Harris powitał nowa jednostkę marynarki słowami: "Gdyby Batman miał okręt to z pewnością właśnie taki".

 

W ubiegłym miesiącu w Waszyngtonie taki komentarz padł odnośnie najnowszego cudu wojskowej techniki. Niszczyciel "Zumwalt" przypomina pojazd rodem z komiksu. Ewentualnie może kojarzyć się z obrazem Picassa, ponieważ jest jedną, dziwną, kubistyczną bryłą. Dzięki nietypowemu kształtowi może unikać sygnału radarów, a to z kolei z pewnością przyda się podczas działań na morzu Południowochińskim.

 

Zdaniem admirała, wszystko, co obecnie marynarka USA ma najlepszego, jest kierowane w tamten rejon. Niedawne zdjęcia satelitarne ujawniły kolejną chińską instalację wojskową na sztucznym terenie wybudowanym na spornych wodach. Maj 2016 roku przyniesie werdykt Trybunału Sprawiedliwości wobec skargi rządu Filipin na strategię Pekinu wobec sztucznych wysp. Wietnam zbroi się w kolejne okręty podwodne od Rosji i ustala nowe wytyczne odnośnie morza. Wspólne patrole w tym rejonie zapowiadają już nawet Indie z Japonią.

 

Do Azji Południowowschodniej wysyłany jest także obecnie największy superbohater Stanów Zjednoczonych, czyli prezydent Obama. Pamiętając cały czas o swoim statusie odchodzącego szefa państwa, pozostaje wciąż orędownikiem tzw. zwrotu USA na Azję. Ze wszystkimi konsekwencjami takiej decyzji. Wizyta Obamy w regionie będzie raczej symboliczna, ponieważ tym razem to szefowie państw ASEAN odwiedzą Amerykę. W najbliższym tygodniu na ranczu w Kalifornii 10 państw regionu oraz Obama porozmawiają o tym, jak skutecznie przeciwstawić się rosnącej dominacji Chin. Problem jest także natury ekonomicznej - od 2008 roku Pekin prześcignął Waszyngton pod względem wymiany handlowej z ASEAN, a już rok później stał się największym rynkiem dla tego regionu.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

 

Celem administracji Obamy jest niedopuszczenie, by za kilka lat morze Południowochińskie stało się wewnętrznym akwenem Chin. Bezpieczeństwo okolicznych państw oraz morskiej spedycji szacowanej na ponad 5 bln dolarów rocznie (towary takiej wartości transportowane są przez sporne morze) mogłoby zostać wówczas poważnie zagrożone. Według niedawnych doniesień amerykańskich analityków czasu zostało coraz mniej, ponieważ zmiana statusu morza ma szansę zmaterializować się niczym niszczyciel Zumwalt przed chińskimi radarami już w 2030 roku.

 

W międzyczasie amerykański Kongres analizuje nowy raport Pentagonu dotyczący Korei Północnej. Zagrożenie rakietami Pjongjangu określono w nim jako jedno z kluczowych dla całego kraju. Istnieje poważna obawa, że reżim jest w stanie dopracować technologię pocisków balistycznych zdolnych do pokonywania tras między kontynentami. Rakiety KN-08 mogą mieć zasięg ponad 5,5 tys. kilometrów, a wojskowi z Waszyngtonu sugerują, że Kim Dzong Un dysponuje do najmniej sześcioma mobilnymi stanowiskami do ich odpalania. Czwarta próba nuklearna przeprowadzona 6 stycznia oraz wystrzelenie satelity przy pomocy rakiety Unha-3 z 7 lutego nie tworzą klimatu do porozumienia między resztą świata a Koreą Północną. Na biurku Obamy czeka na rozpatrzenie inicjatywa H.R. 757 dotycząca nowych sankcji odnośnie przedstawicieli reżimu, tamtejszych firm oraz zagranicznych rządów, które nie wycofają się z pomocy dla Północy.