Anna Słojewska z Brukseli

Od czwartku wieczorem przywódcy 28 państw UE radzą w Brukseli nad ofertą dla Wielkiej Brytanii, która zachęciłaby jej obywateli do zagłosowania nad pozostaniem w Unii. Szczyt UE zaplanowano na całą noc i kolejny dzień, a słychać było nawet sugestie, że w razie potrzeby może zostać przedłużony do soboty.

Gra toczy się o to, czy Wielka Brytania pozostanie w UE. To druga, po niemieckiej, gospodarka i trzeci kraj Unii pod względem liczby ludności.

Bez niej UE nie byłaby już tak silna, choć na pewno bardziej spójna. Wielka Brytania tradycyjnie trzyma się na uboczu integracji: nie chce wspólnej waluty, nie należy do Schengen, ma wyjątki w dziedzinie spraw wewnętrznych. A teraz premier David Cameron żąda kolejnych ustępstw, żeby mógł zarekomendować swoim rodakom głosowanie na „tak" w referendum, które odbędzie się prawdopodobnie 23 czerwca.

– Dużo ważniejsze jest, żeby zrobić to dobrze, niż działać w pośpiechu. Ale przy dobrej woli i ciężką pracą możemy dostać lepsze warunki dla Wielkiej Brytanii – powiedział przed szczytem David Cameron.

Projekt porozumienia, nazywany propozycją Tuska, został przedstawiony 2 lutego. Przez kolejne tygodnie trwało dyplomatyczne i prawne szlifowanie tekstu przez wysokiej rangi urzędników i ministrów państw członkowskich, ale najważniejsze spory mieli rozstrzygnąć na szczycie politycy, czyli premierzy i prezydenci państw członkowskich.

Ważna rola przypadła premier Beacie Szydło, bo to Polska ma być najbardziej dotknięta ustępstwami na rzecz Londynu w zakresie swobodnego przepływu osób. – Chcemy porozumienia, ale nie za wszelką cenę – powiedziała polska premier.

Londyn ma uzyskać możliwość ograniczenia zasiłków dla najmniej zarabiających, tak aby imigranci z innych państw UE uzyskali takie prawo dopiero po czterech latach aktywnej obecności na jej rynku pracy. Na to była wstępna zgoda, do uzgodnienia na szczycie pozostała kwestia, przez jak długi czas Wielka Brytania miałaby prawo zaciągania tego hamulca bezpieczeństwa przez siedem lat, kontrpropozycja ze strony Grupy Wyszehradzkiej to pięć lat. Ponadto Polska i inne kraje eksporterzy netto pracowników nalegały, żeby hamulec bezpieczeństwa został wyraźnie zawężony do Wielkiej Brytanii.

Ponieważ szczegóły mają być ustalone w legislacji wtórnej, czyli w dyrektywach i rozporządzeniach, nie można tam zapisać, że restrykcje mogą być stosowane tylko przez jeden kraj. Dlatego szuka się innych sformułowań zawężających. Jedno, obecne w propozycji tekstu, mówi o „nieskładkowych dodatkach do wynagrodzenia" (ang. non-contributive in-work benefits), które są specyficznie brytyjską konstrukcją, niewystępującą w innych krajach. Polska chciała także zapisu przewidującego, że z ewentualnego hamulca bezpieczeństwa mogłyby korzystać tylko państwa, które nie wprowadziły okresu przejściowego na przepływ siły roboczej po rozszerzeniu UE w 2004 roku, czyli w praktyce Wielka Brytania, Irlandia i Szwecja.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Sformułowanie to jednak zniknęło w kolejnej wersji projektu porozumienia. Pozostaje natomiast zasada, że ograniczenia nie będą stosowane wstecz, czyli w stosunku do imigrantów już pracujących w Wielkiej Brytanii.

Więcej niejasności jest wokół drugiego typu restrykcji dotyczących zasiłków na dzieci. Londyn narzeka, że płaci na dzieci pracowników, które nie mieszkają w Wielkiej Brytanii, lecz np. w Polsce. Nie dostał możliwości odmówienia wypłaty takich zasiłków, ale prawo do ich indeksowania do kosztów życia w kraju pobytu dziecka.

To dla rządu Beaty Szydło poważny problem, bo mieszkające w Polsce dzieci Polaków pracujących na Wyspach dostawałyby z Londynu znacznie mniejsze transfery. Warszawa stawiała dwa postulaty w tej dziedzinie. Po pierwsze, te restrykcje miałyby być stosowane tylko do nowo przybyłych. Po drugie, punktem odniesienia indeksacji miałby być nie poziom życia, ale wysokość świadczeń w kraju pobytu. Po wprowadzeniu programu 500+ oznaczałoby to, że Londyn płaciłby faktycznie cały czas te same zasiłki, bo kwota takiego świadczenia w Wielkiej Brytanii to równowartość ok. 500 zł. Polska chciała też zabezpieczenia, że podobna indeksacja nie zostanie zastosowana do innych świadczeń, np. emerytur – to zostało uwzględnione w projekcie porozumienia. Do końca nie było natomiast jasne, czy będzie to dotyczyło wszystkich czy tylko nowo przybyłych.

Wiadomo było natomiast, że prawo do indeksacji dostaną wszystkie kraje, nie tylko Wielka Brytania. Zmiana wymuszona przez Brexit mogłaby więc w konsekwencji dotknąć przede wszystkim polskich pracowników w Niemczech, bo to w przypadku tej kategorii polskich emigrantów zarobkowych najwięcej dzieci przebywa w Polsce.

Ewentualne porozumienie na szczycie nie oznacza jeszcze końca debaty o Brexicie. O tym zdecyduje dopiero referendum w Wielkiej Brytanii.