"Po spotkaniu w stolicy Ukrainy, u Abramowicza, który latał między Moskwą, Lwowem i innymi miejscami, w których odbywały się negocjacje, a także u co najmniej dwóch wysokich rangą członków ukraińskiej delegacji wystąpiły objawy obejmujące zaczerwienienie oczu, ciągłe i bolesne łzawienie oraz łuszczenie skóry na twarzy i dłoniach" - czytamy w "WSJ". Dziennik powołał się na niewymienione z nazwiska osoby "znające sprawę".
Według informacji "Wall Street Journal", Ambramowicz i ukraińscy negocjatorzy, wśród których miał być deputowany Rustem Umerow, wyzdrowieli, a ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. W dzienniku czytamy, że część ofiar domniemanego ataku miała obwinić o jego przeprowadzenie przedstawicieli Kremla, którzy mieliby sabotować rozmowy Rosji z Ukrainą. Informator "WSJ" z otoczenia Abramowicza przekazał gazecie, że nie wiadomo, kto stał za próbą otrucia.
Czytaj więcej
Kolejne spotkanie delegacji Rosji i Ukrainy odbędzie się w Turcji - poinformowali przedstawiciele Moskwy i Kijowa.
Według cytowanych przez "WSJ" zachodnich ekspertów trudno ustalić, czy przyczyną wystąpienia objawów u Abramowicza i negocjatorów był czynnik biologiczny, czy chemiczny lub inny.
Informacje o sprawie podał też portal śledczy Bellingcat. "Bellingcat może potwierdzić, że u trzech członków delegacji uczestniczących w rozmowach pokojowych między Ukrainą a Rosją w nocy z 3 na 4 marca wystąpiły objawy otrucia bronią chemiczną" - czytamy. Portal przekazał, że jedną z ofiar był Roman Abramowicz.
Czytaj więcej
- Irpień został wyzwolony - oświadczył mer tego miasta Ołeksandr Markuszyn w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych.
Dochodzenie w tej sprawie zostało zorganizowane przez Christo Grozewa z Bellingcat, który wcześniej badał sprawę otrucia rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego. Według Grozewa, we Lwowie nie udało się pobrać próbek od Abramowicza i negocjatorów, a gdy później niemieccy eksperci przeprowadzili badanie, było już za późno, by wykryć ewentualną truciznę. Zdaniem Grozewa, sprawcom "nie chodziło, by zabić, to było ostrzeżenie".
Według źródeł "WSJ", Roman Abramowicz, "oligarcha od lat powiązany z Władimirem Putinem", zaangażował się w próby zakończenia wojny na Ukrainie wkrótce po tym, jak 24 lutego Rosja rozpoczęła inwazję. Abramowicz ma być zaangażowany "czasem w połączeniu, a czasem równolegle" z odrębnym, oficjalnym kanałem negocjacji między Ukrainą i Rosją - czytamy.
Zastrzegający sobie anonimowość przedstawiciel USA powiedział agencji Reutera, że dane wywiadu sugerują, iż objawy, które wystąpiły u Romana Abramowicza i dwóch negocjatorów z Ukrainy były spowodowane czynnikiem środowiskowym. - Np. nie zatruciem - dodał.