Oceniając realizację programu szczepień na COVID-19 w Polsce dr Szułdrzyński stwierdził, że "pół miliona zaszczepionych osób przy tych dostawach, które mamy" jest dobrym wynikiem.

- Dostawy szczepionek zwiększą się w drugim kwartale. Z pełną parą ruszymy dopiero wówczas. Teraz musimy zaszczepić medyków i 80-latków, te osoby, które są najbardziej podatne na ciężki przebieg zakażenia - dodał lekarz.

Na pytanie o liczbę zutylizowanych w Polsce szczepionek na COVID-19 (1 686 od rozpoczęcia programu szczepień) dr Szułdrzyński wyjaśnił, że sytuacja, w której część szczepionek zostanie zniszczona jest trudna do uniknięcia. 

- Jeśli to jest poziom ćwierć procenta, biorąc pod uwagę na trudności logistyczne (konieczność przechowywania szczepionki Pfizera w -70 stopniach Celsjusza i podania jej najpóźniej sześć godzin po rozmrożeniu - red.), to jest to spory sukces - ocenił.

A czy spadające liczby zakażeń wykrywanych w Polsce w ciągu doby powinny być powodem do optymizmu. - I tak, i nie - odparł dr Szułdrzyński.

- Raz już byliśmy optymistyczni - to było lato, i potem przyszedł listopad, grudzień. Wirus nie śpi, musimy się bardzo pilnować. Do momentu, gdy nie będziemy mieli właściwego poziomu szczepień, nie będziemy bezpieczni - stwierdził lekarz.

- Zobaczmy jakim kosztem doszło do spadku zakażeń - dodał nawiązując do obowiązujących w Polsce od wielu tygodni obostrzeń.

Dr Szułdrzyński zwrócił też uwagę, że w krajach sąsiadujących z Polską (Niemcy, Czechy) sytuacja epidemiczna jest trudna. Ponadto, jak dodał, "powrót dzieci (z klas I-III - red.) do szkół na pewno doprowadzi do wzrostu liczby przypadków".

- Jak dużego? Zobaczymy. Skala tego zagrożenia nie jest znana, ale na pewno zależy od wyjściowej liczby dobowych zakażeń - stwierdził ekspert.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ