W Nowej Południowej Walii, której stolicą jest Sydney, liczba wykrywanych w ciągu doby zakażeń osiąga rekordową wysokość piąty dzień z rzędu.
Władze podkreślają jednak, że spadła liczba osób, które - będąc już zakażone i mogąc zakażać innych - nie były poddane izolacji (tzn. zakażenia nie wykryto u nich w czasie, gdy były poddane kwarantannie). W niedzielę wykryto 34 takie przypadki, dzień wcześniej - 45.
Premier stanu, Gladys Berejiklian powiedziała, że liczby zakażonych w najbliższych dniach zdecydują, czy lockdown w Sydney, który ma obowiązywać do piątku, zostanie przedłużony.
- Musimy sprawić, by liczba (zakażeń) zbliżyła się do zera - powiedziała Berejiklian.
- To naprawdę zależy od nas - dodała.
Premier mówiła, że większość zakażeń wykrytych w ciągu ostatniej doby to zakażenia członków rodziny i bliskich przyjaciół osób już zakażonych.
Lockdown obowiązujący w Sydney został zaostrzony w weekend - mieszkańcy miasta nie mogą oddalać się od swoich domów na odległość większą niż 10 km w czasie ćwiczeń. Tylko jedna osoba z danego gospodarstwa domowego może je opuścić każdego dnia, by udać się na zakupy. Dopuszczaną liczebność zgromadzeń zmniejszono do dwóch osób.
W Australii wykryto jak dotąd 31,2 tys. zakażeń koronawirusem i 911 zgonów chorych na COVID-19.
Niepokój władz Australii budzi jednak pojawienie się bardziej zakaźnego wariantu Delta w czasie, gdy zaszczepionych w pełni na COVID-19 jest ok. 11 proc. z 20,5 mln mieszkańców kraju.