Kaciaryna Andriejewa i Daria Czulcowa, reporterka i operatorka Biełsatu, zostały aresztowane w listopadzie po demonstracji.

Miesiące protestów miały miejsce na Białorusi po tym, jak prezydent Aleksander Łukaszenka ogłosił zwycięstwo nad liderką opozycji Swiatłaną Cichanouską w sierpniowych wyborach prezydenckich. Opozycja uważa, że wynik został sfałszowany.

Prokuratorzy oskarżyli Andriejewą i Czulcową o koordynowanie protestów poprzez nadawanie relacji na żywo. Zaprzeczyły one zarzutom, za co grozi im do trzech lat więzienia. 

Zatrzymanie dziennikarek potępiły międzynarodowe organizacje praw człowieka.

Nowojorski Komitet Ochrony Dziennikarzy wezwał białoruskie władze do wycofania "absurdalnych" zarzutów wobec Andriejewej i Czulcowej oraz do ich bezwarunkowego uwolnienia.

"Rząd Białorusi musi przestać karać dziennikarzy za relacjonowanie ważnych wydarzeń politycznych i pozwolić im pracować swobodnie i bez obaw przed represjami" - napisano w oświadczeniu.