W ubiegłym tygodniu lider PO Borys Budka powiedział, że nie zamierza przepraszać rządu za krytykę w sprawie zakładanych szpitali tymczasowych.
- Minister Niedzielski mówił, że żaden ich plan się nie sprawdził, więc z tego wynika, że to, co dzieje się teraz ze szpitalami tymczasowymi, to jest wypadkowa jakiegoś planu, to po prostu tak im wyszło - tłumaczył.
- Razem z falami pandemii mamy fale głupoty po stronie opozycji. Trzeba nie umieć przewidywać elementarnych skutków, nie mieć podstawowych zdolności do wnioskowania - komentował stanowisko opozycji Marcin Horała.
- U opozycji jest tak, jak wzrastają zakażenia, to mówi, ze rząd sobie nie radzi z pandemią, rząd jest winny. Gdy zakażenia spadną, opozycja pyta, po co te szpitale tymczasowe. To na przełomie stycznia i lutego Borys Budka i Władysław Kosiniak-Kamysz wzywali, by wszystko było otwarte. Gdybyśmy te postulaty zrealizowali: zlikwidowali szpitale i wszystko otworzyli, to sytuacja byłaby taka, że mielibyśmy 40-50 tys. zakażeń dziennie i ludzie umieraliby na ulicy - powiedział w rozmowie z radiową Jedynką wiceminister infrastruktury.
- To skrajna głupota po stronie opozycji lub cyniczna gra - im więcej ludzi umrze, tym łatwiej będzie się atakowało rząd. Wolałbym postawić, że to brak przemyślenia, pogoń za konferencją prasową, na którą przyjadą media - dodał.
Horała pytany o strategię rządu na walkę z epidemią, odpowiedział, że zmieniane zalecenia i obostrzenia to metoda, którą należy stosować. - Tak robią wszystkie państwa na świecie ponieważ sytuacja pandemiczna jest dynamiczna i w dłuższej perspektywie niemożliwa do przewidzenia - mówił.
- Cały czas większa się nasza wiedza na temat koronawirusa, ale powstają nowe szczepy wirusa (...) Trzeba na bieżąco dostosowywać swoją strategię do tego, jaka jest rzeczywistość - powiedział.